O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Od posiadania psa do rozwoju współczesnej kynologii na ziemiach Polski

 

Jako jedno z pierwszych zwierząt zawarł przymierze z Homo sapiens. Z groźnego wilka stał się uległym poddanym. Od 14 tys. lat pies jest pomocnikiem, pasterzem, stróżem, obrońcą i przyjacielem człowieka....
 

Zanim pojawiły się pierwsze zachowane malowidła ścienne, a następnie słowo pisane, współczesny obraz rozwoju i migracji pionierskich form psowatych mogą nam jedynie naszkicować wykopaliska i zachowane skamieniałości szkieletów tych zwierząt. Naukowcy po dzień dzisiejszy głoszą wiele teorii na temat docelowego pochodzenia psa i w zasadzie każda z nich znajduje w miarę racjonalne wytłumaczenie. Jeśli dobrze się w nie wgłębimy, to zauważymy, że większość z nich oparta jest na motywie wilka. W zasadzie nie powinno nas to dziwić. Pies zarówno z budowy, wyglądu, jak i zachowania w dużej mierze przypomina właśnie jego. Bez względu na to, którą z tych teorii uznamy za najbliższą prawdzie, z pewnością nie ulega wątpliwości fakt, że przodków psa należy szukać właśnie wśród wilków i szakali oraz pokrewnych tym drapieżnikom form, żyjących jeszcze w górnym trzeciorzędzie.

 

Obecnie odnajdywane szkielety zwierząt z grupy psowatych (Canidae), pochodzące z okresu starokamiennego, po głębszej analizie, wykazują cechy budowy wyłącznie wilków, a więc są im przysposobione. Niniejsze wykopaliska pozwalają nam przypuszczać, iż żyjący w tym okresie człowiek jaskiniowy, jako takiego psa jeszcze nie posiadał, a ich drogi musiały się zejść najprawdopodobniej w nieco nowszej epoce kamiennej. Za pierwszy fizyczny dowód mający świadczyć o zacieśnieniu więzi człowieka z prapsem uważana jest licząca ok. 14 tys. lat żuchwa psa odnaleziona w podwójnym grobie mężczyzny i kobiety na terenie Bonn-Oberkassel w Niemczech.

   

żuchwa prapsa z Bonn-Oberkassel

Jurgen Vogel/LVR Landesmuseum w Bonn

   

Jak człowiek udomowił psa? To również pytanie, na które trudno dzisiaj dać jednoznaczną odpowiedź. Można domniemywać, że pierwsze dzikie formy pierwotnych psów, podobnie jak wilki, musiały wędrować w stadach w poszukiwania łupu. Zapewne po jakimś czasie sfory te zaczęły zbliżać się do obozowisk ludzkich, gdyż w ich pobliżu było zdecydowanie łatwiej zdobyć praktycznie bez większego nakładu sił, różne pozostałości nadające się do zjedzenia. Z czasem związki prapsa z człowiekiem zaczęły się zadzierzgać. Człowiek musiał również szybko zorientować się, że towarzystwo tego czworonożnego zwierzęcia może mu przynieść wymierne korzyści. Prapies władał bowiem lepszym wzrokiem i węchem, co pozwalało mu ustrzec siebie oraz otaczających go ludzi przed niebezpieczeństwem. Oprócz tego, w trakcie pogoni i osaczania ofiary prapies był zdecydowanie bardziej skuteczniejszy, niż nawet najsprawniejszy dwunożny myśliwy. Naturalny tok ewolucji oraz powolna symbioza tych dwóch gatunków sprawiła, że w końcu pierwotny pies definitywnie przekroczył próg udomowienia.

 

Obecnie naukowcy przysposobili psa domowego do gromady ssaków (Mammalia), rzędu drapieżnych (Carnivora), rodziny psów (Canidae), gatunek (Canis lupus familiaris). Pierwsze formy udomowionych psów na terenie Europy pojawiają się na przełomie epok paleolitycznej i neolitycznej, a ponieważ współczesna wiedza naukowa twierdzi, że kolebką kultury neolitycznej była południowo-zachodnia Europa, to można spekulować, że we krwi współczesnego europejskiego psa domowego może płynąć krew małego wilka południowego. W miarę przesuwania się ludzkich siedlisk w kierunku północnym, musiało też dochodzić do spontanicznego mieszania krwi prapsów z większymi wilkami północy. Tak też na drodze naturalnej ewolucji i pod wpływem samym czynników środowiskowych, powstawały pierwotne formy i typy prehistorycznego psa, które z czasem zaczęły tworzyć odrębne grupy. Jak donoszą źródła, najstarszy zbadany szkielet psa (Canis putiani Studer) pochodzi z neolitu i został on odnaleziony w 1901 roku na południowym brzegu jeziora Wysokiego pod Moskwą (obecnie Rosja). Najwięcej informacji odnośnie ewolucji psowatych dostarczają nam wykopaliska i badania prowadzone na terenach teraźniejszej Europy i Azji. Tu bowiem odnaleziono najwięcej szczątków pierwotnych form tych zwierząt. Nie oznacza to jednak, że na innych kontynentach zwierzęta w tym typie w czasach praludzkości nie występowały. Po prostu rejony Europy i Azji zostały stosunkowo najlepiej zbadane.

 

Miejsce udomowienia psa również wzbudza wśród naukowców zagorzałe dyskusje, bo sam fakt, że na danym terenie znajdowane są szczątki psów, jeszcze niczego nie przesądza. Do najnowszych badań mających określić w jakim miejscu globu ziemskiego nastąpiło pierwotne udomowienie psa wykorzystano wiele dziedzin nauki, w tym również genetykę, i jak to w życiu bywa, poszczególni badacze mają nieco inne na ten temat teorie, co sprawia, że nadal ta kwestia pozostaje nierozstrzygnięta. Współczesne analizy genetyczne oraz zaawansowane metody badawcze szczątków prehistorycznych psowatych prowadzone przez międzynarodowy zespół badawczy pozostający pod kierownictwem Olafa Thalmanna z Uniwersytetu w Turku w Finlandii pokazują, że początek udomowienia psa przez człowieka miał miejsce jakieś 18.000 do 32.000 lat temu w Europie.

 

Kolejne pytanie nurtujące wiele osób: kiedy z pierwszych form prapsów zaczęły się wykształcać rasy? Dziś jest ich około 400 i różnią się od siebie tak bardzo, że trudno czasami uwierzyć, iż należą do tego samego gatunku. Niestety, zachowane kości pierwszych psów są tak szczątkowe, że wykluczają mówienie o jakichkolwiek typach morfologicznych. Dr Gręzak podaje: "(...) Z pewnością zawsze najwięcej było kundli, bo człowiek rzadko kontrolował rozród psów. Grecy i Rzymianie hodowali różne rasy do konkretnych zadań, ale ich opisy dotyczą najczęściej usposobienia czy rozmiarów. To mało, by identyfikować je ze współczesnymi rasami, dlatego mówimy na ich podstawie o psach w danym typie (...)".


Niestety mimo postępu naukowego nadal władamy znikomą wiedzą na temat tego, jakie konkretnie typy psów prehistorycznych w przeszłości zamieszkiwały obecne tereny Polski. Jedyne co możemy potwierdzić to to, że na terenie ziem polskich pies żył na pewno już 6.5 tys. lat temu, czego dowodzą znalezione kości ze stanowisk badawczych w Dudce w województwie warmińsko-mazurskim (datowane na okres mezolitu) i Dąbek na Pomorzu (datowane na wczesny neolit). Ze statystyk dr Joanny Piątkowskiej-Małeckiej z UW wynika, że szczątki psów stanowiły w neolicie zaledwie 4% kości udomowionych zwierząt, a jedynie w Niedźwiedziówce na Żuławach jest ich, aż 40% (ze względu na bliskość Zatoki Puckiej przypuszcza się, że psy w tym rejonie wykorzystywano do zaprzęgów, które przemierzały różne odległości poruszając się po zamarzniętej zatoce). W okolicach Sandomierza znaleziono grób z 1700 roku p.n.e., w którym pochowano człowieka z pięcioma psami i jak przypuszczają naukowcy musiał być to ktoś społecznie ważny, prawdopodobnie członek starszyzny rodowej. Kolejne odkrycia psich praszczątków pochodzą z okolic Opola.

 

Ślady pokonsumpcyjne wskazują, że ludy zamieszkujące ziemie polskie w okresie neolitu również jadały psy. W zdecydowanie późniejszych czasach spożywanie mięsa psów należy do rzadkich przypadków i z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż na ziemiach polskich celowo nie hodowano psów na mięso, tak jak miało to miejsce, w niektórych kulturach i obecnie, chociażby na Dalekim Wschodzie. Znane są jednak przypadki, że okresowo psy trafiały do staropolskiego menu, ale śledząc historyczne dzieje naukowcy wiążą takie postępowanie z trudną sytuacją ludności panującą szczególnie w okresach głodu np. ciężka sytuacja ludności w oblężonym średniowiecznym Chełmie. Zagadkę natomiast stanowią rozłupane i przepalone czaszki psów, których sporo znaleziono na stanowiskach neolitycznej kultury pucharów lejkowatych. Nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie, co posunęło ludzi do takiego zachowania.

 

Niestety z odkrytych kostnych szczątków niewiele można wywnioskować odnośnie wyglądu prehistorycznych psów występujących na ziemiach polskich. Na podstawie szczątkowych danych udało się jedynie określić przybliżoną wysokość w kłębie psów, których fragmenty kostne zostały odkryte i zbadane na różnych stanowiskach archeologicznych. Wysokość ta kształtowała się w przedziale od 37.1 do 63.3 cm. Współcześnie psy o takim wzroście można podzielić na trzy grupy wielkościowe: psy niskie, średnie i duże.

 

Wszystkie prowadzone badania wykopalisk pochodzących z epoki neolitu - brązu i późniejszych na ziemiach polskich pokazują, że najwięcej przedstawicieli psich przodków zamieszkujących nasze ziemie pochodziło z grupy Canis familiaris inostranzevi, tj. psów północnych i Canis familiaris intermedius, tj. psów myśliwskich.

 

Canis familiaris inostranzevi został pierwotnie zrekonstruowany na podstawie wykopanych szczątków szkieletów znalezionych w Danii, Rosji i Szkocji. Z zachowanych szczątków wyłania nam się obraz psa dużego o wyraźnie zaznaczonych wilczych cechach i wg Holzheimera najbliżej mu było do północnego wilka. Odnalezione szczątki na tych terenach pochodzą z wczesnego mezolitu, to jest ok. 8 tysięcy lat p.n.e., a niektóre z nich znajdowane były nawet na stanowiskach z epoki brązu. Naukowcy uważają, że to przodek psów eskimoskich, tajgi syberyjskiej i północnych psów myśliwskich, które są przede wszystkim stróżami, tropowcami i obrońcami.

 

Potomkiem Canis familiaris inostranzevi jest Canis familiaris intermedius i jego szczątki pochodzące z epoki brązu (ok. 1600 lat p.n.e.) zostały znalezione w Czechach, Austrii i Szwajcarii. Był to pies mniejszy, średniej wielkości, o zdecydowanych "psich" cechach. Obecnie uważa się, że dał początek dzisiejszym wyżłom i pointerom.

 

Aby lepiej zrozumieć dlaczego w przeważającej większości znajdowane są na terenach polskich kości właśnie tych dwóch psich przodków warto zagłębić się w najstarszą historię ziem, na których obecnie leży państwo polskie. W epoce brązu mniej więcej 4 tys. p.n.e. na terytoriach prapolskich ludy, które do tej pory prowadziły wędrujący tryb życia, postanowiły na tych ziemiach się osiedlić. Głównym zajęciem tych plemion było rolnictwo oraz hodowla zwierząt, a także dzięki zastosowaniu narzędzi wyrabianych z brązu znacznie usprawniono myślistwo. Liczne ślady pierwszych kultur rolniczych znaleziono na urodzajnych ziemiach Małopolski, Dolnego Śląska, Wielkopolski i Kujaw. W tej epoce rozwinęły się kolejno: kultura unietycka (2300-1600 p.n.e.) kultura przedłużycka (1550-1200 p.n.e.) i kultura łużycka (1300-500 p.n.e.). W epoce żelaza dość spore wpływy na ludy zamieszkujące obszary prapolskie miały kultury greckie i celtyckie. Na ziemiach polskich Celtowie pojawili się na początku IV wieku p.n.e. W I wieku n.e. nastąpiła inwazja plemion germańskich: Wandalów, Burgundów i innych, przybyłych z północy Europy. Ponadto cała Europa Środkowa znajdowała się wówczas pod znacznymi wpływami kulturowymi i cywilizacyjnymi wielkiego śródziemnomorskiego Cesarstwa Rzymskiego. Na przełomie IV/V wieku n.e. w Europie miała miejsce wielka wędrówka ludów, zapoczątkowana inwazją Hunów w 375 roku. W tym czasie germańskie ludy, zamieszkujące tereny dzisiejszej Ukrainy, Słowacji, Moraw, Czech i Polski, zaczęły przemieszczać się na południe i zachód. W ich miejsce przywędrowali wraz z Hunami, podporządkowani im zeslawizowani Sarmaci i Słowianie. Była to ludność głównie parająca się dość prymitywnym rolnictwem. Po okresie wielkich wędrówek ludów, czyli od ok. VII w., następował powolny rozrost i rozwój kultur miejscowych. Wprowadzone zostały stałe uprawy rolne, przybywało osad, zwłaszcza wzdłuż spławnych rzek i rozwijał się handel, także dalekosiężny. W okresie wczesnego Średniowiecza do końca IX wieku organizacja ludów słowiańskich ograniczała się do wspólnot plemiennych i rodowych.

 

Śledząc losy migracyjne tychże ludów można wysnuć wniosek, że wraz z nimi przybywał na ziemie polskie również cały towarzyszący im inwentarz - w tym i psy. W trakcie tych wędrówek bez wątpienia, także mieszała się i stopniowo wymieniała ówczesna populacja psów, bowiem część z nich pozostawała na tych terenach i dostosowując się do nowych warunków, dawała początek zwierzętom w typie charakterystycznym dla danego regionu. Tą teorię zdają się potwierdzać również wnioski wysnute na podstawie prowadzonych wykopalisk, które pokazują, że dość znaczne zróżnicowanie morfologiczne w obrębie psiej populacji występującej na ziemiach polskich nastąpiło właśnie na przełomie er.

 

W zasadzie żadne inne zwierzę nie zostało obciążone przez człowieka tyloma obowiązkami co pies. W zależności od czasów, warunków klimatycznych, kultury, religii, potrzeb oraz predyspozycji, pies służył nam, jako towarzysz dnia codziennego, niestrudzony pomocnik na polowaniach, stróż zwierząt gospodarskich i obejścia, zwierzę zaprzęgowe i bojowe, obiekt kultu, ale też jako ofiara, którą wedle wierzeń można zabić ku czci bogów lub z przyczyn nader przyziemnych, potraktować jako źródło pożywienia i po prostu zjeść.


Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy dzisiaj stwierdzić, że jeszcze na długo przed czasami naszej państwowości ludy i plemiona, które zamieszkiwały tereny słowiańskie, skupiały wokół siebie psy, a ze względu na takie cechy, jak np. siła, ciętość, odwaga, instynkt łowiecki, pasterski czy spolegliwość wobec człowieka dokonywały pierwotnych selekcji tych zwierząt, tym samym w sposób zapewne całkiem nieświadomy mieli znaczący wpływ na docelowe utrwalanie pewnych cech i eliminowanie innych, co jednocześnie przyczyniło się do ukształtowania psów w różnych typach, które współcześni ich potomkowie posegregowali, usystematyzowali, uszlachetnili świadomym doborem i nazwali rasami.

 

Przed rządami Mieszka I państwo polskie było podzielone na wiele ziem, na których panowali osobni władcy, a najbardziej zorganizowanym terytorialnie i administracyjnie były ziemie przynależące do Polan. Jak głosi legenda, znaczący wpływ na rozwój tych terenów mieli: Siemowit, Lestek i Siemomysł. Około 960 roku Mieszko I - syn Siemomysła - podjął próbę zjednoczenia sąsiadujących ze sobą plemion. W jego posiadaniu była już Wielkopolska i Kujawy, które otrzymał od swoich przodków. Następnie podbił Pomorze Zachodnie i Gdańskie, a pod koniec swojego życia, przyłączył również Małopolskę, którą odebrał Czechom. Tak zaczął wyłaniać się zalążek nowego kraju, a ostatecznie za datę powstania nowego państwa (Polski) uważa się rok 966, kiedy to Mieszko I przyjął chrzest. Terytorium nowego kraju obejmowało około 250 km², a w jego skład wchodziły ziemie od Odry na zachodzie po Bóg na wschodzie, od Bałtyku na północy do południowej granicy, którą stanowiły Karpaty. Pod bezpośrednim zwierzchnictwem Mieszka I znalazły się tereny zamieszkiwane przez następujące plemiona: Polan, Wiślan, Mazowszan, Ślężanów, Opolan i Pomorzan. I choć większość z nich mówiła mniej więcej tym samym językiem, to pod względem pochodzenia i wierzeń wywodzili się oni z różnych kultur. Trzeba przyznać, że z zachowanych materiałów wynika, iż Mieszko I na tamte czasy był bardzo zorganizowanym i nowoczesnym władcą. Za jego czasów unormowano i zorganizowano od podstaw życie prawno-administracyjne w kraju, określając prawa i obowiązki poszczególnych grup społecznych. Najliczniejszą stanowili wolni chłopi (kmiecie), uprawiający własną ziemię i to na nich spadł obowiązek utrzymywania państwa. W tym czasie istniały już całe osady specjalizujące się w produkcji określonych produktów, tak zwane wsie służebne. Za panowania Mieszka I na terenie naszego państwa powstało wiele grodów, którymi zarządzał komes. Swoje siedziby mieli w nich władcy, którzy bezpośrednio w nich sprawowali sądy. Z racji dogodnego położenia geograficznego przez Polskę przechodziło wiele szlaków handlowych, dzięki czemu dość dynamicznie rozwinął się handel, pomiędzy naszym krajem i innymi państwami, a napływający duchowni szybko przyczynili się do rozwoju nauki. Warto również nadmienić, że ziemie polskie były w sporej części porośnięte bujnymi lasami i borami, które stanowiły niezbadaną skarbnicę różnorakich roślin i zwierzyny, począwszy od zwierząt drobnych typu: zające, lisy, bobry, ptactwo, poprzez dziki, sarny, a na potężnych niedźwiedziach, łosiach, danielach, żubrach i turach kończąc. Przyroda polska była więc w stanie dostarczyć miejscowej ludności przede wszystkim zróżnicowanego źródła pożywienia obfitującego w pokarm pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Poza tym upolowana zwierzyna stawała się cennym źródłem skór i futer. W czasach kiedy jeszcze nie znano broni palnej, a łowczy był co najwyżej wyposażony w oszczep, dzidę, łuk, sieć, czy długi nóż (kordelas) nikogo nie powinno dziwić, że pomoc szybkich i zwinnych psów była nieoceniona. W czasach sprzed Mieszka I pojęcie "własności" nie istniało, tak więc i zwierzyna łowna była niczyja, a na polowanie wybrać się mógł każdy. Poczynając od czasów panowania Mieszka I, na mocy wydanych dekretów i praw, łowy zaczęły być w coraz większym stopniu przywilejem ludzi tzw. "dobrze urodzonych". Odtąd przez kolejne wieki gruby zwierz w kniei poczytywał się wyłączną własnością pańską tj. króla w dobrach koronnych, biskupa w majątku duchownym, szlachty dziedzicznej na jej ziemiach. Z czasem polowania stały się, nie tylko źródłem zaspokojenia podstawowych życiowych potrzeb, ale zyskały również status ulubionej rozrywki warstw uprzywilejowanych, podczas której można było wykazać się zręcznością, odwagą i męstwem. Nie trudno się zatem domyślić, że pierwsze wzmianki o psach wykazujących konkretne cechy zamieszkujących lub ukształtowanych na ziemiach polskich będą dotyczyły przede wszystkim psów użytkowych wykorzystywanych do polowań w szerokim słowa tego znaczeniu.

 

Zapiski kronikarskie prowadzone na przełomie wieków XII-XVII pokazują, że do myślistwa używano w Polsce psów różnego pochodzenia: gończych zwanych ogarami, wyżłów zwanych legawymi, chartów, brytanów, pijawek, pokurczów, kundli, a w kolejnych wiekach również jamników czyli taksów. W rejestrach pozostałości po Zygmuncie Auguście (1520-1572) psy tropowe, czyli ogary nazwane są "średnikami", a psy wielkie do szczwania zwierzyny nazwane są "wzłamnikami". Każdy z tych głównych typów dzielił się jeszcze na rozmaite poszczególne, których liczono w Polsce przeszło 30, zwykle nazywanych od krajów, z których pochodziły. W archiwach datowanych na XV/XVII wiek zachował się dość ciekawy spis niejakiego J. Pawlikowskiego skierowany do ordynata kieleckiego: "Regestr psów polskich y angielskich odesłanych xciu Imci ordynatowi kleckiemu", w którym wyliczone są przesyłane psy dorosłe wraz ze szczeniętami i podzielone one są na rasy polskie i angielskie.

   

"Regestr psów polskich y angielskich odesłanych xciu Imci ordynatowi kleckiemu"

   

Stefan Familirz "O ziołach i o mocy ich". Kraków 1534 rok

Najstarszy znany polski drzeworyt przedstawiający sylwetki psów

 

Piotr Crescentyn "Księgi o gospodarstwie". Kraków 1549

Drugi z najstarszych drzeworytów polskich przedstawiający sylwetki psów

 

W czasach, kiedy myślistwo święciło swoje największe triumfy, królowie, biskupi i szlachcice posiadali spore psiarnie i utrzymywali całe wojska myśliwych, którym przewodniczyli łowczowie generalni. Ludność musiała dopomagać myśliwym, zwoływana na obławę, czyli "przełaję". Liczne były w tej mierze powinności. Rzeźnicy dostarczali łbów bydlęcych dla psów, a każda wieś miała obowiązek żywić psy, sokoły, podejmować łowców, albo opłacać "psiarskie". Tak wszędzie wspierani myśliwi królewscy, a także biskupi i magnaci przemieszczali się z towarzyszącymi im psami oraz sporym rynsztunkiem od "łowiska" do "łowiska". Do polowań używano zazwyczaj dużej grupy psów, czyli tzw. złai. Szczególnie popularne wśród szlachetnie urodzonych były łowy na grubego zwierza, a z racji specyfiki takiego polowania, z pewnością łowczym nie towarzyszyły psy małe i wątłe, bowiem takie nie poradziłyby sobie z dogonieniem i osaczeniem rosłych sztuk dzikiego zwierza. Utrzymanie całej hordy psów nie było ani łatwe, ani tanie, a odpowiednie ich ułożenie i przygotowanie do polowań wymagało sporych nakładów pracy oraz wiedzy. Pierwsze zachowane wzmianki  o łowach z psami myśliwskimi na ziemiach polskich znajdują się już w kronikach Galla Anonima datowanych na XI-XII wiek.

 

Prześledźmy zatem, jaki obraz typów psów występujących w obrębie ziem polskich, od początku naszej państwowości, aż do momentu narodzenia regularnej kynologii, wyłania nam się z zachowanych kronik, dokumentów, dzieł literackich i sztuki.

 

Od zarania dziejów psy myśliwskie w typie gończych wykorzystywano do wytropienia i osaczenia zwierzyny lub napędzenia jej na myśliwych. Z powodu braku przekazów pisemnych trudno odpowiedzieć na pytanie, z jakimi konkretnie typami psów polowali nasi przodkowie przed XII wiekiem. Od XIII stulecia natomiast na ziemiach rdzennie polskich pojawiają się, zdobywając dużą popularność, nabywane na Śląsku lub w Prusach, gończe zachodnie w typie psa Św. Huberta. Na wschodnich rubieżach - w Wielkim Księstwie Litewskim i na Ukrainie - znane są gończe wschodnie użytkowane przez Tatarów i Turków - ówczesnych naszych sąsiadów. Oczywiście nieuniknione było mieszanie tych typów psów między sobą. Pojęcie chowu w czystości rasy nie istniało, a łowczy przymioty użytkowe stawiali nad walorami estetycznymi. Stąd czytając zachowane informacje szybko zobaczymy, jak wiele różniło w eksterierze psy gończe, które w tym czasie wszystkie określano mianem "ogarów".

 

W jednej z kronik zachowała się informacja, iż Kazimierz III Wielki otrzymywał corocznie w darach lennych, jako hołd od Krzyżaków z Pomorza m.in. 24 psy myśliwskie. A za czasów panowania Władysława Jagiełły polowania stały się tak powszechnie uprawianą zabawą naszych praojców, że król wydał w 1420 roku specjalnym dekretem zakaz polowania na zające od siewów, aż do zbiorów. Znamienne dla stylu życia w epoce Średniowiecza są słowa rozporządzenia króla Zygmunta I z rodu Jagiellonów mówiące, że żaden szlachcic nie miał ważyć się zrobić kroku bez broni, psa gończego i sokoła. Historycy twierdzą, że szlachta stanowiła około 10% narodu liczącego w Średniowieczu około 6-9 milionów obywateli. W XV i XVI wieku następuje na ziemiach polskich bardzo szerokie rozpopularyzowanie łowów w towarzystwie psów, a potem sokołów. Prestiż wymagał posiadania minimum jednej sfory (suka i pies) gończych. Ale byli też tacy amatorzy łowów, którzy utrzymywali psiarnie liczące po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt psów. Do zapalonych myśliwych należał także Stefan Batory, który przyczynił się do odnowienia służby łowieckiej, a za jego rządów dokonano zakupu ptaków łowczych i psów myśliwskich z różnych stron Europy. Jak podają źródła, wielu polskich szlachciców, książę kurlandzki i książęta zagraniczni przysyłali Batoremu często w darze psy legawe (wyżły). Również książęta śląscy wielokrotnie obdarzali naszego króla psami myśliwskimi: to książę opolski, to legnicki, to książę znad Brzegu, to wreszcie książę austriacki Ferdynand. Sprowadzano dla Batorego również psy z Toskanii i  tzw. mediolańskie, a kiedy w 1582 r. jeden z nadwornych komorników, czyli dworzan, wiózł listy do królowej angielskiej Elżbiety, dał mu Batory 30 złotych polskich na kupno psów angielskich.

 

Pamiętajmy, że krajobraz prastarych puszcz i borów znacznie odbiegał od dzisiejszego. Porośnięte wiekowymi drzewami i tajemniczymi gęstwinami, często kryjące naturalne pułapki, stanowiły wyzwanie dla myśliwych i towarzyszących im koni. Nawet duże ówczesne stany zwierzyny wcale nie było łatwo w tych kniejach odnaleźć, nie wspomnimy już, o skutecznym jej podejściu, osaczeniu i upolowaniu. Tu właśnie nieocenione usługi oddawały psy gończe. Zanim jeszcze człowiek do upatrzonego zwierza dotarł, psy były przy nim o wiele szybciej, a dzięki wrodzonemu instynktowi i przy odpowiednim pokierowaniu, łowczy mógł zwieńczyć dzieło, zadając ofierze decydujący cios. Psy te wykorzystywano głównie do polowań na grubego zwierza, choć znane są przypadki, iż sprawdzały się one świetnie przy osaczaniu małych drapieżników lub zajęcy. Potrafiły one nie tylko odnaleźć i podjąć ciepły trop, ale co ważniejsze, uparcie i wiernie trzymały się tego tropu głosząc uchodzącego zwierza. Granie ogarów miało też bardziej praktyczne znaczenie. Dostarczało myśliwym wszelkich informacji o tym, co dzieje się w kniei. Po sposobie grania myśliwi wiedzieli, na jakim etapie znajduje się gon i w jakim kierunku przemieszcza się dziki zwierz. Do opisania gonu używano specjalnego słownictwa, które w gończarstwie jest niezwykle barwne i wywodzi się z długoletniej tradycji chowu, układania i polowania z ogarami. Z zachowanych materiałów wynika, że ogary musiały być w owym czasie szczególnie popularne. Niejakim "dowodem" tej tezy może być chociażby grobowiec Władysława Jagiełły pochodzący z drugiego ćwierćwiecza piętnastego stulecia, gdzie na jego stopniach pomiędzy kolumnami są usytuowane sokoły i właśnie psy w tym typie - niewątpliwe symbole ówczesnego myślistwa. Z tego też okresu datują się pierwsze pomniki literatury i malarstwa o tematyce łowieckiej. W kronikach XIV wieku znajdziemy wzmianki o hodowanych specjalnie na królewskie łowy ogarach. Z nazwą "ogar" spotykamy się również w "Księgach o gospodarstwie" wydanych w Krakowie w 1549 roku oraz w dziele Mikołaja Reja z 1568 roku "Żywot człowieka poczciwego". Z 1588 roku pochodzi dzieło Jana Achacego Kmity "Łow Dyjanny" , w której autor pisał: "(...) Drugi dopiero myśliwiec stary; Śledzić naucza młode ogary. (...)". Jak donoszą przesłania psy te cieszyły się uznaniem, a ceny za nie były wręcz astronomiczne. Wieść niesie, że szczeniak z dobrego gniazda mógł przewyższać i wartość wsi. Cenione i wartościowe często stanowiły luksusowy prezent. W roku 1608 kasztelan i wojewoda poznański (zamieszkały w Komarnie na Rusi) Jan Ostroróg wydał traktat zatytułowany "O psich gończych i myślistwie z nimi". Pełne jego wydanie "Myślistwo z ogary” nastąpiło 10 lat później. Warto przypomnieć, że to dzieło zostało zadedykowane królewiczowi Władysławowi Wazie, temu samemu, który nieco później zasiadł na polskim tronie, jako Władysław IV. Po dokładnej analizie tekstu można przyjąć, że jest to namiastka pierwszego polskiego podręcznika kynologicznego z zasadami przemyślanej hodowli. Autor zwrócił uwagę na kierowanie się w hodowli cechami psychicznymi psów użytkowych, ale także podkreślił ważność cech budowy: "(...) siła psia znaczy się grzbietem, który ma być kształtny, kościsty, pieczeniasty i długi. Pod takim grzbietem noga sucha, żyłowata...(...)” - tak pisał o ogarach. Ponadto w swych rozważaniach autor zauważył, iż chcąc dochować się wspaniałej złai trzeba nawiązać z psami szczególne uczuciowe porozumienie - czyli odpowiednie przygotowanie, podejście do zwierząt i chowu jest niezbędne. "(...) Myśliwiec jest jakoby hetman, wódz i sprawca psi, który jemi rządzić ma i sprawować je. używając ich do rozrywki i zmysłu, i mocy do słusznego szukania, prędkiego znalezienia i ugonienia zwierzęcia. Czemu aby dość uczynił, trzeba żeby go psi słuchali: a to będzie, kiedy go będą miłować, i wierzyć mu. Żeby go tedy miłowali, ma się doma między nimi bawić, głaskać, karmić, nie tylko u koryta, ale i z waczka czymkolwiek na potykaniu: co najczęściej ma się z nimi pieścić rozmaicie, grać, sypiać miedzy nimi i wszystkich sposobów szukać, żeby go psi miłowali. (...)".

 

Karta tytułowa pierwszego wydania "Myślistwa z ogary" z 1608 roku

 

Współcześnie trudno jednoznacznie orzec, kiedy konkretnie na naszej ziemi z całej gamy psów w typie gończych ukształtował się typ psa o pewnych określonych, wspólnych dla całej populacji cechach, pozwalających wyróżnić go nazwą "ogar", a przez to wyodrębnić spośród innych ras psów gończych, jako ten polski typ. Aczkolwiek różne źródła podają, że we wczesnym Renesansie ustaliła się już rasa polskich gończych zwanych ogarami. Miały być one potomkami sprowadzanych systematycznie już w czasach krucjat psów świętego Huberta oraz napływających ze wschodu tzw. gończych kostromskich. 

 

Prawdopodobnie na początku XVII wieku rodzime psy gończe występowały w dwóch do czterech odmianach, które pokrojowo przedstawiały formy przejściowe od gończego typu zachodniego do gończych typu wschodniego. Niestety literatura tych czasów nie precyzuje dokładnie cech ich eksterieru, tak więc szczegółowe ich wyodrębnienie na dzień dzisiejszy nie jest możliwe. Na podstawie zachowanych materiałów źródłowych można wysnuć przypuszczenia, że psy w tym typie były bardzo cenione i nader popularne na terenach Polski, aż do XVIII wieku. Zdaniem znanego kynologa - dr Kazimierza Ściesińskiego - intensywna hodowla, o silnym zaakcentowaniu użytkowości psa, doprowadziła do wykształcenia w Polsce miejscowego typu psa gończego. W dążeniach hodowlanych chodziło zwłaszcza o utrwalenie odpowiednich proporcji kończyn i grzbietu, niezbędnego umięśnienia, głębokości klatki piersiowej itd. Znacząca była również kwestia "głosu", jaki wydawał pies podczas polowania. Jednak mimo tych starań pojęcie planowej hodowli, takiej jaką znamy obecnie nie była wówczas znana. Zwierzęta generalnie selekcjonowano przede wszystkim przekładając cechy użytkowe nad samym wyglądem. Dlatego też mimo dość jednorodnego i utrwalonego charakteru pogłowie było znacznie zróżnicowane zarówno pod względem szczegółów budowy, jak również umaszczenia.

 

Pierwsze wzmianki o ogarach, tym razem polskich, pojawiają w 1779 roku w książce "Zwierząt domowych i dzikich osobliwie krajowych historyi naturalnej początki i gospodarstwo" Krzysztofa Kluka. A pionierskie opisy eksterierowe ukazują się dopiero pod koniec osiemnastego stulecia. W 1821 roku w "Sylwanie" zostaje zamieszczona charakterystyka, która zdecydowane już rozgranicza występujące na ziemiach polskich gończe na dwa typy: ogary i gończe: "(...) są one (ogary) wyższe od gończych, bo mają nogi dłuższe, ale pysk ich jest krótszy i nie tak szeroki, uszy ich są krótsze i nie tak jak u gończych obwisłe. Prawdziwe nawet ogary mają je na pół tylko obwisłe. Ciało ich jest grubsze od gończych, ogon krótszy i mięsisty (...)". Taki podział z pewnością wynika z tego, że w tym okresie spotykano na ziemiach polskich gończe w różnych typach - w zależności od ukształtowania terenu geograficznego kraju. Ogromne obszary naszego państwa do czasów rozbiorów w XVIII wieku, obok prastarych borów i stepów południowej Ukrainy obejmowały również  coraz większe połacie pól uprawnych. Łowy prowadzone w różnych warunkach i obejmujące całą gamę zwierzyny łownej wymagały zatem wielu typów psów. Powszechna była zasada używania gończych tylko na terenach pokrytych lasami. Już nie tylko do osaczania, ale również do wypchnięcia na myśliwych zajeżdżających konno przesmyki uchodzącego zwierza, który coraz częściej z grubego, stawał się drobnym - zając szarak, zając bielak, czy lis. Na terenach górzystych polowano z psami lżejszymi, zwanymi "gończymi polskimi rączymi" (ten typ dal początek współczesnej rasie gończych polskich). Natomiast na nizinach preferowano mocnego dość ciężkiego psa o wytrwałym galopie i doskonałym węchu, tzw. "gończego polskiego ciężkiego" (dzisiejszy ogar polski). Zawirowania historii na przestrzeni kolejnych dwóch wieków przyniosły ciężkie czasy dla polskich gończych, doprowadzając niemal do ich całkowitego wyginięcia, ale o tym nieco później.

 

Nieodłącznie z losami polskiego narodu związana jest kolejna rasa psów: charty. Te smukłe, wytrzymałe i niezwykle szybkie psy od dawien dawna były wykorzystywane do polowań w początkowym okresie szczególnie na ptactwo - dropie, a potem na szaraka, lisa i nawet wilka. W pełnej tradycji staropolskiej ziemi, oprócz roli czysto użytkowej, pełniły one również funkcję ozdoby szlacheckiego dworu i szybko zyskały miano: "charta królewskiego". Pierwsze zapiski o pokaźnych wydatkach dworu królewskiego na utrzymanie chartów widnieją już w XII-wiecznej kronice Galia Anonima, a istnienie charta, jako jednej z ras występującej na ziemiach polskich jest udokumentowane mniej więcej od XIV wieku. Na przestrzeni wieków, w literaturze łowieckiej najczęściej pojawiają się wzmianki o charcie królewskim, charcie pospolitym, naszym charcie, charcie krajowym, czy po prostu o charcie, a nazwa "Chart Polski" została wprowadzona znacznie później. Co do bezpośredniego pochodzenia charta polskiego również toczą się debaty i po dzień dzisiejszy nie ma jednoznacznej odpowiedzi na temat tego, jakie konkretnie rasy chartów ukształtowały jego współczesny wizerunek. Śledząc same losy ludów wędrujących przez ziemie polskie można wnioskować, że praprzodkowie charta polskiego przywędrowali na tereny dzisiejszej Polski wraz z ludami scytyjskimi. Były to koczownicze ludy irańskie, wywodzące się z obszarów pomiędzy Ałtajem, a Dolną Wołgą, które od VIII w. p.n.e. zamieszkiwały okolice Morza Czarnego. Na przełomie VII i VI w. p.n.e. najeżdżali oni ludy kultury łużyckiej, żyjące między Odrą i Wisłą. Wpływ na kształtowanie wyglądu tej rasy mogły mieć również psy, które towarzyszyły nielicznym plemionom celtyckim zaczynającym napływać do Europy Środkowej około III wieku p.n.e. Chociaż Celtowie nie byli specjalnie liczni na naszych ziemiach, to jednak asymilowali się z miejscową ludnością, wnosząc trwały wkład w kulturę Słowian. Słowianie, a w czasach wyodrębnienia  nowego państwa - Polacy - od niepamiętnych czasów prowadzili wymianę handlową ze Wschodem w różnych dziedzinach, co przyczyniało się do wymiany wszelakich towarów - z pewnością i chartów również. Nie sposób też pominąć roli XIII-wiecznych najazdów Złotej Ordy, oraz ich tatarskich osadników, którzy do polowań używali chartów w typie azjatyckim. Można domniemywać, że ich umiejętności hodowlane z pewnością wywarły wpływ na populację naszego charta.

 

Współcześnie istnieje kilka hipotez przedstawiających przodków charta polskiego, jednak na podstawie zachowanych dokumentów oraz współczesnych badań przeprowadzonych m.in. pod kierownictwem prof. K. Świeżyńskiego i doc. F. Kobryńczuka z Katedry Anatomii Prawidłowej Wydziału Weterynaryjnego SGGW w Warszawie, polegających na dokonaniu porównawczych pomiarów budowy głowy (czaszek) chartów polskich, angielskich, perskich i saluki, możemy wnioskować, że chartowi polskiemu najbliżej jest do saluki (charta perskiego). Ponadto w kierunku uznania tej hipotezy skłania również szeroka paleta umaszczenia, którego nie spotyka się u innych krótkowłosych chartów, ani u borzojów, na przykład maść wilczasta, domino, czarna podpalana, cętkowana, tricolor - częste u saluki. Także rozmieszczenie długiego włosa - na tylnej stronie ud i spodniej stronie ogona - wskazuje na pokrewieństwo z saluki.

 

W kronikach i starych dokumentach zachowało się wiele wzmianek o charcie występującym na ziemiach polskich. Swego czasu był on tak popularny, a zarazem ceniony, że jego podobizny były umieszczane nawet na szlacheckich herbach. Takim przykładem jest chociażby herb Pobóg, który sięga czasów Średniowiecza. Oto jego opis pochodzący z tego okresu: "W polu czerwonym podkowa srebrna z zaćwieczonym na barku takimż krzyżem kawalerskim. W klejnocie głowa charta z szyją srebrną, między dwoma takimiż rogami bawolimi." W 1404 roku wspomniano charta w zapiskach sądowych grodzkich i ziemskich wielkopolskich. Nieco później jego nazwa pojawia się w księgach sądowych brzesko - kujawskich i mazowieckich. W ostatnich latach XIV wieku, w niepołomickich księgach rozchodów zapisano: "(...) w piątek rano Królowa przybyła do Niepołomic z Bochni i poleciła Litwinowi Kuszmie zatrzymać przy dworku łowieckim dużo psów łowczych, z wyjątkiem sześciu silnych chartów królewskich …(...)". W roku 1549 w dziele Piotra Crestentyna "Księgi o gospodarstwie i o opatrzeniu rozmnożenia rozlicznych pożytków, każdemu stanowi potrzebne" uwieczniono drzeworyt przedstawiający dwa charty. Zaś Stefana Batorego (1533-1586) nic tak nie ujmowało, jak darowanie psa, który wartość miał wysoką: "(...) za charta nic to nie jest i dać parę koni. (...)". W roku 1600 w pracy zatytułowanej "Gospodarstwo jezdeckie, strzelcze y mysliwcze, z doświadczenia NN. Szlachcica Polskiego napisane roku pańskiego 1600, a teraz swiezo z dozwoleniem starszych do druku podane" A. Gadomskiego zawarty jest dość szczegółowy opis chartów, z którymi polowano na ziemiach polskich. Charty polskie posiadał również Jan Chryzostom Pasek (1636-1701), o czym pisał w swych słynnych "Pamiętnikach" wydanych w 1836 roku, a obejmujących lata 1656-1688. Na obrazie nieznanego malarza pt. "Władysław IV pod Smoleńskiem" - namalowanym niedługo po 1634 roku znajdującym się w Muzeum Narodowym w Warszawie, przedstawiony jest krótkowłosy pies o silnie podkasanym brzuchu i ostro zakończonych, załamujących się uszach, który wykazuje cechy charcie. Czytelny wizerunek krótkowłosego, niewielkiego charta znajduje się w tymże Muzeum na obrazie kolejnego malarza: Teodora Bogdana Lubienieckiego (1654 - ok. 1720) pt. "Portret rodzinny" - datowany na koniec XVII wieku. Również psy w typie charta wielokrotnie spotkamy na obrazach i rycinach Jana Piotra Norblina, malarza francuskiego, przebywającego w Polsce w latach 1774-1804. Juliusz Kossak odnosząc się ze szczególnym uwielbieniem do polskiej przyrody i samej natury polowań w licznych swoich pracach uwieczniał psy w typie charta polskiego np. na obrazach: '"Odsiecz Smoleńska" czy "Zdobycie Smoleńska". Dokładny opis charta polskiego, wraz z omówieniem jego wychowania, układania, jak i sposobu polowania, opatrzony rysunkiem psa w tym typie, ukazał się w roku 1823 w wydawanym w Warszawie kwartalniku "Sylwan", a jego autorem był Wiktor Kozłowski. Kolejny opis charta polskiego znajdujemy w książce Waleriana Kurowskiego z 1865 roku: pt. "Myślistwo w Polsce i na Litwie": "(...) Chart jest to zupełnie odrębny gatunek psów, które używają do szczucia i łapania zajęcy w gołem polu; są one roślejsze od wyżłów, na wysokich nogach, długie, brzuch wcięty, tylne nogi i biodra silne, pysk spiczasty i dłuższy niż u wszystkich innych psów, ogon długi, obdarzone nader bystrym wzrokiem i ścigłością, natomiast odznaczają się daleko mniejszym pojęciem, aniżeli inne gatunki psów. Chartów jest kilka gatunków jako to: nasze krajowe w rozmaitych kolorach, lecz po większej części włos gładki mające: trafia się między niemi, i to dosyć często takie, które nic ledwie każdego kota w pojedynkę biorą, co pomiędzy zagranicznemi chartami rzadkie jest zjawisko (...)".


Maryan hr. Czapski (1816-1875) agronom, hodowca, autor dzieła o światowym znaczeniu w wydanym w roku 1874, zatytułowanym "Historya powszechna konia", poświęcił kilka stronic psom myśliwskim użytkowanym na ziemiach polskich. Wśród nich wymienił również charty występujące na ziemiach polskich: "(...)  Charty bywały już to kudłate, jak te, które krymskimi i wołoskimi zwano: już to kosmate, o sierści średnio długiej, mało kędzierzawej i o ogonie mniej więcej kiciastym, jak te, które z Turcy i i z Węgier sprowadzano: już to nareszcie zupełne gładkie i te to szczególnie w Polsce lubiono tak, że do dziś dnia myśliwi mają je za czysto polskie. Charty te odznaczały się gładkim, krótkim i lśniącym, najczęściej czarnym łub białym włosem, cienkim ogonem i krzyżem szerokim. Była to odmiana najrączejsza i najśmielsza. Rzadki kot i to chyba gracki kamieniak przed polskim uszedł chartem, a żaden wilk smyczy takich psów odgryźć się nic potrafił (...)''.

 

Warto jednak pamiętać, że podobnie jak gończe, tak i charty były typowymi psami użytkowymi - rozmiłowana w polowaniach szlachta utrzymywała ich wiele, ale w tym czasie podobnie, jak w przypadku innych psów, selekcję prowadzono praktycznie tylko pod kątem cech użytkowych. W dość licznych zachowanych z tego okresu opracowaniach publikowanych w pismach łowieckich i myśliwskich odnajdziemy wielokrotnie charakterystyki dotyczące chartów ze szczególnym uwzględnieniem charta, który polskim był zwany. Nie mniej jednak większość autorów podkreśla panującą różnorodność i swobodę w doborze par do rozpłodu, ze szczególnym uwzględnieniem przymiotów cech charakteru"(...) Mniej baczyć należy na piękność kształtów, bardziej na rączość w ściganiu i bierczość" (zręczność w chwytaniu) - radził dziewiętnastowiecznym myśliwym i hodowcom Aleksander hrabia Ubysz.

 

Wieki XVIII i XIX to okres wielu zawieruch i wielkich kryzysów ekonomicznych. W tym czasie wprowadzono również w kwocie 15 rubli podatek od posiadania charta. Pod koniec XIX wieku w wyniku zmian zachodzących na arenie życia geopolitycznego na ziemiach polskich znacznie zmalała liczba polowań z chartami, a co się z tym wiąże, również popyt na psy w tym typie. Dość radykalnie zmniejszono więc chów tych psów, w następstwie czego liczna populacja zaczęła szybko się zmniejszać i w zasadzie podobnie, jak w przypadku polskich gończych, rozpraszać. Dłużej w pierwotnej formie zachowały się jedynie na Kresach Wschodnich, gdzie miejscowa ludność nazywała je "chortaja borzaja" lub "polskaja borzaja". O psach tych wspomina jeszcze Stanisław Rewieński w książce wydanej w 1899 roku pt.: "Pies, jego gatunki, rasy, wychów, utrzymanie, użytki, układanie, choroby i ich leczenie". Niestety kolejne lata przyniosły znaczny zwrot, nie tylko w życiu samych mieszkańców ziem polskich, ale także odbiły się mocnym piętnem na tej wspaniałej rasie, doprowadzając do niemal jej całkowitej zagłady. Ale o tym szerzej w dalszej części materiału.

 

Juliusz Kossak
"Kafarek", 1855

 

Juliusz Kossak
"Polowanie stepowe na wilka", 1883

 

Juliusz Kossak
"Polowanie na zająca", 1883

 

Przejdziemy teraz do omówienia bardzo ciekawej grupy psów, które oprócz gończych i chartów, równie często na dawnych ziemiach polskich były używane do polowań - szczególnie na grubego zwierza. Rzecz idzie bowiem o psy zwane: brytanami, pijawkami, pokurczami i wzłamnikami. Pierwsze wzmianki tych nazw pojawiają się w zachowanych XV wiecznych nadwornych kronikach i dokumentach. W tym okresie w Polsce psy rosłe i groźne wykorzystywane były do polowania na grubego zwierza, a poza tym sprawdzały się w roli stróża we dworach i szlacheckich posiadłościach. Pierwsze zapiski o brytanach znajdują się w przekazach opisujących polowania Zygmunta II Augusta (1520-1572). Jak mówią podania, ostatni z Jagiellonów w roku 1543 na łowach spędził 223 dni. W czasie polowań towarzyszyły mu dwa przyboczne psy olbrzymy: Gryf i Sybilla. Niestety poza wielkością nic więcej na temat tych psów nie zostało odnotowane. Następnie w jednym z listów króla Jana III Sobieskiego (1674–1696) do królowej Marysieńki odnajdziemy taki oto fragment: (...) Był Pan Rezydent Cesarski przy wszystkiem, który sobie takich rzeczy i imaginować nigdy nie mógł; a co największa, żeby to była jeszcze bez szkody uciecha, gdyby nie P.P. Francuzowie, którzy z fuzji szrutami i z pistoletów zabili mnie charta i Panu Koniuszemu i brytana”. W dziennikach Stanisława Albrychta Radziwiłła (1593-1656) została wtrącona wzmianka o tym, jak oto niedźwiedź jednego brytana pokaleczył, drugiego zaś ubił.

 

Dopiero późniejsze teksty obejmujące wiek XVII i XVIII, jak i jeden z dzienników dworów ziemiańskich wspominają o istnieniu tak zwanych "wzłamników". Zapis dziennika brzmi: "(...) Wzłamnikami nazywano gatunek brytanów i pijawek, to jest psów największej siły i odwagi, używanych do szczwania niedźwiedzi, dzików i wilków (...)". Zagłębiając się w lekturę zachowanych zapisków, bez trudu zauważymy, że wszelkie psy używane do polowań na grubego zwierza nosiły nazwy: brytan, pijawka lub pokurcz. I choć notatki o nich są w staropolskich dokumentach nader skromne i lakoniczne, to w pierwszym rzędzie możemy snuć przypuszczenia, że musiały to być psy mocne, grubokościste, rosłe, wytrzymałe, umięśnione o dobrze rozwiniętych szczękach oraz twardym, mocnym i nieustępliwym charakterze. Znając wcześniejsze losy naszego narodu oraz historyczne powiązania dotyczące handlu i wymiany towarowej, nie zależnie od nazwy jaką określano te psy, z dużym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, iż u wszystkich tych typów przynajmniej część przodków wywodzi się z Wysp Brytyjskich.

 

Od czasów wczesnego średniowiecza w Brytanii hodowano duże psy do polowań na grubego zwierza. Oprócz tego ówcześni szlachetnie urodzeni urozmaicali sobie czas wolny, poprzez organizowanie walk psów z dzikimi zwierzętami. Oczywistą rzeczą jest to, że "sport" taki wymagał psa dużego, silnego, odważnego, który będzie mógł sprostać walce z rosłym zwierzem. Psy te musiały być zatem słusznego wzrostu, masywne, z dobrze rozwiniętą muskulaturą i mocnymi szczękami oraz odważne i waleczne, za to wcale nie musiały być szybkie, bo walki odbywały się na zamkniętym terenie, gdzie dziki zwierz miał ograniczone pole manewru. W takich warunkach wykształciły się mastiffy, potężne psy zdolne złamać kark bykowi. Z czasem, gdy dzikich zwierząt na Wyspach było coraz mniej, zastąpiono je bykami. Jednak charakter i temperament potężnego, ale jednocześnie dość zwrotnego byka wymagał od przeciwnika siły, odwagi, szybkości i zwinności. To sprawiło, że miejsce mastiffów zajęły buldogi, które dostając się pod byka i chwytając go za nozdrza skutecznie unieruchamiały przeciwnika. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że na Wyspach Brytyjskich zarówno mastiffy, jak i buldogi brały również udział w łowach na grubego zwierza i jeśli nie w czystej formie, to być może w jakiejś krzyżówce z innymi rasami. Złota era polowań na grubego zwierza na Wyspach zakończyła się w wieku XVI, kiedy to wybito niemal co do sztuki niedźwiedzie, wilki i dziki. Wraz z brakiem zwierzyny i psy wyhodowane w tym celu stały się nieco zbędne. Dlatego też w tym czasie nasila się eksport tych zwierząt na kontynent europejski, zawłaszcza do Niemiec. Tu jednak nie urządzano spektakularnych walk psów z dzikimi zwierzętami, ale za to nadal popularne myślistwo potrzebowało silnych psów. Jak donoszą źródła, chcąc dodać mastiffom szybkości krzyżowano je z chartami, najczęściej z greyhoundem lub irlandzkim wilczarzem. Na kontynencie europejskim określenie "brytan" odnosiło się zarówno do mastiffów i jego krzyżówek, jak również buldogów. Druga linia psów na grubą zwierzynę powstała nieco później już na terenie Niemiec z połączenia buldogów z lokalnymi psami i określono ją nazwą bullenbeisser lub barebeisser. Pierwsza nazwa odnosiła się do psów na byki, możliwe iż przez analogię do angielskiego buldoga. Druga zaś przypisana była psom wykorzystywanym przy łowach na niedźwiedzie. Rozróżniano dwie linie: bullenbeisser brabandzki i bullenbeisser gdański. Ten drugi występował również na terenach północnej Polski, Litwy, Estonii i Łotwy. Istotne różnice wynikają z ich wielkości: bowiem bullenbeisser gdański był zdecydowanie potężniejszy. Wyraźnie zaznacza się także podział odnośnie miejsc ich pochodzenia i występowania. Doskonale ówczesne sylwetki psów wykorzystywanych do polowania na grubego zwierza przedstawił w licznych swoich pracach niemiecki malarz, grafik i rysownik Johann Elias Ridinger (1698-1767).

 

Hans Friedrich von Fleming, Der vollkommene teutsche Jäger, 1719

bullenbeisser gdański (Danzicker Bährenbeißer)

 

praca Johanna Eliasa Ridingera z 1740 roku

sylwetki psów pasujące do opisów psów w typie bullenbeisserów

 

Przeglądając dawną literaturę, w napisanym przez Adama Mickiewicza "Panu Tadeuszu", który traktuje o historii szlacheckiej z roku 1811 i 1812 przeczytamy: "(...) Dwie pijawki, które w całej okolicy słyną; Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną; Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechy; I przystawić je tutaj konno dla pośpiechu. (...)". Strapczy i Strapczyna, wnosząc z mickiewiczowskiego opisu, reprezentują polski odpowiednik psa w typie buldoga lub bullenbeisera. Poeta przedstawia nam psy odważne, nie tak szybkie jak charty, za to bardzo agresywne, co możemy wywnioskować ze sposobu dostarczenia ich na teren, gdzie odbyć się ma polowanie. Nie biegną przy koniach, lecz są dowiezione z zakneblowanymi pyskami. Od martwego już niedźwiedzia odrywać je trzeba podważając im zęby. Mickiewicz nazywa te psy "pijawkami", co sugeruje niesłychaną siłę chwytu szczęk. W objaśnieniach do wydanego w roku 1862 "Pana Tadeusza" przeczytamy: "(...) Rodzaj psów angielskich, małych i silnych, zwanych pijawkami, służy do łowów na wielkiego zwierza, szczególnie niedźwiedzia (...)". Ignacy Babiatyński w swoim dziele "Nauka Łowiectwa" z roku 1823 opisując psy do polowań na pozostałą grubą zwierzynę wyróżnia, jakby dwa typy: "(...) Szczególniejszy rodzaj tych psów bywa dwojaki: większy i mniejszy, oba służą do szczwania grubych zwierząt. Ta rozmajtość pochodzi od klimatu i niejednego gatunku łączenia psów, tudzież od sposobu ich chowania. Anglicy dziś jeszcze zachowują prawdziwy rodzaj wielkich i silnych psów pod nazwaniem dogue d'Angleterre (Brytanów Angielskich u nas pijawkami zwanych). Wielkość ich i kształt okazuje moc i siłę. I tem się od innych charakteryzują że są powszechnie grubego a w górę zadartego pysku, wargi mają wiszące, grube, głowę szeroką, czoło płaskie, uszy wiszące małe, szyję krótką, nogi grube. (...)". Niestety pobieżnie opisane cechy eksterieru poszczególnych typów nie pozwalają na jasne określenie, którą rasę autor opisuje. Również nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż na przestrzeni lat, sam wygląd psów wciąż zmieniał się. Babiatyński dodaje, iż z połączenia suki tego typu z brytanem wychodzą psy szczególnie przydatne do szczwania zwierzyny grubej w warunkach polskich i litewskich puszcz. Opisuje on także istniejący ówcześnie trend krycia lokalnych suk psami importowanymi. Tak uzyskane "uszlachetnione" mieszańce używano do łowów na terenach ziem polskich. A w odróżnieniu od czysto rasowych brytanów nazywano je pijawkami.

 

Interesujące źródło ikonograficzne znajdziemy także w "Roku Myśliwca" Wincentego Pola napisanego w 1854 roku, który stanowi osobliwy rodzaj myśliwskiego kalendarza, a zarazem dzieło przyrodoznawcze zawierające wyczerpujący opis zmieniających się w ciągu roku zjawisk natury i obrazu nieba. Juliusz Kossak wykonał dwanaście rysunków ilustrujących opisy aury, roślinności, zachowania poszczególnych gatunków zwierząt oraz zwyczajów i prawideł myśliwskich charakterystycznych dla każdego miesiąca roku. Dwie ryciny przedstawiają sylwetki psów zbliżonych do tych, które ogólnie nazywano brytanami: W karcie "Październik" oprócz gończych jest również zarysowana sylwetka dużego, rosłego psa właśnie w typie mastiffa, a rycina poświęcona "Grudniowi" przedstawia sanie, na których spoczywa martwy żubr, a u jego boku siedzi szlachcic w towarzystwie dwóch krótkowłosych, łaciatych psów, zbliżonych wyglądem do buldoga w typie angielskim. Można więc wnioskować, że Kossak musiał takie psy widzieć i wiedział do jakiego celu są wykorzystywane.

 

rysunki Juliusza Kossaka

"Rok Myśliwca", 1854

 

Warto również nadmienić, że samo określenie "pijawka" zostaje wprowadzone do użytku mniej więcej w tym samym czasie, co rozpopularyzowanie w łowiectwie broni palnej i jest zdecydowanie młodsze od słowa "brytan". Odkąd pojawiła się broń palna zmienił się sam sposób prowadzenia polowania. Myśliwy dysponujący bronią nie musiał już podchodzić blisko do zwierzyny, a strzał mógł oddać i ze znacznej odległości. Tym samym potrzebował on psa pomocnika, który będzie w stanie osaczyć zwierzynę i ją niejako przytrzymać w jednym miejscu. Duże, rosłe psy można było zastąpić mniejszymi, które częstymi i śmiałymi atakami są w stanie o wiele skuteczniej ograniczyć okrążonemu zwierzowi pole manewru. Włodzimierz Korsak w swojej książce "Rok Myśliwego" (1922 rok) wspomina o pijawkach, jako nieistniejącej już rasie: "(...) rasa pijawek, psów niskich, grubych, czarnej maści, ogromnie ciętych i złych, używanych dawniej na niedźwiedzie i dziki. (...)". Również przytoczony wyżej opis z "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza sugeruje, że były to psy ostre i nader niebezpieczne, jednak niezbyt dużych rozmiarów. Niestety nie zachowały się materiały, które mogłyby w jednoznaczny sposób nam odpowiedzieć na pytanie, jak konkretnie psy te wyglądały.

 

Przy opisie psów stosowanych do łowów na grubego zwierza należy jeszcze wymienić jedną grupę, są to pokurcze lub pokurcie. Wszelkie źródła pisane traktujące o pokurczach wymieniają jedynie, iż była to krzyżówka charta z kundlem, stosowana do polowań na zwierzynę grubą i w zasadzie nic więcej o tej populacji psów nie wiemy. Przeglądając nader ubogie w tek kwestii materiały możemy tylko wywnioskować, że w XV-XVII wieku na ziemie polskie sprowadzano psy w typie mastiffa i staroangielskiego buldoga bezpośrednio z samej Anglii i to w przeważającej mierze te psy zyskiwały miano brytanów. Nieco później polskie psiarnie mogły być zasilane również wyhodowanymi w Niemczech bullenbeisserami - szczególnie z racji położenia geograficznego Danziger Bullenbeisserami, a także ówczesnymi Grand Danois (teraźniejszy Dog Niemiecki). Psy te z pewnością były w polskich psiarniach chowane i rozmnażane z zachowaniem cech rasowych, ale także jak podają materiały źródłowe dochodziło do świadomego krzyżowania ich z innymi miejscowymi psami, w celu uzyskania psów o określonych przymiotach. Tak właśnie powstały słynne pijawki czy wzłamniki. Można spekulować, że o wiele łatwiej w staropolskich warunkach było uzyskać dość sporą populację mieszańców o danych cechach, wywodzących się z przywiezionych mastiffów czy buldogów, niż sam import tych zwierząt, a i strata takich psów dla dworu była mniej dotkliwa, niż w przypadku zwierząt czysto rasowych. Nie mniej jednak psy określane mianem: brytany, pijawki, pokurcze i inne hodowane na naszych ziemiach w okresie staropolskim nie przetrwały do momentu rozwoju usystematyzowanej kynologii i współcześnie stanowią jedynie barwny element naszego dorobku kulturalnego.

 

Niewątpliwie rozkwit hodowli psów określanych mianem: brytany, pijawki, wzłamniki, charty i gończe przypada na wieki XVI i XVII, w których Rzeczypospolita Dwojga Narodów Polski i Litwy rozciągała się od Bałtyku, aż do Morza Czarnego. Niestety tak, jak nieuchronnie zmieniały się czasy, tak i ewoluowały występujące u nas typy psów. Postęp cywilizacyjny nie ominął również łowiectwa, które wzbogacone chociażby o taki wynalazek, jak broń palna, mogło przejść sporą transformację, szczególnie w sposobie prowadzenia polowania. Wraz z rozwojem wsi, osad, miast i miasteczek przybywało też pół uprawnych, które na przestrzeni kolejnych lat sukcesywnie ograniczały tereny prastarych puszcz i borów. Z czasem intensywnie prowadzone łowy doprowadziły również do znacznego uszczuplenia zasobów zwierzyny łownej, a niejednokrotnie były przyczyną całkowitego wytępienia niektórych gatunków zwierząt. W końcu, same zmiany racjonalizatorskie przychodzące do kraju niemal z każdym kolejnym władcą, także odcisnęły na łowiectwie swoje piętno. Summa summarum wszystko to doprowadziło do stopniowego zanikania tradycyjnej formy polowania i stało się początkiem nowych łowieckich zwyczajów. Wkrótce okazało się, że nowe formy polowania, często też w nieco odmienionym krajobrazie i z naciskiem na nowe gatunki zwierząt, już nie potrzebują całych zastępów psów gończych, a ich miejsce sukcesywnie zaczęły zajmować różne typy psów, które były określane mianem "wyżłów".

 

Pierwszy i jak dotąd uznawany za najstarszy zapis o wyżłach w Polsce pochodzi z "Księgi o gospodarstwie" z 1549 roku: "(...) na zwierza, zwłaszcza na zające psów trzeba jednych, któryby je śladem a węchem wynajdowali jako wyżłowie (...)". Kolejne dowody na polowania z wyżłem znajdujemy u Mateusza Cygańskiego w pracy "Myślistwo ptasze" z 1584 roku, gdzie w dziale "Sposób dostawania wszelkiego ptaka" o wyżle szląskim autor tak wspomina: "(...) naprzód masz mieć wyżła dobrego, wietrznego, odzianego, choćby się w polu nie kurczył, żeby mu nie trzeba kożucha. (...)". Również w herbie szlacheckim Korczak, którego powstanie datuje się na XV wiek możemy doszukać się podobizny wyżła. Monografie historyczno-genealogiczne niektórych rodzin polskich opisują herb w różny sposób oto jeden z takich opisów: "Nie wszyscy herbu Korczak jednakowo używają. Jedni są, którzy na tarczy kładą w czarze złotej wyżła połowę szarego, tak, że głową do góry wspięty, nogi obie podniesione przednie trzyma, w polu czerwonym, na hełmie nad koroną trzy wręby noszą. Inni zaś i pospoliciej trzy wręby na tarczy w polu czerwonym noszą: wszystkie powinny być też białe, wszystkie sobie nierówne, tak, że pierwszy wręb czyli rzeka od góry jest najdłuższa, druga pod nią mniejsza, trzecia jeszcze pod drugą mniejsza, na hełmie zaś nad koroną pies, jak się go wyżej opisało z czaszy wygląda w lewą tarczy obrócony". Stanisław Kazimierz Kossakowski "Monografie historyczno-genealogiczne niektórych rodzin polskich".

 

W średniowiecznej europie znane były m.in. psy długowłose, które nazywano "ptasznikami" lub "psy jastrzębie", a ich zadaniem była pomoc łowczym w polowaniu na ptactwo, przy wykorzystaniu sieci. Później współpracowały one również z sokolnikiem. Jak podają źródła, psy te stały się późniejszymi protoplastami wszystkich niemieckich wyżłów długowłosych w typie spaniela. Niestety, zachowane źródła nie precyzują, z jakimi konkretnie rasami psów, które określane były mianem "wyżłów", mieliśmy do czynienia na naszych ziemiach, w tak wczesnym okresie naszej państwowości. Możemy tylko przypuszczać, że zważywszy na koneksje rodów królewskich oraz szlaki handlowe i różne zawieruchy wojenne, to pierwsze psy określane mianem "wyżłów", mogły na ziemie polskie przywędrować z Hiszpanii, Francji, Germanii i Anglii. Wśród tych zwierząt zapewne były również psy dowodne w tym np. hiszpańskie i francuskie psy określane mianem "barbetów". Część z nich dała początek późniejszym "pudlom", które zanim trafiły na salony dworów królewskich, jak najbardziej pełniły służbę psa użytkowego, aportującego ptactwo z wody. Nie bez przyczyny w tym miejscu wspominamy o "barbetach" i "pudlach", bowiem te drugie już w XV wieku były na ziemiach polskich obecne, a dumnym posiadaczem jednego z nich był m.in. królewicz Zygmunt (późniejszy Zygmunt Stary). W kronikach z tego okresu zanotowano, że pudel królewicza Bielikiem był zwany, a sam królewicz chodził z nim do łaźni i odbywał zagraniczne wojaże. Bielik był na tyle znany, że Jan Matejko postanowił umieścić go na swoim obrazie: "Zawieszenie dzwonu Zygmunta na wieży katedry w roku 1521 w Krakowie", który namalował w 1874 roku. Jednak zważywszy na chronologię wydarzeń, Bielik żył na długo przed tym historycznym wydarzeniem i z racji wieku nie mógł doczekać do tego wydarzenia. Uwzględniając ten fakt, można jedynie przyjąć, że sam pudel musiał cieszyć się wówczas dużą popularnością, skoro artysta zdecydował się uwiecznić jego podobiznę na tym obrazie. Wydaje się również bardzo prawdopodobne, że pudle napływające na ziemie polskie już zakończyły kariery psów myśliwskich i od tej pory zaczęły pełnić funkcję psów do towarzystwa, które szczególnie w czasach saskich były na dworskich salonach pożądane.

 

Jan Matejko

Fragment obrazu: "Zawieszenie dzwonu Zygmunta na wieży katedry w roku 1521 w Krakowie", 1874

 

W wieku XVIII i XIX zaczynają pojawiać się w dostępnych tekstach źródłowych informacje na temat "wyżła polskiego" zwanego również "wodołazem polskim". To dość ciekawy akcent na arenie tak wczesnego życia kynologicznego toczącego się na ziemiach polskich, bowiem wielu autorów przytacza fakty potwierdzające istnienie takiego typu wyżła wykształconego na naszych terenach.  I jak wynika z materiałów, pies ten był szczególnie popularny na Pomorzu i w Poznańskiem.  F. E. Jester w książce wydanej w 1793 roku "Die kleine Jagd: Fur Jäger und Jagdliebhaber" tak opisuje tego psa: "(...) polski wodołaz był psem średniej wielkości, o wydłużonym tułowiu, mocnym kośćcu i grubym owłosieniu, które tworzyło wyraźnie brwi i bujną brodę. Głowę miał kulistą, wypukła ku tyłowi, nos często rozszczepiony, dwoisty, uszy długie i umięśnione z umięśnioną chrząstką, pozwalającą przy słuchaniu stawiać ku przodowi; ogon obrośnięty długa sierścią, która jednak nie tworzyła chorągiewki. Między palcami miał małe błony ułatwiające pływanie. Oczy wielkie, okrągłe, o groźnym wyrazie. Umaszczenia był różnego, najczęściej jednak brązowego i białego z nakrapianiem i brązowymi plamami. Ogólnym wyglądem przypominał gryfona (...)". Bechstein w swej encyklopedii łowieckiej (wyd. Gotha 1820-1822) nazywa wyżła szorstkowłosego "Wasserhund" (pies wodny), "polnischer Huhnerhund" (polski seter) i tak go mniej więcej opisuje: "(...) pochodzi z Polski, jest krótszy i bardziej krępy niż długowłose psy na kury, ma silniejszą głowę, krótszy pysk, szerszy nos, krótsze uszy, szczególnie silną pierś i nogi oraz dłuższy kędzierzawy włos tworzący na uszach kosmyki, zwykle brązowy lub w białe łaty albo też morengowany. Z natury chętnie idzie do wody (...)".

 

Polski wodołaz z roku 1789 wg Brascha

 

W 1846 roku ukazuje się dzieło pt. "die Hohe-Jagd in allen ihren Verzweigungen. Ein unentbehrliches Handbuch für jeden Jäger und Jagdfreund. Bearbeitet von einem Jägervereine" wydane przez Ulm, Fr. Ebnera, w którym również odnajdziemy wzmiankę dotyczącą polskiego wyżła "(...) z reguły wyżeł niemiecki jest psem gładkowłosym - polski wyżeł, zaś szorstkowłosym (...)". Jeszcze w kilku innych dziełach niemieckich przewijają się wzmianki o "polskim wodołazie". Szukając na jego temat materiałów zauważyliśmy, że wszystkie zachowane informacje z tego okresu pochodzą od niemieckich autorów. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną ziem polskich z tego okresu, nie trudno to zrozumieć. Polska w XVIII wieku, to czterech królów, trzy wojny zewnętrzne, kilkanaście konfederacji, rozkład społeczno-polityczny państwa, jedno powstanie, narzucenie protektoratu rosyjskiego i trzy rozbiory między ościenne mocarstwa (Rosja, Prusy, Austria). Zaczęła się dość silna ekspansja zaborców na podległych im terenach, co ostatecznie odcisnęło się silnym piętnem na naszych obyczajach, zwyczajach, kulturze i życiu codziennym.

 

Nieco później o polskim wyżle i jego zaletach użytkowych napisał również znany niemiecki kynolog Hegewald, w swojej pracy "Schriften Über den Gebrauchshund" pochodzącej z 1911 roku: "(...) Polski wodołaz jest piękny, niezwykle wszechstronnie użytkowy w lesie. Niestety jest tylko rzadko hodowany i dlatego musimy go darzyć szczególnymi względami. (...) Polski wodołaz odznacza się często niezwykłym temperamentem, jednak w toku układania jest posłuszny i pojętny. Istniejący obecnie materiał najbardziej podobny jest do pudla, i to zarówno pod względem eksterieru, jak i usposobienia. Można to wytłumaczyć tym, że prawdopodobnie pochodzi od skrzyżowania pudla z wyżłem niemieckim krótkowłosym. Jest to niezwykle cięty na szkodniki, a w wodzie - niestrudzony. Przy umiejętnym ułożeniu łatwo nauczy się pracy płochacza i aportera. Phol twierdzi, że nie zepsuje go nawet angielska tresura. Trop sarny nie jest dla niego przynętą jak dla wyżła angielskiego. Natomiast jego wiatr nie osiąga poziomu walorów pointera albo stera. Podczas ciepłej pogody prędko się męczy. (...)".

 

W polskich pracach wydanych w okresie międzywojennym również pojawiają się wzmianki o byłym "polskim wodołazie", jednak wszystkie te materiały również posiłkują się informacjami opublikowanymi w latach wcześniejszych przez niemieckich autorów. Skoro pies ten miał tyle pozytywnych przymiotów, a wśród myśliwych cieszył się uznaniem, można się zastanawiać dlaczego tak szybko wyginął... No cóż, myślimy, że odpowiedzi na to pytanie należałoby poszukać w sytuacji politycznej ziem, które znalazły się pod zaborami, kiedy to w zasadzie nasza własność nie istniała, a ten typ psów był szczególnie popularny na terenach, które były pod silnymi niemieckimi wpływami. Warto jeszcze dodać, że w XIX wieku Niemcy rozpoczęli prace nad ostatecznym ukształtowaniem własnych ras wyżłów. Tak się złożyło, że niektórzy niemieccy autorzy podają, iż krew polskiego wodołaza znacznie uszlachetniła i wpłynęła na pogłowie m.in. wyżła niemieckiego szorstkowłosego. Jeszcze inni bardziej rygorystycznie twierdzą, że tak na prawdę Niemcy nie stworzyli własnej rasy, a adoptowali naszego - polskiego wodołaza. Oto, jaką na ten temat polemikę prowadzi Hegewald, w swojej pracy "Schriften Über den Gebrauchshund" pochodzącej z 1911 roku: "(...) Ja nazywam tego uszlachetnionego psa "der Stockhaarige polnische”, ale to dlatego, że pod tym określeniem pies ten żyje w sercach wielu niemieckich myśliwych. Pod nazwą "der Stichelhaarige deutsche”, tego psa nikt nie znał; dopiero po założeniu niemieckiej księgi rodowodowej w 1880 r. figuruje on w niej pod tą nazwą z numerem 1. Nie ma zatem najmniejszego powodu, aby wymarłego polskiego, który zyskał taką sławę wśród niemieckich myśliwych, przemianować, na niemieckiego szorstkowłosego. (...) Czyżby Niemiec był upoważniony do stosowania niesławnych wyjątków? Większość niemieckich myśliwych nie będzie się z takim nazewnictwem zgadzać (…)". Czy zatem współcześnie mamy podstawy do tego, by spekulować, iż Niemcy "podprowadzili" nam rasę? No cóż, ta kwestia dzisiaj z pewnością nie zostanie rozwiązana, bo tylko możemy domniemywać, co by było, gdyby Polska nie została podzielona i wśród zaborców rozparcelowana.

 

Odejdźmy na chwilę od szlacheckich dworów i psów myśliwskich. W końcu dawne ziemie polskie słynęły również z bardzo żyznych terenów oraz licznych nizin i hal, na których uprawiano ziemię, hodowano bydło i wypasano owce. Naturalnie uprawa roli czy też wypas rogacizny to była domena: na nizinach - chłopów, a w górach - górali. Pracując na rozległych terenach przynależnych do dworu korzystali oni również z pomocy psów, które okazywały się niezastąpionymi stróżami obejścia, a przy przeganianiu i pilnowaniu np. stad owiec nikt się z nimi równać nie mógł. Z zachowanych materiałów źródłowych wynika, że na ziemiach polskich wykształciły się różne typy psów owczarskich/pasterskich. Jednak ostatecznie ukształtowały się dwa. Pierwszego kojarzono przede wszystkim z nizinami, a jego nazwa brzmiała: "polski owczarek kosmaty", zaś drugi spotykany był na terenach górzystych i miejscowi nazywali go "liptakiem".

 

Trzeba jednak stanowczo stwierdzić, że psy te pełniąc funkcję typowo roboczą nie były tak często uwieczniane w starych kronikach i zapiskach, że o malarstwie już nie wspomnimy. Dlatego też czym dalej sięgniemy w przeszłość, tym wzmianki na ich temat pojawiają się bardzo sporadycznie i trudno jest dzisiaj dokładnie odtworzyć, i prześledzić losy tychże typów psów na naszych terenach. Mimo to postaramy się na podstawie dostępnych materiałów naszkicować pewien ich rys historyczny.

 

Z zachowanych źródeł wynika, że na terenach nizinnych od XVI wieku trzymano łagodne psy strzegące stad owiec, a rozpowszechnione one zostały wraz z progresem hodowli tego typu rogacizny. Były to zwierzęta o mniej więcej ustalonym wyglądzie. Można domniemywać, że ukształtowały się one z psów owczarskich napływowych, które w ciągu następujących po sobie wieków na nasze tereny z wędrującymi ludami dotarły. Mieszając się między sobą doprowadziły do powstania typu, który na polskich nizinach najlepiej się zaaklimatyzował. Potwierdzeniem istnienia już w Średniowieczu użytkowych polskich owczarków kosmatych jest wzmianka źródłowa z XVI wieku, zamieszczona w książce P.O. Willison pt. "The Bearded Collie" (Londyn 1971). Mianowicie w dokumencie dotyczącym transakcji handlowej z roku 1514 kupca zbożowego z Gdańska, Kazimierza Grabskiego, który wywoził do Szkocji zboże na zamianę na owce podano, że na statek zabrano sześć owczarków polskich. Za dwie suki i jednego psa Szkot dał jednego tryka i jedną maciorkę.

 

Pierwsze informacje w literaturze staropolskiej o kosmatych psach owczarskich utrzymywanych w oborach i owczarniach pochodzą z prowadzonych zapisków gospodarskich w majątkach różnych rodów szlacheckich, gdzie trzymano owce - na Podlasiu, Lubelszczyźnie i Pomorzu. Jedno z pierwszych dzieł traktujących o psach owczarskich pochodzi z XVIII wieku, a jego twórcą jest samouk przyrodnik ks. Jan Krzysztof Kluk, który w swoim czterotomowym dziele "Zwierząt domowych i dzikich osobliwie krajowych historii naturalnej początki i gospodarstwo" (t. I Warszawa 1779) pisał: "(...) Prócz ludzi przy owczarni, jeszcze psy dobre być powinny (...) jako większe psy są dla bezpieczeństwa od drapieżnych zwierząt, tak pudły bardzo wygodne, ledwie nie znają myśli owczarza w nawracaniu, skupianiu etc. owiec, dobrze więc jest, gdy się który między owczarskimi znajduje (...). Pudły pospolicie mierne, bardzo kudłate są do nauczania wszystkiego najsposobniejsze (...)". Ten sam autor w książce "Zoologia czyli zwierzętopismo dla szkół narodowych pierwszy raz wydane" (Warszawa 1789) podaje: "(...) ludzie postrzegłszy niejaką osobliwość, która się w psach powierzchownie wydarza np. krótkość ogona, odmiana szerści, kształt różny pyska itd. nie omieszkują starać się o rozmnażanie takowego gniazda (...)". Warto zwrócić uwagę na fakt, że autor używa w stosunku do określenia, jakiegoś psa owczarskiego zwrotu "pudło" (samo słowo "pudło" w języku średniowiecznym znaczyło tyle, co pudel i pochodzi z języka staro-górnoniemieckiego i innych języków germańskich, a na samych terenach niemieckich niemal wszystkie psy pasterskie i zarazem kudłate były tym mianem określane).

 

Idąc dalej tym tropem odkryjemy, że na terenach niemieckich również istniały typy psów owczarskich/pasterskich, różnych wielkości, które charakteryzowały się obfitą szatą, jasnym umaszczeniem i charakterystycznym szczątkowym ogonem, bowiem w miotach nie brakowało szczeniąt z taką właśnie cechą. Powszechnie były one zwane "pudlem pasterskim" (Hirtenpudel) lub "pudlem owczarskim" (Schafpudel). Sympatycy niemieckiego pudla pasterskiego po dzień dzisiejszy w historii tego typu psa przytaczają słowa ks. Kluka i uważają, że miał on ona myśli właśnie jego. Podają również, że można było niejako spotkać dwa do trzech typów tego owczarka m.in. na ziemiach Pomorza ciągnącego się wzdłuż Bałtyku, gdzie jeden z typów o wzroście 50-60 cm dla samców i 50-55 cm dla suk, sierści długiej, prostej, głównie maści białej znany był pod nazwą Pommerscher Schafpudel (pomorski pudel pasterski). Ten typ owczarka występował również bardziej na zachodzie ziem niemieckich tj. w okolicach Magdeburga, Lüneburga Heide i Münsterlandu, gdzie z kolei w umaszczeniu pojawiał się również kolor srebra i pszenicy.

 

Grupa niemieckich miłośników tych psów w latach 20-tych i 30-tych XX wieku podjęła nawet starania celem usystematyzowania hodowli pudla pasterskiego. W roku 1938 dr Lüders, dr Rassow i dr Wieland opracowali wstępny wzorzec dla tych zwierząt. Zgromadzono grupę psów (w tym także z terenów Pomorza) i w sumie stworzono bazę około 100 sztuk w celu przedłużenia i unormowania planowej hodowli, ale niestety II Wojna Światowa oraz nowy ustrój polityczny zmieniający znacznie granice i do tego dzielący w latach 40-tych XX wieku Niemcy na dwa państwa zniweczył wcześniejsze plany pasjonatów tych owczarków. Mimo iż czas zawieruchy wojennej, brak unormowanej hodowli, a w końcu również likwidacja większości stad owiec wypasanych na danych terenach w całokształcie nie sprzyjało rozwojowi populacji tego typu psów, to psy w typie pudla pasterskiego wcale nie wyginęły. Na ziemiach niemieckich po wojnie były one hodowane w byłej już Niemieckiej Republice Demokratycznej na terenie Saksonii-Anhalt, Meklemburgi-Pomorza Przedniego i Turyngii. Do czasów współczesnych przetrwały niemal w niezmienionej formie i są hodowane przez pasjonatów rasy w różnych częściach Niemiec.

   

Schafpudel

1921 rok

Schafpudel

czasy współczesne

   

Co ciekawe po II Wojnie Światowej i przeorganizowaniu granic znaczna część Pomorza znalazła się w obrębie Polski. Tym samym i część ocalałych psów w typie pomorskiego pudla pasterskiego i/lub pudla pasterskiego przypadła Polsce w udziale. Jak podają materiały źródłowe, po wojnie najliczniej ocalałym typem owczarków pasterskich w regionie Pomorza były właśnie psy w typie pomorskiego pudla pasterskiego i/lub pudla pasterskiego. Odegrały one istotną rolę w kreowaniu naszej rodzimej rasy owczarka nizinnego, ale o tym nieco później.

 

Oprócz pomorskiego pudla pasterskiego na ziemiach Pomorza przed II Wojną Światową spotykane był jeszcze dwa typy psów wyróżniające się swym białym umaszczeniem tj. Pommerscher Hütespitz - szpic pomorski i Pommerscher Hirtenhund - pomorski pies pasterski znany też pod nazwą Pommerscher Hütehund - owczarek pomorski.

 

Szpic pomorski na ziemiach Pomorza występował stosunkowo nielicznie. Psy tego typu były średniej wielkości o charakterystycznych trójkątnych i stojących uszach. Zdecydowana większość osobników była biało umaszczona, ale zwierzęta o czarnym i płowym umaszczeniu też występowały. Sierść szpiców pomorskich była gęsta i szczególnie bogato rozwinięta na ogonie, linii dolnej oraz kryzie wokół szyi. Po odpowiednim ułożeniu były one wykorzystywane m.in. do pilnowania stad owiec wypasanych licznie na Pomorzu.

   

szpic pomorski

rok 1941

   

Szczególnie interesująca wydaje się z kolei historia owczarka pomorskiego. Psy tego typu ukształtowały się w wyniku krzyżowania typów staroniemieckich psów pasterskich (altdeutschen Hütehunden) z wlewkami innych ras pasterskich i z wyglądu znacznie przypominały one węgierskie kuvasze oraz psy owczarskie występujące w rejonie Podhala. Wyróżniała je charakterystyczna klinowata głowa z półstojącymi w momencie zainteresowania uszami, ciemne oko i nosy, no i oczywiście dominujące w populacji białe umaszczenie. Psy te dzielnie pilnowały stad owiec wypasanych w regionie Pomorza. Zapewne świat by wiele o nich nie usłyszał, gdyby nie fakt, że w okresie międzywojennym w Polsce trwała szeroko zakrojona akcja mająca na celu ratowanie od zapomnienia owczarków polskich (przy czym interpretację nazwy "owczarek polski" należy traktować bardzo szeroko bowiem zarówno w stosunku do psów pasterskich występujących na nizinach, jak i tych z Podhala wielokrotnie używano właśnie tego określenia). W okresie międzywojennym życie kynologiczne na arenie międzynarodowej kwitło. Wymiana doświadczeń polskich kynologów m.in. z angielskimi w krótkim czasie zaowocowała zainteresowaniem niektórych z nich "owczarkiem polskim". Tak też jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej do Anglii trafiło kilka egzemplarzy owczarków właśnie z Pomorza. W 1939 roku za sprawą pana A. D. Ingrams'ena z Devon sprowadzone przez niego owczarki miały swoją promocję na wystawie Crufts, gdzie były prezentowane publiczności pod nazwą Pomeranian Sheepdog. Ze względu na znikomą ilość rasa ta w Wielkiej Brytanii nigdy nie została uznana. Niestety próby czasu też na Wyspach ta nowa rasa nie wytrzymała. Na kontynencie europejskim II Wojna Światowa przyczyniła się do znacznego przetrzebienia pogłowia owczarka pomorskiego. Ponadto niezbyt liczna populacja owczarka pomorskiego została dodatkowo mocno rozproszona. Część zwierząt wraz ze swoimi właścicielami wyemigrowała z Pomorza jeszcze przed nadejściem frontu tj. rokiem 1945 na zachód Europy i ślad po nich zaginął. Ze skromnej garstki psów pozostałych na Pomorzu sporo zginęło w trakcie działań wojennych. W zasadzie w pierwszych latach powojennych, na terenach już wtedy polskiej części Pomorza, spotykano pojedyncze sztuki odpowiadające opisom i wyglądowi owczarka pomorskiego. Niestety, masowe przesiedlenia, brak zainteresowania tym typem psów ze strony nowych osadników tych ziem oraz całkowicie przypadkowe kojarzenia ocalałych sztuk z miejscowymi kundlami doprowadziło do unicestwienia owczarka pomorskiego.

   

jedne z pierwszych owczarków pomorskich importowanych do Wielkiej Brytanii wł. p. A. D. Ingrams

   
Lore ur. 1932 rok wł.  p. A. D. Ingrams zdjęcie z 1938 roku
   

Powracając jednak do różnych typów psów pasterskich obecnych na terenach nizinnych ziemiach polskich warto nadmienić, że psy te nie były traktowane z jakimś szczególnym namaszczeniem. Praktycznie do II Wojny Światowej na ziemiach polskich obowiązywał nader mocno zaakcentowany hierarchiczny podział społeczeństwa polskiego. W zasadzie czym dalej sięgniemy w przeszłość, tym bardziej podział ten był widoczny i przestrzegany. To gdzie i kto przynależał zależało głównie m.in. od jego stanu urodzenia, posiadania, wykształcenia i pełnionej roli. W Średniowieczu ukształtowały się cztery główne stany (rycerze, duchowieństwo, mieszczanie i chłopi). Przez kolejne stulecia pod względem ważności prym wiodło duchowieństwo wraz ze szlachtą dzieloną jeszcze na wiele warstw (rody arystokratyczne - magnateria, średnia szlachta i drobna szlachta z najniżej usytuowaną na drabinie ważności tzw. "gołotą", która żadnych ziem na własność nie posiadała), tuż za nimi mieszczanie i na końcu chłopi. W II Rzeczypospolitej wyraźnie swoje istnienie akcentuje ziemiaństwo (głównie szlachetnie urodzeni właściciele ziemscy), burżuazja (zamożni finansiści i przedsiębiorcy różnego pochodzenia), inteligencja (osoby zazwyczaj wykształcone żyjące z pracy umysłu. Warstwa ta uformowała się ze zubożałej szlachty, ale również ze stanu mieszczańskiego, rzadziej bogatego chłopstwa i podupadłej arystokracji), drobnomieszczaństwo (drobni wytwórcy towarowi lub handlarze różnego pochodzenia), robotnicy (warstwa skupiająca różne kategorie najemnych pracowników, którzy reprezentowali głównie zubożałych chłopów i ludzi pochodzących z innych warstw społecznych) i znowu najniżej usytuowani chłopi, czyli ludzie żyjący z uprawy ziemi na terenach wiejskich. Dlaczego wspominamy o tych podziałach? Ano dlatego, że kształtowanie poszczególnych typów psów na ziemiach polskich nierozerwalnie związane było właśnie z podziałem polskiego społeczeństwa. Psy w typie pasterskim utrzymywane były głównie do pilnowania obejść i zaganiania stad hodowanych różnych zwierząt gospodarskich. Nic więc dziwnego, że losy tego typu psów powiązane były głównie z terenami wiejskimi i chłopami, którzy to zajmowali się rolą i/lub wypasem zwierząt gospodarskich. Na drabinie hierarchii społecznej chłopi znajdowali się na najniższym szczeblu. To sprawiło, że utrzymywane przez nich psy długo nie wzbudzały większego zainteresowania wśród ludzi z wyższych warstw społecznych. Mogły więc one wieść spokojny żywot wiejskich pastuchów, których międzypaństwowe niepokoje, zabory i konflikty zdecydowanie omijały i znacząco nie wpływały na liczebność ich populacji. Dopiero spadek popularności wypasu i hodowli owiec na terenach nizinnych, który trwał przez cały XIX wiek, niejako inicjuje początek końca większość typów nizinnych psów pasterskich obecnych na ziemiach polskich. W zasadzie od nieuchronnej i całkowitej zagłady ratuje przynajmniej część z nich na początku XX wieku zainteresowanie kilku osób, ale o tym nieco później.

 

Przejdźmy teraz do drugiego typu psów pasterskich, które były szczególnie cenione i znane w górach wysokich m.in. Tatrach. Jak podają zachowane dokumenty już od XVI wieku duże, białe psy pasterskie na terenach górskich były często widywane. Z dostępnych materiałów wynika, że psy w tym typie przywędrowały na Podhale wraz z koczowniczym ludem Wołochów gdzieś pomiędzy XIV, a XV wiekiem. Od tego momentu rozprzestrzeniły się zarówno po stronie polskich, jak i słowackich gór. Górale, jak i inne ludy pasterskie, ze względów praktycznych, preferowali białe psy, które można było w łatwy sposób odróżnić od wilków czy niedźwiedzi, a i owce czuły się przy nich bardziej swobodnie. Z czasem, żyjące w izolacji osobniki, krzyżując się między sobą, wytworzyły jakby odrębne odmiany, zachowując przy tym pożądane cechy psychiczne i fizyczne. Warto nadmienić, że psy te hodowano tylko ze względu na cechy i predyspozycje użytkowe, a znacznie mniejszą uwagę zwracano na cechy budowy zewnętrznej. W. Wieland w rozprawie pt. "Rodzime odmiany psów pilnujących w Polsce" sugerował możliwość swobodnej wymiany osobników żyjących po polskiej i słowackiej stronie granicy. Wskazywałoby to na bezpośrednie mieszanie krwi słowackiego czuwasza, polskiego owczarka, a nawet węgierskiego kuvasza. Biorąc to pod uwagę oraz fakt, że do XX wieku w rejonie tym nie istniała granica państwowa, ani żadna planowa selekcja tych zwierząt, to w zasadzie trudno mówić o odrębnej polskiej rasie. Jeszcze przed II Wojną Światową wywodzące się z Tatr białe psy pasterskie powszechnie zwane były "luptakami" lub "liptakami". Nazwa została zapożyczona od słowackiej miejscowości Liptov, która słynęła z najlepszych psów w tym typie. Jeden z pierwszych polskich opisów luptoka pochodzi z roku 1851, z czasopisma "Tatry Polskie": "(...) Duże białe psy podobne do nowofundlandów. Długi biały włos, na karku i ogonie dłuższy, pysk podłużny, czarne iskrzące oczy mówią o ich niepospolitej zmyślności i odwadze. Na hali utrzymują stado w porządku, rozbiegające się owce zaganiają w kupę i to się odbywa tak zwinnie i szybko, że trudno sobie wyobrazić lepszych wykonawców woli pasterza. Życzyć by należało, aby ta rasa rozpowszechniła się w całym kraju, mająca tyle nieporównanej wyższości nad zwyczajnymi psami owczarskimi. Są bardzo do obcych nieufne (...)". Istnieje również duże prawdopodobieństwo, że były one utrzymywane w majątkach ziemskich w Małopolsce. Świadczyć o tym chociażby może zachowany list skierowany przez zakopiańskiego księdza Stolarczyka do niejakiego Druziewicza - administratora dóbr rodziny Sieniawskich w rejonie Sieniawy i Jarosławia, a datowany na kwiecień 1847 roku. Wynika z niego, że tenże jegomość wysłał był na ręce księdza 10 złotych reńskich dla Jędrzeja Bachledy, aby ten zakupił za nie "drugiego psa białego". Wizerunek dużego białego psa w tym typie odnajdziemy również w malarstwie polskim, chociażby na obrazie Aleksandra Kotsisa "Powrót juhasów z hali", który to został namalowany przed 1860 rokiem. W 1878 roku X.W.A. Sutor na łamach czasopisma "Życie pasterskie w Tatrach" pisał: "(...) Na wiosnę, kiedy już wiatr halny śniegi z gór zmiecie, a upłazy dobrze się zazielenia i przychodzi pora wyruszenia z bydłem i owcami na całe lato na hale, nastaje powszechna radość w każdej wsi podhalańskiej. (...) Przodem idą juhasi, w czarnych wymoczonych w tłuszczu kapeluszach wywijając zwinnie ciupagami. Obok nich duże białe psy, wszędzie im towarzyszące. (...) Po przybyciu do szałasu rozpalają w nim ogień (watrę), układają naczynia, naprawiają zepsuty dach, obok szałasu grodzą miejsce do dojenia owiec (strągę), znoszą drzewo na opał. W każdym szałasie są 2-4 psy, niezbędne dla baców i juhasów. Są to duże białe psy, czarne i błyszczące oczy świadczą o ich sile i śmiałości. W dzień zwykle po dwa idą z juhasami do zaganiania owiec, w nocy zaś stróżują - pilnują owiec przy szałasie przed wilkami i niedźwiedziami. Psy równie jak juhasi żywią się żętycą i mlekiem (...)".

 

Aleksander Kotsis

"Powrót juhasów z hali", obraz namalowany przed 1860 rokiem

 

Śledząc historyczne losy naszego narodu, bez wątpienia można stwierdzić, że złoty wiek państwa polskiego przypadł na okres rządów ostatnich Jagiellonów. Ostatecznie zakończył się on wraz z wojnami połowy XVII wieku. W kolejnym stuleciu pogrążona w anarchii Rzeczpospolita zaczęła popadać w silną zależność od Rosji, a następnie zniknęła z mapy Europy w rezultacie trzech rozbiorów. Dzieje rozwoju wczesnej kynologii na ziemiach polskich są silnie powiązane z równie pogmatwaną historią naszego kraju. Wiek XVIII z trzema rozbiorami ziem polskich. Wiek XIX z powstaniami przeciwko zaborcom, które kończyły się klęskami i ostrymi represjami nakładanymi, tak na zwykłych obywateli, jak i na szlachtę polską, z pewnością nie były łaskawe też dla pierwszych polskich typów psów występujących na naszych ziemiach. Szczególnym echem wszelkie narodowe niepowodzenia odbiły się na rasach wykorzystywanych w łowiectwie - czyli na naszych  gończych i chartach. W tym czasie polityka okupantów doprowadziła do znacznego zubożenia szlachty, która to przede wszystkim utrzymywała spore psiarnie. A wprowadzenie w zaborze rosyjskim w XIX wieku specjalnego podatku od psów gończych (5 rubli) i chartów (15 rubli) spowodowało drastyczne zmniejszenie liczby utrzymywanych psów w tym typie. Mimo tych represji, zachowane źródła podają, że nieliczne już w tym czasie psiarnie nadal reprezentowały wysoki poziom. Sztolcman w "Łowcu Polskim" podaje, że Konstanty Potocki w swym majątku w Rzepinie utrzymywał psiarnię ogarów polskich do polowania na grubego zwierza i jego psy najlepiej zachowały pierwotny typ. 

 

Niestety, na ogara polskiego czyhało inne niebezpieczeństwo. W okresie naszej "bezpaństwowości" silny wpływ na rozwój życia polityczno-kulturalnego na ziemiach polskich miały narody, które nas uciemiężyły, a w szczególności wpływy rosyjskie. W tym czasie dochodzi do sporych migracji ludności pomiędzy nowo wyznaczonymi granicami. Przemieszczają się również wojska, które stacjonowały na ziemiach polskich. Wraz z ludnością i żołnierzami migrują psy - w tym licznie i ochoczo polskie gończe wywożone są w głąb Rosji. W "Nauce o łowiectwie" (1823), I. Bobiatynski podaje: "(...) polskie ogary pospolicie używały sie do polowania na grubego źwierza, a chociaż nie mamy dopiero prawdziwego ich rodzaiu; iednak i mieszańce z tych są dobre na zająca i lisa. Przez odchowanie suki ogarowey z Kurlandzkim psem, wyradzają się gończe psy mierney wielkości, i bywają lżeysze i wytrzymalsze do małej zwieźyny. Dobry gończy powinien mieć głos czysty, donośny, węch czuyny, głowę mierney wielkości, nozdrze otwarte, uszy długie wiszące, grzbiet mocny, raczey wygięty niżeli zgarbiony, nogi proste, suche, z twardemi stopkami włosistemi, fafle czyli wargi grube, wiszące (iak myśliwy nazywają zawiesiste): koloru pospolicie bywa brunatno czerwonawego czyli podżarego, a niekiedy czarnego z białem podbrzuszem, albo podgardlem. U tylnych nóg trafiają się po dwie ostrożki czyli pazury wiszące. (...)". W ślad za nim jeszcze kilku innych autorów wspomina, że ogar polski w czystej postaci na ziemiach polskich praktycznie już nie występuje. W tym czasie wywiezione z terenów ziem polskich do Rosji gończe były krzyżowane z miejscowymi rasami gończych i doszło do utworzenia rasy, która zyskała nazwę gończy polsko-rosyjski. O tym, że taki typ psów został przez człowieka utworzony możemy przekonać się czytając opis W. I. Kazańskiego cytowany przez T. Wichera (1968): "(...) Gończe polsko-rosyjskie - psy te jako mieszańce przywiezionych gończych z Polski z naszymi krajowymi pojawiły się u nas w wyniku dwóch "fal" przywiezionych do Rosji gończych różnych ras hodowanych w Polsce. Pierwsza ,"fala" odnosi się do początku XIX stulecia, kiedy armia wracała z zachodniej Europy po klęsce Napoleona, a druga "fala" (jeszcze silniejsza) odnosi się do okresu po zdławieniu polskiego powstania, kiedy rosyjscy żołnierze wracając do kraju przywozili ze sobą dużo psów (...)". Przeglądając materiały z XIX wieku spotkać można kilka opisów ogara wraz z już jednoznacznym rozróżnieniem, między ogarem (Canis sagax), a "gończym psem" - później gończym polskim - (Canis venatictus).

 

Samodzielne państwo polskie nie istniało, aż do XX wieku, choć okresowo pojawiały się jego szczątkowe formy, takie jak Księstwo Warszawskie, Królestwo Kongresowe czy Wielkie Księstwo Poznańskie. W okresie porozbiorowym jedynie Galicja miała autonomiczne uregulowania prawne w dziedzinie łowiectwa. We Lwowie powstało Galicyjskie Towarzystwo Łowieckie (1876) sprawujące nadzór nad łowiskami w Małopolsce (od 1920 roku znane pod nazwą Małopolskie Towarzystwo Łowieckie we Lwowie). Wykorzystując zamiłowanie do łowów rosyjskich dygnitarzy, w 1889 roku, powołano do życia Warszawski Oddział Cesarskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa, wzorowanego na Cesarskim Towarzystwie Prawidłowego Myślistwa z siedzibą w Moskwie. Oddział Towarzystwa liczył 45 członków założycieli. Jego spadkobiercą zostało Polskie Towarzystwo Myśliwskie. Jednym z członków był Jan Sztolcman, który wystarał się o zgodę na wydawanie pisma poświęconego myślistwu, broni i hodowli psów myśliwskich. Pierwszy numer dwutygodnika „Łowiec Polski” ukazał się w 1899 roku i oprócz zamieszczania informacji z różnych dziedzin łowiectwa oraz prawidłowego gospodarowania zwierzyną dość obszernie donosił o działalności powołanego do życia oddziału CTPM.

 

W tych burzliwych czasach rozwój hodowli psa o określonych cechach nie był wcale łatwy. Głównymi centrami przebywania takich zwierząt były: zamki, pałace, dwory, dworki i ziemskie posiadłości, gdzie nadal królowały rasy myśliwskie. Wśród niżej urodzonych prym wiodły przede wszystkim typy pasterskie. Niestety przetrzebiona działaniami zaborców ilość psów, spadek utrzymywanych na nizinach stad owiec, restrykcyjne prawa łowieckie oraz wciąż brak planowej hodowli spowodowały, że typy psów myśliwskich oraz pasterskich charakterystyczne dla ziem polskich zaczęły powoli ulegać degradacji. Na tym jeszcze nie koniec, bowiem moda na rasy zagraniczne i masowe ich sprowadzanie z innych krajów sprawiła, że zaczęły one wypierać nasze rodzime typy, a częste krzyżowania i mieszanie krwi prowadziły do zatracenia pierwotnego typu.

 

Na przełomie XVIII i XIX wieku miłośnicy psów w Europie zachodniej w pełni odkryli zalety nowego sportu kynologicznego, a mianowicie wystawy psów rasowych. Zakładano wielkie hodowle, odszukiwano i systematyzowano regionalne odmiany psów użytkowych, powoływano do życia kluby i związki z głównym na czele i uznawanym za najstarszy na świecie Brytyjskim Kennel Clubem (1873 rok). Wyprowadzano pierwsze księgi rodowodowe i ogłaszano wzorce dla poszczególnych ras. Organizowano pokazy użytkowania, a następnie wystawy psów rasowych, na których oceniano zgodność ze wzorcem i piękno pokroju. Uporządkowywanie hodowli psa rasowego w Europie, ale również i w Ameryce kwitło. Nie trudno się domyślić, że w związku z sytuacją geopolityczną panującą na ziemiach polskich, rozwój kynologii u nas szedł z lekkim opóźnieniem.

 

Najprężniej kynologia rozwijała się w zaborze rosyjskim. Pierwszymi zaczątkami kultury pokazu i hodowli psa mogą być zrzeszenia gospodarcze: Cesarsko-Królewskiego Galicyjskiego Towarzystwa Gospodarczego, które od 1850 roku we Lwowie, a następnie w innych miastach urządzało pokazy zwierząt gospodarskich z psami włącznie. Następnie Centralne Towarzystwo Gospodarcze w Wielkim Księstwie Poznańskim, które od roku 1862 organizowało w Gostyniu wystawy inwentarza gospodarskiego i w końcu Towarzystwo Wyścigów Konnych w Królestwie Polskim, które od 1881 roku eksponowało w Warszawie inwentarz żywy - oczywiście też z udziałem psów.

 

Przeglądając zachowane materiały zauważmy, że wśród wielu znanych już wtedy ras swoje miejsce na wystawach organizowanych w samej Rosji oraz na terenach zaboru rosyjskiego znalazły również  gończe w typie polskim, które rozgraniczano na ogary i gończe. I tak oto źródła donoszą:

  • W 1885 roku w Moskwie zaprezentowano dwie smycze ogarów polskich księcia Wadborskiego, które pomimo młodego wieku ("w pierwszym polu") miały już na głowach charakterystyczne zmarszczki i składki;

  • W 1887 roku hrabia Felberg pokazał ogara o umaszczeniu czaprakowym;

  • W 1883 roku p. Majewski wystawił 4 gończe polskie hrabiego Tyszkiewicza;

  • Na I Wystawie Miłośników Psów w 1884 r. p. Majewski zaprezentował pięknego ogara polskiego o imieniu Mazepa;

  • W Petersburgu w 1902 roku pokazano już stawkę 24 ogarów (tam zwanych "litewskimi") własności hrabiego Mroczkowskiego.

Również w literaturze pochodzenia rosyjskiego obejmującej ten czas znalazło się wiele opisów na temat polskich gończych. N. Kiszenskij, kynolog zajmujący się wyłącznie gończymi, w dziele "Łowiectwo z gończymi" (Moskwa 1885) opisał trzy typy polskich gończych: ciężkiego, lekkiego i małego, zaś w wydanej w 1901 roku w Moskwie "Encyklopedii myśliwskiej" Ł. Sabaniejewa, odnajdziemy opisy, aż dwóch ras ogarów polskich i trzech ras polskich gończych. Jak widać rosyjscy kynolodzy i myśliwi dobrze znali polskie psy gończe.

 

Juliusz Kossak

"Polowanie par force z ogarami", 1868

 

Juliusz Kossak

" Polowanie u Sapiehów - biwak", 1868

 

Tadeusz Ajdukiewicz

" Po polowaniu na jelenia", 1877

 

Wierusz-Kowalski Alfred

fragment obrazu "Awangarda Myśliwska" ok. 1880 roku

 

Józef Chełmoński
"Trójka na śniegu (Polowanie z chartami na zające)", 1875

 

Józef Brant
"Przed polowaniem", 1886

 

Jak już nadmieniliśmy wyżej, na nasze terytorium sport wystawienniczy i tworzenie organizacji kynologicznych dotarły z lekkim poślizgiem. Pierwszą wystawę na ziemiach polskich poświęconą wyłącznie psom zorganizowano w 1882 roku i zaprezentowano wówczas na niej 12 ras. W 1889 roku Warszawski Oddział Cesarskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa zorganizował pokaz psów. Odbył się on w ogródku przy ul. Nowy Świat 35 (pod tym adresem jeszcze do niedawna mieściła się również siedziba Zarządu Głównego ZKwP). Pokazano 23 psy związane z łowiectwem: jamniki, charty, foksteriery, wyżły angielskie i gończe.

 

W 1902 roku obyła się I wystawa psów także zorganizowana przez związek łowiecki. W wystawie wzięło udział 120 psów. Miejscem wystawy był również ogródek przy ul. Nowy Świat 35 i aż do wybuchu I Wojny Światowej, to tam właśnie regularnie odbywały się wystawy psów.

 

Wiek XIX przynosi także nowy napływ dzieł literackich poświęconych zagadnieniu hodowli psa i kynologii. Pierwsze wskazówki, co do hodowli psa w czystości rasy znajdziemy m.in. w "Poradniku hodowli i weterynarii dla ziemianina" wydanie: Warszawa 1839 S.J.T. Łyszkowskiego: "(...) Utrzymanie rasy psów w jej czystości, bardzo przestrzegać należy ponieważ gdyby i najdoskonalsza suka złączyła się z psem innej rasy, a do tego wcale nie układanym do pilnowania owiec, natenczas ledwie jedno z pomiędzy młodych, posiadać będzie dobre własności i przymioty matki. Oboje więc powinny być czystej rasy i zawsze czynne przy trzodzie (...)" - rzecz tyczy się owczarka. W podręczniku kynologicznym Stanisława Rewieńskiego "Pies, jego gatunki, rasy, wychów, utrzymanie, użytki, układanie, choroby i ich leczenie" wydanie: Warszawa z 1893 roku autor podaje opisowi różne rasy dzieląc je na: psy do obrony i stróżowania, psy domowe i pokojowe oraz psy myśliwskie, gdzie wymienia już sporą ilość różnych ras, które w czasach dynamicznego rozwoju cywilizacyjnego oraz rozkwitu handlu i usprawnienia podróżowania w naszym kraju były już doskonale znane. Nastaje kolejny zauważalny zwrot w dziejach naszej narodowości. Zdecydowanie życie kulturalne centralizuje się wokół rozwijających się miast, gdzie szlachetnie urodzone damy zaczynają interesować się psami zaliczanymi w tym czasie do tzw. "luksusowych". Sukcesywnie pojawiają się napływowe psy ras ozdobnych i pokojowych. W przydwornych psiarniach miejsce ukochanych oniegdyś polskich ogarów i chartów zaczynają zajmować licznie sprowadzane gończe angielskie i francuskie oraz cała paleta psów legawych. Wczesna kynologia zaczyna nabierać rozmachu i nagle jej rozwój zostaje dramatycznie przerwany przez wybuch I Wojny Światowej.

 

Wojciech Kossak
"Przed pałacem - Wyjazd na polowanie", 1881

 

Jan Chełmiński
"Gonitwa za zającem", 1880

 

Odzyskanie niepodległości w 1918 roku, po 123 latach rozbiorów i życia w niewoli, pod obcym i wrogim dla Narodu panowaniem, na fali ogólnego uniesienia, daje Polakom w całym kraju poczucie upragnionej wolności, której będąc gospodarzami w swojej ojczyźnie starali się jak najlepiej ją zorganizować. To był sygnał, szczególnie dla inteligencji, aby ta mobilizując siły i korzystając z nadarzających się możliwości, powoływała do życia różnego rodzaju organizacje i stowarzyszenia w celu reaktywacji działań zapoczątkowanych przed wybuchem wojny. Tu jednak przyznać trzeba, że choć chęci były szczere, to wielokrotnie wykonanie dość nieudolne. W głównej mierze działania na arenie kynologicznej opierały się na powoływaniu do życia różnego rodzaju klubów i stowarzyszeń konkretnych ras, które nie współpracowały ze sobą i działały w wielkim rozproszeniu na terenie całego nowo powstałego państwa, co z pewnością nie przyczyniało się do pożądanego rozwoju kynologii na ziemiach polskich. Można napisać, że w tym okresie życie kynologiczne scentralizowało się wokół stolicy państwa oraz województwa śląskiego, jednak i tu, co najwyżej funkcjonowały jedynie pojedyncze zrzeszenia. Znacznie mniejsze stowarzyszenia o charakterze kynologicznym były rozrzucone na prowincjach i zajmowały się głównie hodowlą psów ras myśliwskich. Niestety, tak jak już wspomnieliśmy wyżej, długotrwałe rozdarcie kraju pozostawiło również sporą rysę na kondycji ras uznawanych za polskie. Pogłowie hodowanych głównie psów myśliwskich zostało znacznie uszczuplone i rozproszone, a polskim gończym czy chartom groziła realna zagłada. Całkowicie też zmieniły się trendy i moda. Polowania, mimo iż nadal były organizowane, to już bez tak dobrze znanej staropolskiej świetności i rozmachu. Nieliczni jeszcze zagorzali myśliwi całkowicie zmienili upodobania, a na swoich psich pomocników wybierali różne rasy psów w typie wyżłów. Zaledwie w kilku miejscach tradycja polowania z gończymi czy chartami jeszcze przetrwała (szczególnie na ziemiach Polski południowej, Podola, obecnej Ukrainy i Białorusi), aczkolwiek o chowie ich w czystości można dyskutować, bowiem większość prezentowanych osobników była dość zróżnicowanego pogłowia. O przemieszaniu z innymi rasami świadczyć mogą chociażby zauważalne różnice zarówno szczegółów budowy, jak i umaszczenia (dot. gończych).

 

Spośród różnych opisów na przestrzeni wieków, jednym z bardziej reprezentatywnych przedstawiających ogary jest przekaz Augusta Sztolcmana opublikowany w "Łowcu Polskim" (nr 13, 1901 rok): "(...) w lasach Klewańskich na Wołyniu u ówczesnego nadleśniczego tych czasów przed więcej niż trzydziestu laty, widziałem kilka psów zupełnie jednego typu. Były one jak na ogary bardzo duże, silnej budowy i na mocnych proporcjonalnie długich nogach. Głowy miały dość duże, o łbach nieco spłaszczonych, wypukłych, o mordach wydłużonych i tępo uciętych, przy czym warga wierzchnia była dość obwisła, lecz nie tworzyła fałd. Uszy miały dość długie, osadzone ani zbyt wysoko, szerokie i u dołu zaokrąglone. Skóra na łbie i szyi była obfita lecz nie tworzyła wyraźnych fałd, tylko podgardla wyraźnie się zwieszały. Sierść miały krótką, tylko na dolnej stronie ogonów i pod brzuchem nieco dłuższą. Maści były czarnej, podpalanej, tylko parę z nich miały końce łap białe i takież strzałki na piersiach. Goniły te psy dolnym wiatrem lecz bardzo wiernie i wytrwale, przy tym dość szybko, równym i spokojnym galopem (...)”.

 

Warto jednak nadmienić, że opinie na temat istnienia, bądź już wyginięcia polskich typów tych ras, są wśród autorów okresu międzywojennego podzielone. Władysław Korsak (1922) uważa, że rasy polskie zupełnie wyginęły. Pośród opisów gończych z terenów wschodnich Polski zamieszcza on opis najczęściej spotykanego typu gończego, pochodzącego od gończego litewskiego: "(...) czarne podpalane o sierści grubej, średniej długości. Budowa ciała krępa, kark mocny. Nagi, krótki ogon wałkowaty nierzadko w obwarzanek zwinięty (...)". Jak można domniemywać, opis najbardziej zbliżony jest do typu gończego. Nie lepsza sytuacja dotyczyła chartów, bowiem w skutek licznych zmian administracyjno-prawnych, do II Wojny Światowej, wolno było polować z nimi w rewirach liczących co najmniej 2000 hektarów. Na południu Polski z chartami polskimi polowano głównie w Kieleckiem, Radomskiem i Tarnobrzeskiem. Ostatnim bastionem hodowli charta polskiego na tych terenach był wtedy majątek Niemojewskich w Olesznie Kieleckim.

 

polowanie par force u Sergiusza Niemojewskiego we Włoszczowej zdjęcie. S. Wolski

Tygodnik Świat, nr 45, 9 listopada 1912, Warszawa

 

Polowania z gończymi w formie szczątkowej przetrwały zwłaszcza na Kresach Wschodnich i w górach, gdzie ich przydatność w trudnych warunkach terenowych była największa. Psy w typie ogara trzymano m.in. w majątku Radziwiłłów w Mankiewiczach (Polesie - obecnie Białoruś), z którymi czynnie polowano jeszcze w okresie międzywojennym.

 

gończe księcia Konstantego Radziwiłła na wystawie rolniczej w Poniewieżu 1901 rok

 

W latach 20 tych i 30-tych XX wieku o chartach polskich wspominają m.in. Maurycy Trybulski w książce "Psy. Rasy. hodowla, tresura i leczenie'' wydanej w 1928 roku, Błocki Stefan w książce "Nasze psy" wydanej w 1933 roku, czy Ignacy Mann w książce "Rasy psów. Pochodzenie, wzorce, użytkowość" wydanej w 1939 roku. Wszyscy autorzy jednak stwierdzają, że jako taki chart polski o ile jeszcze w ogóle istnieje, to spotkać go na ziemiach polskich jest już bardzo trudno.

 

Na Podkarpaciu polował z ogarami również od najmłodszych lat Józef Pawłusiewicz (1903-1979), który w późniejszym okresie wywarł znaczący wpływ na rozwój polskiej kynologii, a także wniósł istotny wkład w odbudowę polskiej rasy gończych. Z psami tej rasy polowali jego ojciec, dziad i dalsi przodkowie. Posiadali je również i cenili ich walory użytkowe okoliczni sąsiedzi Pawłusiewiczów. Mimo, iż na początku wieku XX pojęcie usystematyzowanej hodowli w czystości ras było już na ziemiach polskich znane, a wiele osób zaczynało prowadzić tzw. psiarnie, w których utrzymywano psy z udokumentowanym pochodzeniem, to nikt nie zainteresował się tym, by psy w typie polskich gończych i chartów ratować od zapomnienia.

 

psy w typie ogara ks. Radziwiłła, polowanie w majątku Mankowicze (okres przed 1938 rokiem)

 

gończe ks. Radziwiłła (okres przed 1938 rokiem)

 

Niewiele lepszy los spotkał polskie typy psów pasterskich. W okresie międzywojennym hodowlę owczarków polskich z wyodrębnieniem typu górskiego (podhalańskiego) i nizinnego propagowali na łamach prasy kynologicznej już w latach dwudziestych dr S. Koźmian i Maurycy Trybulski - działacze kynologiczni okresu międzywojennego.

 

Po odzyskaniu niepodległości duże, białe, górskie owczarki były już na tyle silnie utożsamiane z rasą "narodową", iż wybrano je na psy służbowe dla formowanego w owym czasie Korpusu Ochrony Pogranicza. Owczarki podhalańskie kupowane były przez wojsko głównie do pilnowania obiektów wojskowych, a podhalańskie oddziały piechoty wykorzystywały je jako psy pociągowe. Niestety, zwierzęta wykorzystywane przez wojsko nie były nigdzie rejestrowane, ani prezentowane na ówczesnych wystawach psów. Dziś trudno nawet spekulować czy przed II Wojną Światową psy wykorzystywane przez wojsko w ogóle posiadały w jakikolwiek sposób udokumentowane pochodzenie.

 

W książce "Psy. Rasy. hodowla, tresura i leczenie'' wydanie z 1928 roku Maurycy Trybulski pisał: "(...) Typowy polski owczarek (Canis pecuaris polonicus) spotyka się na Podhalu. Psy te, jako tatrzańskie, górskie, liptowskie znane są wśród górali, którzy nieraz za dobrego barana psa tego nie zamienią. Niestety, w dzisiejszych czasach trudno zdobyć dobrego psa tatrzańskiego, a to z tej przyczyny, iż suki, skądinąd nawet bardzo piękne, nie będąc strzeżone przez górali w okresie ciekania, łączą się z byle kundlem, co w rezultacie daje nieraz materiał nawet wcale niezły pod względem użytkowym, daleki wszakże od rasowego owczarka. Z drugiej znów strony, owczarze, posiadający nieraz bardzo piękne typowe psy, kastrują je, aby w ten sposób zapobiec bieganiu za sukami, co oczywiście z punktu hodowlanego jest katastrofą dla rasy. To też zdobyć dziś ładnego owczarka nie łatwo, a wielką zasługę dla hodowli tego psa mogliby położyć inteligentni hodowcy nasi, którzy zechcieliby zająć się tą sprawą. Słusznie nawołuje do chowu tych psów jeden z naszych wybitnych hodowców psów (dr S. Koźmian-Reicher), proponując utworzenie specjalnego klubu hodowców owczarka polskiego. (...)

Owczarek tatrzański jest to wybitnie górski pies pasterski, sięgający 60-76 cm wysokości, krępy, masywnej budowy, pokryty dość długą kosmatą sierścią przeważnie białej maści, o pysku nie nazbyt śpiczasto zakończonym, dość krótkich, napoły stojących lub zwieszonych uszach, dużych wyrazistych oczach o ciemnej tęczówce; mocnych, średniej długości nogach, głębokiej piersi, szerokim grzbiecie i niedługim, zwieszającym lub obciętym ogonie.

Kto miał możność bliżej zapoznać się z temi psami, zapewne z zadowoleniem przekonał się o niezwykłej ich inteligencji. Kto widział pracę tych psów przy pilnowaniu stada zgodzi się, iż w ciężkich warunkach górskiego pastwiska owczarek jest wprost nieoceniony. Czyż zatem nie należałoby zająć się temi psami, jako materiałem, mogącym oddać poważne usługi w służbie policyjno-meldunkowej, sanitarnej itd. Szczęśliwą myśl więc podjął nasz Korpus Ochrony Pogranicza, zapoczątkowawszy hodowlę i tresurę owczarka tatrzańskiego do celów meldunkowo-wywiadowczych na naszym pograniczu. (...) Oby te pomyślne początki przyczyniły się do pełnej regeneracji słynnych ongiś naszych psów owczarskich i nalazły szeroki oddźwięk w sercach naszych kinologów. (...)"

   

owczarki tatrzańskie Korpusu Ochrony Pograniczna

zdjęcie zamieszczone w książce "Psy. Rasy. hodowla, tresura i leczenie'' wydanie z 1928 roku Maurycy Trybulski

   

Zaraz po zakończeniu I Wojny Światowej od nieuchronnego zapomnienia kosmate owczarki utrzymywane na nizinach ratuje z opresji księżna Maria Józefa Światopełk-Czetwertyńska hrabina Grocholska, która do swojego majątku Planta położonego na Lubelszczyźnie odkupuje od okolicznych chłopów kilka sztuk tych owczarków i postanawia chować je z zachowaniem czystości rasy. Tak też powstała pierwsza hodowla tych owczarków. Po raz pierwszy księżna Maria Józefa Światopełk-Czetwertyńska hrabina Grocholska wystawiła parę tych psów na Wystawie Drobiu, Gołębi i Psów, zorganizowanej w Warszawie w dniach 26-28 października 1924 roku przy współudziale Polskiego Związku Hodowców Psów Rasowych. Niedługo później owczarkami hodowanymi przez ks. Światopełk-Czetwertyńską hr. Grocholską zainteresowała się spokrewniona z nią księżna Wanda Jadwiga Czetwertyńska hrabina Żółtowska właścicielka położonego nieopodal Planty majątku w Milanowie, która wraz z córką Różą Żółtowską rozpoczęła hodowlę tychże owczarków i od roku 1929 psy stanowiące jej własność były również prezentowane na wystawach psów. Pies o imieniu FAJKUŚ pozostający w rękach pani Róży Żółtowskiej reprezentował rasę polską na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu (1929), a sama pani Żółtowska otrzymała za hodowlaną inicjatywę dyplom uznania. Do II Wojny Światowej w obydwu hodowlach na świat przyszło 19 miotów owczarków polskich. Warto dodać, że owczarki wyhodowane zarówno w majątku Planta, jak i w Milanowie nie posiadały oficjalnych dokumentów potwierdzających ich pochodzenie, które byłby wydane przez jakiekolwiek wówczas działające stowarzyszenie o charakterze kynologicznym.

   

polski owczarek nizinny TUŚKA

"Mój Pies" nr 3 z 15 marca 1937 roku

   

szczenięta polskiego owczarka nizinnego (TUŚKA x FAJKUŚ)

"Mój Pies" nr 3 z 15 marca 1937 roku

   

W książce Maurycego Trybulskiego "Pies" (wydana nakładem Księgarni Rolniczej w Warszawie, 1928) na temat owczarka nizinnego (pospolitego) możemy m.in. przeczytać: "(...) Obok wymienionego typu dużego, górskiego owczarka, mamy jeszcze małe nizinne owczarki, bardzo różnorodne zarówno pod względem umaszczenia, jak i cech budowy, i z tego materiału można dużo zrobić, należałoby tylko zająć się nim. Mądre te psiaki bez specjalnego układania, dzięki swej wrodzonej zmyślności, doskonale pilnują stad. (...) Wśród różnorodnego pogłowia owczarków nizinnych można napotkać zarówno okazy zbliżone do szpica, jak i małe "kundelki" o zwieszonych uszach, kosmate, różnorodnej maści. Najwięcej spotkałem myszatych, burych i białych." (...)

 

W czasopiśmie "Pies rasowy i jego hodowla w Polsce" z roku 1935 S. Stachiewicz opisuje owczarka w następujący sposób: "(...) Owczarek nizinny jest zazwyczaj mały (bywa niekiedy średniej wielkości) o lżejszej budowie. Owłosienie głowy, tułowia i nóg długie, mniej lub więcej kręcone, czysto białe. Głowa stożkowata. Tułów dość krępy, grzbiet prosty. Ogon obcięty lub brak tegoż (...)".

 

Z kolei sama Róża Żółtowska w czasopiśmie "Mój Pies" w roku 1939 tak oto przestawiła psy tej rasy: "(...) Rasa ta okazała się bardzo silna, gdyż mimo długoletniego zaniedbania w rękach chłopskich typ utrzymuje się jednolity i od czasu naszej 12-letniej hodowli nie zdarzyły się szczenięta odmienne pod względem maści lub budowy. Maść biała, u niektórych osobników występują plamy kremowe na grzbiecie i uszach. W naszej hodowli owczarki wykazały różnorodne uzdolnienia, służą one do pilnowania owiec, krów oraz jako stróże nocne i jako psy pokojowe są bardzo miłe we współżyciu. Jeden z nich okazał się bardzo dobrym dzikarzem. Cechy charakteru to wyjątkowa wierność, inteligencja, odwaga, czujność i bardzo dobry węch. Cechą szczególną tych psów był też z natury krótki lub całkiem szczątkowy ogon (...)".  

 

Jak już wspomnieliśmy wyżej, w okresie międzywojenny prowadzona była szeroka akcja nagłaśniająca w celu odszukania i unormowania hodowli polskiego nizinnego psa pasterskiego. Kynolodzy zrzeszeni w Towarzystwie Miłośników Psa Służbowego w Polsce poczynili starania, by cały ów proces zapoczątkować. W roku 1938 ogłoszony został nawet komunikat skierowany do hodowców psów, by ci zajęli się usystematyzowaniem hodowli psów w typie owczarka nizinnego. Apel o unormowanie i uznanie polskiego owczarka nizinnego zamieścił również w swej książce "Rasy psów"  Ignacy Mann (Warszawa 1939 rok) "(...) "Owczarek podhalański zaskarbiwszy sobie powodzenie wszedł w program oficjalnej kynologii; jego mniejszy brat, kopciuszek, wałęsa się jeszcze; prymitywny kundelek biały, szary, bury, czasem łaciaty, zawsze serdeczny, zmyślny, przymilny i mało wymagający czeka na podanie mu trochę lepszej strawy i hodowlanej opieki. Nieliczne z nich zbliżone są do owczarków rosyjskich lub staro-niemieckich, większość stanowi typ pośredni między szpicem, wielkim maltańczykiem... a pieskami wsiowymi. Przeważnie nie przekraczają 45 cm, wzrostu i w odróżnieniu do owczarków podhalańskich porośnięte są na pysku długim włosem. (...)".

 

Niestety, starania zmierzające do ustanowienia wzorca rasy i tym samym usankcjonowania tego typu psów pasterskich występujących na ziemiach polskich jako istniejącej na prawdę polskiej rasy psa pasterskiego brutalnie przerwał wybuch II Wojny Światowej. Hodowla "Planty" istniała do momentu aresztowania ks. Czetwertyńskiej-Grocholskiej przez Niemców, co miało miejsce w roku 1941. Z kolei hodowla "z Milanowa" pań Żółtowskich prowadzona w majątku Milanowo utrzymała się do roku 1944, tj. do momentu przeprowadzki p. Żółtowskiej do Warszawy. Z obydwu majątków Niemcy wywieźli praktycznie wszystkie sztuki hodowanych tam owczarków, które tylko wpadły im w ręce, a te co zostały zginęły w trakcie działań wojennych. Jak podają źródła, z wojennej pożogi ocalały tylko dwa owczarki nizinne (pies i suka) wyhodowane w Milanowie, które p. Żółtowska zabrała wraz ze sobą do Warszawy.

 

Mniej więcej w tym samym czasie zainteresowanie wzbudził wspomniany już duży, biały pies trzymany na terenach górskich. Jak już wyżej pisaliśmy, w okresie sprzed I Wojny Światowej, kiedy to granice naszego kraju formalnie nie istniały, a psy podlegały swobodnym migracjom i wymianie, trudno było mówić o polskiej rasie dużego psa białego. Jednak tuż po odzyskaniu niepodległości, a tym samym z dniem ustanowienia granic Polski, które to ostatecznie wskazały część Tatr przynależącą do Polski, niekontrolowane przemierzanie granic nie było już możliwe. Na naszych ziemiach wraz z góralami pozostała spora populacja białego psa pasterskiego, który wzbudził szersze zainteresowanie wojska polskiego, a poddawany selekcji użytkowej i chowany niejako w pewnej izolacji międzypaństwowej zdołał z czasem wykształcić typ charakterystyczny dla naszego regionu.

 

Pieczę nad propagowaniem i popularyzacją białego owczarka z polskich gór objął Polski Związek Hodowców Psów Rasowych i Towarzystwo Miłośników Psa Służbowego. W latach trzydziestych zajęto się dość żywo reklamą tej rasy w myśl hasła rzuconego przez Redakcję miesięcznika "Mój Pies": "w polskiej zagrodzie polski pies", co w krótkim czasie zaowocowało, nie tylko wprowadzeniem owczarka podhalańskiego w miejskie środowisko, ale począwszy od 1935 roku rozpoczęły się pierwsze rejestracje owczarków w księgach tychże stowarzyszeń kynologicznych np. JUHAS ur. w 1933 roku, hodowca Podlipowski w Poroninie, właściciel Krystyna Sławińska w Witkowiźnie koło Mińska Mazowieckiego; TUTNY ur. w 1930 roku, hodowca Sokołowski w Nowym Targu, właściciel Stanisław Lewandowski we Lwowie; NINA z Tiergardenu ur. 1930 roku, hodowca Zoo w Budapeszcie (tu warto się na chwilę zatrzymać, ponieważ suka ta nie była owczarkiem podhalańskim, a reprezentowała węgierską rasę tj. kuvasza) właściciel Stanisław Lewandowski we Lwowie; SMOK i CSIBI z Ropienki, po ww. rodzicach, właściciel Irena Moraczewska, Brzuchowice koło Lwowa; BACA, BARRY i WATRA - hodowca Sokołowski w Nowym Targu, właściciel Maria Zbrożkowa, Rudki koło Lwowa; BIAŁY ur. w 1935 roku (o: Smok z Ropienki, m: Astra), hodowca Zoo w Warszawie, właściciel Bielawski w Laskach koło Warszawy.

   

polskie owczarki podhalańskie

z hodowli Józefa Kozioła ze Lwowa 1937 rok

   

W latach międzywojennych powstało kilka hodowli podhalanów, które prowadzone były zwłaszcza w majątkach obszarniczych w rejonie Warszawy i Lwowa. Czołową hodowlą owczarków górskich w tym okresie była hodowla stanowiąca własność Stanisława Lewandowskiego "z Ropienki". Po śmierci Stanisława Lewandowskiego (około 1936 roku) jego praca hodowlana była kontynuowana przez Marię Lewandowską i jej córkę Irenę Moraczewską w Brzuchowicach koło Lwowa. Na Ogólnopolskiej Wystawie Psów Rasowych, przy okazji XIII Targów Wschodnich, która odbyła się w 1933 roku, zaprezentowano na tyle udane owczarki tatrzańskie, że wzbudziły one żywe zainteresowanie zwiedzających wystawę. Dzięki dużym nakładom pracy m.in. prof. Maurycego Trybulskiego w 1937 roku powstał pierwszy wzorzec rasy, która zyskała swą pierwotną nazwę tj. polski owczarek podhalański. Przy współudziale dr Danuty Hryniewicz i późniejszego prof. Zbigniewa Gałguszewicza w dniach 3-5 września 1937 roku udało się zorganizować pierwszą wystawę owczarków tatrzańskich na Antałówce. Liczba zaprezentowanych zwierząt była imponująca: 70 sztuk dorosłych i około 30 szczeniąt, które ocenili wespół prof. Maurycy Trybulski i Ignacy Mann, a ostatecznie do ksiąg rodowodowych wpisano 18 zwierząt. Powołano też klub rasy.

   

grupa polskich owczarków podhalańskich na pierwszej wystawie tej rasy w Antałówce 1937 rok

   

W "Pismach Podhalańskich" Tom I wydanych przed II wojną około 1938 roku znajduje się artykuł opracowany przez Janusza Berghausena pt. "Podhalański Owczarek". Autor artykułu tak o tym kynologicznym wydarzeniu pisał: (...) W ostatnich latach przed wojną odbył się w Zakopanem pokaz rasowych psów ze szczególnym uwzględnieniem tzw. liptoków, czyli owczarków, bez których trudno sobie wyobrazić owczy redyk i życie na hali. Ten rosły, a białej sierści pies, nieodłączny towarzysz bacy i juhasów, wzbudził ogólne zainteresowanie wśród sezonowych gości, a kilku tubylców założyło stowarzyszenie mające na celu hodowlą liptoków i utrzymanie czystej ich rasy. Motywem była nie tylko piękność podhalańskiego owczarka, ale przede wszystkim jego użytkowość (...)".

 

Wydawałoby się, że zaczątek regularnej hodowli tej rodzimej rasy oparty jest na bardzo dobrych fundamentach, a rozrost populacji to tylko kwestia czasu. Niestety, ciężką pracę mającą na celu unormowanie hodowli tej rasy przerwał wybuch II Wojny Światowej, która pochłonęła wiele ludzkich istnień, w tym wielkiego miłośnika tej rasy, prof. Maurycego Trybulskiego, który zginął w 1944 roku w Powstaniu Warszawskim...

 

dziewczynka ze szczenięciem owczarka podhalańskiego. Rok 1935

 

Powróćmy jeszcze na chwilę do okresu międzywojennego, który zapoczątkował tak na prawdę rozwój usystematyzowanej kynologii w naszym kraju. Naturalnie ten rozkwit nie byłby możliwy bez działających klubów oraz licznie organizowanych imprez wystawienniczych. Śledząc zapiski z pierwszych katalogów wystawowych szybko zauważmy, że na wystawach psów pojawiały się uznane za rasy polskie: owczarki podhalańskie i polskie owczarki nizinne. Chary, ogary i gończe zwane wcześniej polskimi w tym okresie nie istniały.

 

górale z owczarkami podhalańskimi. Rok 1943

 

Pierwsza Wszechpolska Wystawa Psów Rasowych odbyła się w Warszawie między 31 maja, a 2 czerwca 1925 roku, w gmachu Teatru Bagatela (przy dzisiejszym placu Unii Lubelskiej)  i zgłoszono na nią 267 psów. Pionierską organizacją kynologiczną w stolicy kraju był Polski Związek Hodowców Psów Rasowych (oddziały we Lwowie i w Bydgoszczy), który powstał rok wcześniej - w 1924 roku i grupował szereg hodowców wszelkich ras, prowadząc zarówno Księgę Główną, jak i Księgę Wstępną. Drugi natomiast to Stowarzyszenie Hodowców Psów Policyjnych w Chorzowie (oddziały w Chorzowie, Bielsku, Cieszynie, Czerwonce, Janowie, Katowicach-Załężu, Michałowicach, Mikołowie, Mysłowicach, Rybniku, Siemianowicach, Świętochłowicach, Tarnowskich Górach, Wielkich Hajdukach), które prowadziło Księgę Główną Rodowodową i Księgę Użytkową, nie rejestrując psów bez całkowicie pewnego rodowodu. W księgach tego stowarzyszenia prowadzono również rodowody psów, będących własnością członków stowarzyszonych w Towarzystwie Miłośników Psa Służbowego w Warszawie. Stowarzyszenie to nie prowadziło bowiem własnej Księgi Hodowlanej. Stowarzyszenia lub wspólne ich komitety organizowały w okresie międzywojennym wystawy psów rasowych m.in. w Warszawie, Wilnie, Poznaniu, Lwowie, Katowicach, Toruniu i Krakowie. W tym czasie psów rasowych było nieporównywalnie mniej, stąd też nie wystawiano imponujących ilości - przeciętnie zgłaszano od stu do stu kilkudziesięciu sztuk. Oprócz tego warto dodać, że zdecydowana większość psów rasowych pozostawała w rękach ówczesnej elity (ludzie szlachetnie urodzeni, ziemianie i dość zamożna inteligencja). Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w ówczesnych arystokratycznych kręgach do wybuchu II Wojny Światowej mało kto psami handlował. Zazwyczaj szczenięta zyskiwały nowych właścicieli na zasadach koleżeńskiej wymiany i wzajemnego obdarowywania się nimi. Takie były wówczas czasy i obyczaje. W kraju funkcjonowało jednak kilkanaście renomowanych i bardzo awangardowych hodowli, które posiadały psy różnych ras, często sprowadzane z innych krajów i hodowane wg wzorców zaczerpniętych z kolebki kynologii - Anglii. Zatem, chcąc posiadać psa rasowego w okresie międzywojennym trzeba było być, albo szlachetnie urodzonym i należeć do określonego towarzystwa, albo posiadać spory zasób gotówki, która po długich oczekiwaniach torowała drogę do spełnienia marzenia o rasowym psie.

 

Jak już wspomnieliśmy wyżej, ze względu na dość sporą liczbę działających klubów, kół i stowarzyszeń w różnych regionach kraju, wymiana informacji hodowlanych czy chociażby skoordynowanie działań dotyczących organizacji wystaw było znacznie utrudnione. Dlatego też w 1935 roku z inicjatywy inż. Maurycego Cyryla Trybulskiego i Bazylego Przychodźko został powołany Międzyklubowy Komitet Kynologiczny, którego celem było stworzenie federacji kynologicznej o ogólnopolskim zasięgu, zrzeszającej członków wszystkich organizacji kynologicznych funkcjonujących w tym okresie w Polsce.

 

W skład MKK weszły następujące zrzeszenia założycielskie:

  • Polski Związek Hodowców Psów Rasowych z Warszawy;

  • Towarzystwo Miłośników Psów Służbowych z Warszawy;

  • Towarzystwo Hodowców Psów Myśliwskich z Warszawy;

  • Sekcja Kynologiczna Stowarzyszenia Racjonalnego Myślistwa "Łowiec Wielkopolski" z Poznania;

  • Sekcja Kynologiczna Wielkopolskiego Związku Myśliwych z Poznania;

  • Klub Kynologów z Torunia;

  • Pointer Klub w Polsce z Warszawy;

  • Seter Klub w Polsce z Warszawy;

  • Klub Hodowców Wyżła Niemieckiego z Warszawy.

28 lipca 1938 roku Międzyklubowy Komitet Kynologiczny na zjeździe Delegatów poszczególnych organizacji założycielskich powołał do życia Polski Kennel Klub - pierwszą organizację kynologiczną o zasięgu ogólnokrajowym. Prezesem Związku został generał Brunon Olbrycht, zaś na viceprezesów wybrano inż. Maurycego Cyryla Trybulskiego i dr Mariana Bielawskiego. W roku 1939 do Polskiego Kennel Klubu dołączył również działający, jako oddzielny organ, pod przewodnictwem Lubomira Smyczyńskiego - Śląski Związek Hodowców Psów Rasowych i Użytkowych. Był to spory sukces w jednoczeniu działań kynologicznych na arenie Polski, bowiem ten oto klub liczył około 1500 członków. Kolejnym celem Polskiego Kennel Klubu było przystąpienie do organizacji zrzeszającej poszczególne kraje o zasięgu międzynarodowym - czyli FCI. Udało się to dnia 2 czerwca 1939 roku na zjeździe władz i członków FCI w Sztokholmie (Szwecja) - zaledwie na 3 miesiące przed wybuchem II Wojny Światowej, która nagle i na długo całkowicie przerwała jakąkolwiek działalność na tym polu.

 

Delegaci stowarzyszeń kynologicznych na pierwsze Walne Zebranie Polskiego Kennel Klubu. W pierwszym rzędzie, w mundurze siedzi

generał Olbrycht - wybrany na prezesa P.K.K.

 

Wystawa psów w Warszawie. Komisja sędziowska z profesorem Maurycym Trybulskim (pierwszy z lewej). 1938 rok

 

Trzeba przyznać, że okres zawieruchy wojennej przyczynił się do ogromnych strat i zniszczeń, nie tylko w ludziach i mieniu, ale również zdziesiątkowane zostały psy. Wiele osób, które w okresie przedwojennym zajmowały się unormowaną hodowlą psa rasowego i/lub były cenionymi kynologami nie przeżyła wojny. Całkowitemu zniszczeniu, rozgrabieniu, a po wojnie rozparcelowaniu, uległy wszelkie ziemskie majątki, w których to właśnie kultywowano tradycje łowieckie i przedłużano istnienie ras myśliwskich. Garstka ocalałych z wojennej pożogi zwierząt z przedwojennych hodowli w przeważającej większości nie posiadała dokumentacji hodowlanej, bowiem ta przepadła wraz z nastaniem działań wojennych. Ale braki w ludziach i pogłowiu hodowlanym, to nie jedyna bolączka powojennego świata kynologicznego. Wraz z zakończeniem wojny, kolejnej zmianie uległy nasze granice państwowe, które zostały bardzo uszczuplone o tereny wschodnie (przypomnijmy: ostatnie bastiony chowu polskich gończych i chartów). Do tego nastała nowa era polityczna z silnymi wpływami ZSRR, które narzuciło nowe standardy, niemal we wszystkich dziedzinach życia, nie pomijając również kultury hodowania i posiadania psa rasowego.

 

No cóż, powojenny obraz polskiej rzeczywistości był opłakany i tak, jak trzeba było odbudowywać każdy dom cegła po cegle, tak również należało niemal od podstaw rozpoczynać formowanie szyków na arenie kynologicznej. Nie było to zadanie wcale łatwe. Drastycznie zmienił się ustrój Polski. W kraju "ludowym" przestano kultywować szlacheckie i ziemiańskie tradycje. Nagle wyrosły nam całkiem nowe podziały społecznościowe z klasą robotników i chłopów na czele, które spychały na tor dalszy inteligencję i drobnomieszczaństwo.

 

Na szczęście osoby, które ocalały z zawieruchy wojennej nie zapomniały o swoim przedwojennym zamiłowaniu do kynologii i w zasadzie tuż po zakończeniu działań wojennych rozpoczęła się akcja mająca na celu reaktywowanie działalności zrzeszenia propagującego hodowlę psa w czystości rasy. Dnia 5 maja 1948 roku na zebraniu organizacyjnym w lokalu Polskiego Związku Łowieckiego w Warszawie przy ulicy Nowy Świat 35 grupa miłośników psa rasowego doprowadziła do powstania organizacji o nazwie Związek Kynologiczny w Polsce. Wybrano władze na czele których w randze Prezesa ZKwP stanął ówczesny minister administracji publicznej Władysław Wolski. Sprawował on funkcję Prezesa ZKwP w latach 1948-1953. Ustanowiono statut, przyjęto członków i ponownie nadano uprawnienia przedwojennym sędziom kynologicznym. W Polsce, na początku formowania ZKwP funkcjonowały Oddziałowe Rady Kynologiczne. 20 entuzjastów kynologii z danego regionu mogło już ustanowić taką Radę. Pierwsze oddziały terenowe ZKwP utworzono w najprężniej działających pod względem kynologicznym regionach kraju tj. m.in. w Bydgoszczy, Inowrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu. W dniach 16-18 września 1948 roku zorganizowano I Ogólnopolską Wystawę Psów Rasowych we Wrocławiu. Na wystawie zaprezentowano 94 psy reprezentujące 21 ras, z których zaledwie 14 miało rodowody. Relacja z tego wydarzenia kynologicznego ukazała się w pierwszym wydaniu "Psa" (grudzień 1948 rok) - gazety kynologicznej wydawanej z ramienia ZKwP.

 

Po roku funkcjonowania największym oddziałem ZKwP okazał się oddział w Warszawie, który zgromadził 450 członków i miał zarejestrowanych 550 psów. Oddział we Wrocławiu posiadał 79 członków i tyle samo psów. W Poznaniu było 65 członków deklarujących posiadanie 72 psów. Oddział w Bydgoszczy liczył 52 członków i 50 psów, a najmniejszym i najskromniejszym w zasoby ludzkie (28 członków) i psie (26 psów) okazał się oddział w Inowrocławiu. 

 

Związek Kynologiczny w Polsce stał się centralną organizacją polskiej kynologii, jednocząc hodowców oraz miłośników psów rasowych. Przystępując do pracy, władze zmuszone były zacząć od otwarcia Księgi Wstępnej dla psów w typie rasy, a nie mających udokumentowanego pochodzenia i Księgi Rodowodowej dla psów należących do hodowców posiadających ich rodowody. Prowadzono skrupulatne przeglądy i wpisywano psy w typie danych ras do Księgi Wstępnej, tak by istniała możliwość poszerzenia i rozbudowania bazy hodowlanej w kraju. W tym miejscu należy podkreślić, że lata powojenne wprowadzają całkowicie nową erę w życiu Polaków. Od tego momentu na czoło wysuwa się partia robotnicza promująca proste życie robotnika i chłopa. W zasadzie cała szlachecko-ziemiańska spuścizna schodzi na drugi plan. Niemal wszystko, to co było kojarzone ze szlachetnie urodzonymi jest napiętnowane. Dzieła zniszczenia dopełnia powojenne rozparcelowanie ocalałych majątków ziemskich. Część ziemian w obawie przed represjami decyduje się na opuszczenie kraju, a ci co podczas wojennych działań znaleźli się na obczyźnie, przy takim obrocie sprawy do kraju nie wracają. Nie trudno się domyślić, iż rzadka oraz elitarna hodowla psa rasowego po prostu przestała istnieć. Psa hodować i posiadać mógł każdy, bez żadnych szczególnych przywilejów...


W kolejnych latach powstały nowe oddziały ZKwP w Krakowie, Białymstoku, Chełmie, Chojnicach, Gdańsku, Janowie Śląskim, Siemianowicach, Szopienicach, Tarnowie, Złotowie koło Szczecina oraz w Zabrzu. Kiedy wszystko było na dobrej drodze, a kynologia w pierwszych latach funkcjonowania ZKwP rozwijała się dosyć dynamicznie, nagle okazało się, że tego typu organizacja zaczyna "przeszkadzać" władzom. Sytuacja znacznie pogorszyła się, gdy z funkcji Prezesa zrezygnował delegat partyjny minister Wolski, a wywierane na ZKwP naciski względem "opieki" różnych organów rządowych oraz próby wprowadzenia kolektywizacji hodowli psa rasowego na wzór zbiorowych dużych hodowli prowadzonych m.in. w ZSRR nie powiodły się. W 1954 roku przedstawiono nawet formalny wniosek i postawiono ZKwP w stan likwidacji. Pewien regres i zapaść przeszło też kilka oddziałów terenowych. Zaczęła się batalia o przetrwanie związku jednak nie obeszła się ona bez "ofiar". W międzyczasie odchodzili zasłużeni kynolodzy zniechęceni piętrzącymi się trudnościami. Zaprzestano też wydawania związkowego "Psa", bo... zabrakło na kynologiczne pismo państwowego papieru...

 

Na szczęście upór trwających przy idei hodowania psa rasowego indywidualnie i po amatorsku zaowocował przetrwaniem organizacji, która w roku 1954 przeszła reorganizację strukturalną. W miejsce Rady Naczelnej i Komitetu Wybieralnego powołano Zarząd Główny wybierany na zjeździe Delegatów. Ponadto zmieniono Statut, reaktywowano dotychczas istniejące oddziały i powołano nowe. W 1957 ZKwP liczyło już w sumie 20 oddziałów, do których w 1958 roku należało ponad 5000 członków i 5200 psów reprezentujących 40 ras. Prawo do oceniania psów na wystawach posiadało 46 sędziów, a na próbach polowych 25 sędziów. Po kilku latach niebytu wznowiono też wydawanie związkowego "Psa".

 

W latach 50-tych i 60-tych na wystawach psów w Polsce dominowały psy ras myśliwskich, głównie wyżły angielskie i niemieckie. Zaczęły powstawać też ośrodki szkolenia psów myśliwskich, służbowych i obrończych. Otworzono nawet ośrodek szkolenia psów przewodników dla ociemniałych. Sytuacja polityczna początku lat 50-tych umożliwiała jeszcze sprowadzanie do kraju zwierząt z zagranicznych hodowli, które miały znaczący wpływ na poprawienie pogłowia hodowanych w Polsce ras i poszerzenie jej o całkiem nowe, i nieznane dotąd na ziemiach polskich rasy. Trzeba jednak nadmienić, że nie było to wcale zadanie proste. Po pierwsze odgórny plan roczny na import i eksport psów musiały składać władze ZKwP do Ministerstwa Rolnictwa. Po drugie na zakup psów były potrzebne dewizy. O ile jeszcze na początku swojej działalności ZKwP otrzymywał partyjne zgody na import lub eksport psów, tak z uzyskaniem dewiz było już różnie. Zgodnie z ustawą z dnia 28 października 1950 roku żaden "Kowalski" nie mógł posiadać konta dewizowego, ani nie mógł przetrzymywać w domu obcych walut i cennego kruszcu. Za złamanie tej zasady groziły drakońskie kary. Za samo posiadanie można było dostać 15 lat więzienia, zaś handel obejmowała pełna paleta kar, z karą śmierci włącznie. Dlatego też nikt o zdrowych zmysłach do walut trzymanych w skarpecie się nie przyznawał. Jedyna możliwość zdobycia oficjalnie dewiz na zakup psa z zagranicy wymagała zatem złożenia, a jakże, stosownego podania do władz o ich przydział. Niestety, nader często zdarzało się, że wnioski były rozpatrywane negatywnie. Mimo to hodowcy nie poddawali się. Część psów trafiła w tym okresie do Polski na zasadzie prezentów, wzajemnej wymiany na inne towary i zamiany na inne rasy. Hodowla oparła się głównie na znajdowanych i wpisywanych do rejestru psach posiadających rodowody oraz tych bez udokumentowanego pochodzenia, jednak o wszystkich cechach rasowych, które były z kolei wpisywane do utworzonych w 1956 roku Ksiąg Wstępnych i importach, które udało się jednak do kraju w międzyczasie sprowadzić.

 

Na mocy kolejnych starań w dniach 14-15 czerwca 1957 roku, na walnym zjeździe w Brukseli, Związek Kynologiczny w Polsce, będący wówczas pod prezesurą Edwarda Mikulskiego, został przyjęty ponownie do FCI (Międzynarodowa Organizacja Kynologiczna). Co ciekawe, tak ważne dla polskiej kynologii wydarzenie odbyło się bez udziału polskich Delegatów, ponieważ władze wykonawcze nie wydały im na czas wiz oraz paszportów. Na dokładkę nie miałoby ono w ogóle miejsca, gdyby nie zgoda Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zaakceptowanie przez Narodowy Bank Polski opłaty członkowskiej FCI w dewizach. Tak! Takie to były wówczas czasy... Przynależność do FCI i uznanie polskich rodowodów "otworzyło" drogę polskim psom do innych krajów zrzeszonych w tej organizacji, a także dało okazję do poszerzania horyzontów hodowlanych poprzez możliwość organizowania wystaw o charakterze międzynarodowym. W 1962 roku w Poznaniu odbyła się pierwsza międzynarodowa wystawa pod protektoratem FCI.

 

W dniu 1 stycznia 1961 roku poczet zarejestrowanych psów w ZKwP był na tyle pokaźny, że zdecydowano o zaniechaniu rejestracji psów z nieznanym pochodzeniem, jednak ostateczne zamknięcie Księgi Wstępnej nastąpiło zdecydowanie później, bo w grudniu 1970 roku. Zakaz ten nie obejmował ras polskich. Dzięki zaangażowaniu przewodniczącego Zarządu Głównego - Edwarda Mikulskiego udało się Polsce odnieść największy powojenny sukces organizacyjny polskiej kynologii w postaci powierzenia jej prowadzenia przez rok (przełom 1968/69) Międzynarodowej Federacji Kynologicznej właśnie pod jego przewodnictwem. Ponownie wybór odbył się bez udziału samego zainteresowanego. Ot, po raz wtóry zderzenie z szarą rzeczywistością i problemami wizowo-paszportowymi. Po 20 latach działalności ZKwP liczył już 28 oddziałów terenowych skupiających około 11 500 członków z zarejestrowanymi ponad 18 tysiącami psów.

 

Idea przyświecająca powojennym działaczom kynologicznym była następująca: popularyzacja posiadania psa rasowego, nie tylko wśród elitarnych kręgów, ale dosłowne wprowadzenie go pod skromne strzechy przeciętnego Polaka. Cele były szczytne, jednak ich realizacja trochę rozminęła się z planami. W momencie rozpowszechnienia i umożliwienia prowadzenia hodowli przez każdego, kto wstąpił do ZKwP i spełnił jego regulaminowe wymogi, część osób zaczęła upatrywać w hodowli psa rasowego całkiem dochodowy interes i zamiast hodowania na jakość, rozpoczęło się rozmnażanie na ilość...

 

Powróćmy jednak do ras polskich. W okresie powojennym znowu sytuacja owczarka nizinnego, owczarka podhalańskiego oraz nielicznych ocalałych zwierząt w typie ogara czy charta była dramatyczna. Co prawda owczarki podhalańskie nadal były dość licznie trzymane przez tatrzańskich górali, chociażby Jana Staszela Furtela Starszego i Andrzeja Naglaka w Zębie, Józefa Kustora w Murzasichlu, Władysława Bachledy Curusia w Harendzie i Władysława Krupy w Zakopanem, jednak ci woleli je chować zgodnie z własnymi przekonaniami i naleciałymi tradycjami, niż racjonalnie przyjętą hodowlą, co skutkowało otrzymywaniem zróżnicowanego pogłowia. Jak wspominaliśmy już wyżej, wojnę przeżyły tylko dwa polskie owczarki nizinne wyhodowane w hodowli "z Milanowa" tj. EROS i TUŚKA. Niestety TUŚKĘ tuż po wojnie pokonała nosówka. Można zatem napisać, iż na ziemiach polskich jako taki przedwojenny owczarek nizinny w czystej formie się nie zachował. Jednak miłośnicy tej rasy żywili głębokie przekonanie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż pojedyncze sztuki w tym typie są nadal utrzymywane przez pasterzy, o czym świadczyć chociażby miały liczne świadectwa różnych osób, które informowały, iż widziały w różnych rejonach kraju psy w tym typie. Stosunkowo najgorsza sytuacja dotknęła polskie gończe oraz charty. Działania wojenne oraz nowy podział granic doprowadziły do niemal całkowego ich wyginięcia. Część ocalałych zwierząt uchowała się, ale niestety poza naszymi nowymi granicami. Ponadto wśród kynologów we wczesnym okresie powojennym typy te nie cieszyły się zainteresowaniem. Dodatkowo zmieniono i zaostrzono również przepisy łowieckie, w tym zakazano polowania z chartami. Można nawet napisać, że charty, jako najbardziej kojarzone z obyczajami i kulturą staropolskiego szlachectwa zapłaciły za swe pochodzenie najwyższą cenę, bowiem tylko z tego powodu, że ich posiadanie przypisywano ludziom z kręgu majętnych i "dobrze urodzonych" kompletnie tą rasę dyskwalifikowało. Na dokładkę dzieła zniszczenia na ocalałych niedobitkach dokonali sami aktywiści państwowi, którzy odnajdywane pojedyncze sztuki po prostu likwidowali.

 

Na szczęście znalazły się osoby, którym los typów psów określanych mianem "polskie" nie był obojętny i wkrótce rozpoczęły się procesy prowadzące do odbudowania i usystematyzowania hodowli ras psów przypisywanym naszym ziemiom. W pierwszej kolejności zabrano się za normalizację hodowli psów owczarskich, czyli owczarka podhalańskiego oraz owczarka polskiego tj. nizinnego.

 

W 1950 roku za pośrednictwem związkowego pisma kynologicznego "Pies" zwrócono się do miłośników psów z apelem o wyszukiwanie i zgłaszanie do rejonowych oddziałów psów w typie owczarka pasterskiego nizinnego jaki znany był w okresie przedwojennym. Inspiracją do podjęcia jakichkolwiek działań na rzecz tej rasy był przedwojenny apel Towarzystwa Miłośników Psa Służbowego w Polsce o ratowanie rasy, zamieszczony w książce "Rasy psów"  Ignacego Manna (1939 rok), który był przedrukowany z czasopisma "Mój Pies" z 1937 roku. Jak się wkrótce okazało psy w typie rasy, którą uznawano za całkowicie utraconą, była w pojedynczych sztukach znana i trzymana przez jej sympatyków. W oddziale Bydgoskim wielka pasjonatka rasy pani Maria Dubrowinowa niestrudzenie wyszukiwała i ratowała od zapomnienia ocalałe sztuki w typie owczarka nizinnego, które (jak już nadmienialiśmy wyżej w artykule) zachowały się najliczniej na Pomorzu. To również w oddziale Bydgoskim, w hodowli "Z Babiej Wsi” należącej do Elżbiety Kusionowicz (hodowla działała od 1945 do 1956 roku), przyszedł na świat pierwszy powojenny miot owczarków nizinnych, otrzymany ze skojarzenia psów będących w type tej rasy tj. BIESA z Babiej wsi z BYSTRĄ z Babiej Wsi (1948 rok).

 

Nieocenione zasługi w odbudowę tej rasy wniosła też jej wielka miłośniczka i hodowczyni dr Danuta Hryniewicz, która wykupując pierwsze sztuki w tym typie rozpoczęła ich planową hodowlę pod przydomkiem "z Kordegardy", a urodzony 22 grudnia 1949 roku w jej hodowli pies ze skojarzenia pary bez udokumentowanego pochodzenia tj. KURTA x ŁASKA o imieniu SMOK stał się, nie tylko jej natchnieniem do realizowania obranego celu, ale także posłużył za wzór do opracowania powojennego standardu rasy. Dzięki apelowi zamieszczonemu w "Psie" pani dr Danuta Hryniewicz oraz pani Maria Dubrowinowa nawiązały ścisłą współpracę i zaczęły działać wspólnie na rzecz odtworzenia tej rasy. W hodowli "z Kordegardy" pojawiły się również egzemplarze wyhodowane w hodowli "z Babiej Wsi".

 

Dzięki wspólnym staraniom udało się na I Pomorskiej Wystawie Psów Rasowych w Bydgoszczy w roku 1953 zaprezentować 3 suki i jednego psa odpowiadającym cechom owczarka nizinnego. Pod koniec lat 50-tych Maria Dubrowinowa opracowała projekt wzorca. Został on zamieszczony w całości w I wydaniu książki L. Smyczyńskiego pt. "Psy rasy i wychowanie” z 1957 roku, gdzie jeszcze rozróżniano 3 typy wielkościowe tegoż owczarka. W 1958 roku projekt wzorca opracowany przez M. Dubrowinową (uwzględniający powyższe typy), został rozpatrzony najpierw przez Prezydium Kolegium Sędziów, a następnie po przeanalizowaniu dnia 9 maja 1959 roku Zarząd Główny zatwierdził pierwszy wzorzec Polskiego Owczarka Nizinnego i opublikował go w 5/6 numerze "Psa" jeszcze w tym samym roku. We wzorcu tym zdecydowano się na zalegalizowanie hodowli w jednym typie wielkościowym (średnim).

 

W roku 1963 rasa Polski Owczarek Nizinny została zarejestrowana przez Międzynarodową Federację Kynologiczną (pod nr 251). Projekt zaproponowanego wzorca bez żadnych poprawek, został przyjęty przez Międzynarodową Komisję Standardów i rozesłany, jako obowiązujący, do wszystkich organizacji sfederowanych. Tym samym Polska zaczęła posiadać pierwszą oficjalnie uznaną rasę, nie tylko w kraju, ale również na arenie międzynarodowej.

 

Danuta Hryniewicz oraz jej owczarki: Smok, Nerpa, Kuma i Arak Greps z Kordegardy

   

Mniej więcej w tym samym czasie pod skrzydłami Związku Kynologicznego w Polsce sprawą owczarka podhalańskiego zajęła się Oddziałowa Rada Kynologiczna z Krakowa, w osobach prof. Teodora Marchlewskiego, prof. Jadwigi Dyakowskiej, prof. Zygmunta Ewy, prof. Antoniego Żebrackiego, dr Jana Robla, mgr Stanisława Madeyskiego oraz przy czynnej współpracy mecenasa Lubomira Smyczyńskiego, Mariana Szymandery i Tadeusza Siemianowskiego. Ogromny wkład w odtworzenie rasy wniósł także dr nauk wet. Henryk Dereziński, który w tym czasie pracował na Podhalu i to dzięki jego pomocy sporządzony został spis owczarków podhalańskich na tym terenie. Prace nad usystematyzowaniem hodowli owczarka podhalańskiego były nieco ułatwione, bowiem dla tej rasy istniał już wstępny standard sporządzony jeszcze przed wybuchem wojny, na którym można było oprzeć prace rekonstrukcyjne.

 

W maju 1954 roku w Zakopanem odbył się przegląd około 120 psów i suk, które w 90% były własnością baców wypasających owce na halach tatrzańskich. Dokonano opisów i pomiarów zoometrycznych oraz przeprowadzono naukową naradę z udziałem przedstawicieli Instytutu Zootechniki Ministerstwa Rolnictwa. Obecni na niej byli również hodowcy rasy. W sympozjum uczestniczyli znani kynolodzy wymienieni powyżej oraz Rudolf Kryspin, inż. Z. Dąbczewski, E. Okarmus i inż. Z. Danek. Obszerny referat dr Henryka Derezińskiego stał się podstawą do powojennego opracowania wzorca owczarka podhalańskiego. Jednak, zapewne ku zaskoczeniu niektórych czytających, pierwsze w Polsce rodowodowe podhalany tj. SAMBOR i SURMA (o: Sztorm II, m: Norda), wcale nie przyszły na świat w polskich górach, a urodziły się w 1957 roku w nadmorskiej Łebie, w hodowli "z Kordegardy" dr Danuty Hryniewicz. Były one potomkami psów posiadanych przez nią jeszcze we Lwowie od 1935 roku, które zarejestrowane były w Polskim Związku Hodowców Psów Rasowych i poprzez sukę stanowiącą własność dr Danuty Hryniewicz NANĘ z Ropienki (córka wspomnianej już wyżej NINY z Tiergardenu) posiadały korzenie wspólne z węgierskim kuvaszem... I choć pionierskie rodowodowe egzemplarze tej rasy przyszły na świat nie w górach, a nad morzem, to i tak z czasem głównym centrum hodowli tej rasy stało się Podhale. Sytuacja rodzinna dr Hryniewicz nie pozwoliła kontynuować jej osobiście hodowli tej rasy, a wyhodowane przez nią egzemplarze nie zostały wykorzystane w dalszej hodowli.

 

Po latach starań w 1967 roku wzorzec rasy Owczarek Podhalański został zatwierdzony przez FCI pod nr 252a. Tym samym polska kynologiczna brać posiadała już dwie uznane na arenie międzynarodowej rasy krajowe. W 1973 roku Rada Naukowa Związku Kynologicznego znowelizowała standard, dostosowując go do stanu rzeczywistego typu pogłowia najliczniej występującego na Podhalu. Mimo iż przez kolejne lata hodowla owczarka podhalańskiego miała "trochę pod górkę" i nie była to rasa w Polsce zbyt popularna, to po koniec lat 80-tych do PKR wpisanych było już ponad 800 sztuk tej rasy. W 1985 roku dokonano kolejnej nowelizacji wzorca rasy, który otrzymał nr FCI 252b. Od roku 1988 obowiązuje wzorzec nr 252, opublikowany przez FCI w wersji ujednoliconej.

 

wystawa ras polskich 1988 rok

Dr Henryk Dereziński (siedzi) i Władysław Gąsienica-Staszeczek hodowla "z Liptoków"

   

Dość ciekawe przedstawia się sytuacja ogara polskiego. W zasadzie przez długi okres zwierzęta w tym typie nie wzbudzały niczyjego zainteresowania. Zapewne przyczyniała się do tego również i ówczesna sytuacja geopolityczna. Psów w tym typie na terenach polskich praktycznie już się nie spotykało, a pojedyncze egzemplarze, które mogłyby odpowiadać XIX opisom rasy, znajdowały się poza granicami naszego kraju. Dopiero w latach 50-tych XX wieku reaktywacją tej rasy zainteresowały się osoby, które doskonale pamiętały psy w tym typie jeszcze z czasów przedwojennych, z dawnych majątków rodzinnych. Byli to oficerowie Wojska Polskiego: Józef Leonard Pawłusiewicz oraz Piotr Kartawik. Obaj rozpoczęli indywidualne starania w znalezieniu egzemplarzy najbardziej odpowiadających dawnym wyobrażeniom psów w tym typie, które mogłyby posłużyć za egzemplarze pionierskie prowadzące do rekonstrukcji rasy. Tak się jednak złożyło, że obaj panowie pochodzili z różnych rejonów Polski tj. J. Pawłusiewicz urodził się w Bieszczadach, w Łęgu k. Soliny, gdzie jego ojciec nabył ziemski majątek, natomiast Kartawik związany był z miejscowością Smorgonie, obwód Grodno, która po wojnie znalazła się w granicach Białorusi. Każdy z nich znał psy w typie gończych występujących na dawnych ziemiach polskich, jednak znacząco się one od siebie różniły, mimo iż powszechnie zwane były ogarami.

 

płk Piotr Kartawnik i Obal z Kresów

   

Pawłusiewicz preferował zwierzęta w typie gończych utrzymywanych na terenie Podkarpacia używanych przez górali do "polowacki" i pilnowania zagród. Zwano je ogarami, jednak od opisywanych w XIX wieku staropolskich ogarów różniły się tym, że były one mniejsze, lżejsze i na dokładkę maści czarnej-podpalanej. Z takimi psami od najmłodszych lat miał właśnie do czynienia Pawłusiewicz, bowiem w jego rodzinie obecne one były od pokoleń, a potem on sam przejął spuściznę rodzinną i zaczął dalej kontynuować rodowe, hodowlane tradycje. Oczywiste jest zatem, że po wojnie rozpoczął on na nowo odbudowę populacji ze zwierząt najbardziej mu znanych i hodując pod przydomkiem "z Karpat" dołożył wszelkich starań, by jego psy reprezentowały właśnie taki typ. W latach 50-tych XX wieku posiadane i hodowlane przez niego ogary zostały zarejestrowane w Związku Kynologicznym, jako "hodowla eksperymentalna ogara polskiego". W latach 50-tych i 60-tych psy tego typu pokazywane były na wystawach i wpisywane do Księgi Wstępnej, a następnie do PKR, jako ogary polskie. Psy wywodzące się bezpośrednio z linii Pawłusiewicza już w roku 1956 posiadały pełne rodowody, a pierwszy krajowy wzorzec i zdjęcia egzemplarzy o pełnych rodowodach zamieścił w 1958 roku w czasopiśmie "Pies"  R. Kryspin.

 

płk Józef Leonard Pawłusiewicz i jego ogary vel gończe

   

W roku 1959 Piotr Kartawik sprowadził ze swoich przedwojennych rodzinnych stron (okolice Smorgonia i Przewiesia obecnie przynależące do Białorusi) do Wrocławia dwa samce: BARTKA i BURZANA oraz dwie suki: CZITĘ i ZORKĘ o umaszczeniu czaprakowym, które stały się protoplastami rasy w Polsce. Były to zwierzęta w typie, jaki Kartawik znał z lat młodzieńczych, zdecydowanie większe i mocniejszej budowy, niż hodowane na terenach Polski południowej i w zasadzie bardziej odpowiadały XIX wiecznym założeniom ogara polskiego. W oparciu o nie powstała hodowla "z Kresów", w której łącznie urodziło się 21 miotów ogarów.

 

Zaledwie 5 lat po ogłoszeniu pierwszego standardu rasy inż. Jerzy Dylewski ponownie opracował wzorzec ogara polskiego, w którym uwzględnił jedynie eksterier psów kartawikowskich oraz posiłkował się wzorcem polsko-litewskiego gończego. Niemal w tempie ekspresowym, bo w roku 1966, ten wzorzec rasy został oficjalnie pod nazwą Ogar Polski przyjęty w FCI pod numerem 52. Jak podają źródła, tak szybka rejestracja była możliwa dzięki poparciu ówczesnego prezydenta tejże organizacji gen. V. Ruzickiego z Czechosłowacji. Tak oto w zawrotnym tempie Polska zyskała trzecią uznaną na arenie międzynarodowej rasę. Wśród kynologów nastąpiła radość, że udało się tą rasę odtworzyć, jednak czas, w którym oficjalnie zatwierdzono psy Kartawika, jako wzorcowe, stał się jednocześnie początkiem końca zwierząt hodowanych przez Pawłusiewicza, bowiem najzwyczajniej w świecie nie odpowiadały one nowemu wzorcowi i były na wystawach dyskwalifikowane. W rezultacie zainteresowanie psami wyhodowanymi przez niego zmalało do zera i przeszły one do kynologicznego podziemia. Na szczęście sam Pawłusiewicz, ani osoby, które nabyły psy od niego i rozpoczęły hodowlę bazującą na tych zwierzętach, nie przerwali swojej pracy hodowlanej. Stosunkowo dużo psów w typie ogarów Pawłusiewicza było skupionych w obrębie oddziału rzeszowskiego, dlatego też władze ZKwP poleciły kontynuację tego dzieła kynologicznego w ramach eksperymentu hodowlanego bez możliwości wydawania metryk i rodowodów. Na szczęście brak wsparcia kynologicznego oraz niemożność otrzymania oficjalnych dokumentów, nie zniechęciła zwolenników psów Pawłusiewicza i w kolejnych latach kontynuowali oni swoje hodowlane dzieło...

 

Najpóźniej, bo dopiero w latach 70-tych XX wieku, pojawiły się pierwsze głosy przemawiające za odrodzeniem kolejnej polskiej rasy, czyli charta polskiego. Temat ten wzbudzał jednak wśród kynologów zagorzałe dyskusje, bowiem tylu ilu było zwolenników tego pomysłu, tylu również przeciwników. Najwięcej "oporów" przed wskrzeszeniem tej rasy budził fakt, iż jako takie charty polskie oficjalnie na ziemiach polskich już nie występowały, a ocalałe egzemplarze zachowały się jedynie na Kresach Wschodnich, naturalnie już poza granicami naszego kraju, które należały do ówczesnego ZSRR. Wizja odbudowywania tego, co nieodłącznie wiązało się z kulturą staropolską i szlachecką tradycją w tym czasie kompletnie było "niepolityczne". Na szczęście akcja ratowania charta polskiego została rozpoczęta przez warszawskiego kynologa, doc. dr Macieja Mroczkowskiego, który w 1971 roku dotarł do informacji potwierdzających, że  charty polskie nadal są trzymane w okolicach Rostowa nad Donem - terenach włączonej do ZSRR Ukrainy. Z informacji uzyskanych od radzieckich znajomych dr Mroczkowski dowiedział się, że psy te są potomkami chartów zagarniętych w czasie rewolucji z majątków ziemskich - wówczas polskich. Trafiały one do kołchozów, gdzie ze względów na walory łowieckie, hodowane były w czystości rasy. W 1972 roku w tygodniku "Przekrój" ukazał się apel Macieja Mroczkowskiego z wezwaniem do ratowania naszych chartów żyjących na Ukrainie, bowiem w związku z planowanym wprowadzaniem właśnie od tego roku zakazu polowania z chartami na terenach ZSRR populacji tej również groziło unicestwienie. Na dowód istnienia polskich chartów, poza naszymi granicami państwowymi, w gazecie tej zostaje umieszczone zdjęcie jednego z tamtejszych chartów, który do złudzenia przypomina te malowane chociażby przez Kossaka. Według ocen kynologów z ZSRR liczba chartów polskich na terenie Ukrainy w tym czasie wynosiła do kilkuset sztuk! Na odzew nie trzeba było długo czekać i chwilę później Warszawiak Stanisław Czerniakowski kupił w Rostowie nad Donem i przywiózł do Polski dwie suki tj. TAJGĘ i STRIEŁKĘ oraz psa ELBRUSA. To właśnie sprowadzone przez niego charty zostały rodzicami pierwszych oficjalnie urodzonych w powojennej Polsce szczeniąt charta polskiego, które przyszły na świat w 1974 roku. Mimo starań sympatyków uratowania od zapomnienia tej rasy ówczesne władze ZKwP w ogóle nie były tym pomysłem zainteresowane. W efekcie pierwszy hodowca rasy w osobie Stanisława Czerniakowskiego zniechęcił się i stracił zapał do dalszej pracy hodowlanej. Na szczęście jego pionierskie kroki nie poszły na marne. Śladami Stanisława Czerniakowskiego podążyli inni hodowcy zainteresowani tą rasą, a szczególne miejsce na kartach historii charta zajęła ogromna ich miłośniczka Małgorzata Szmurło (hodowla "Celerrimus"), która nabywając sukę po ELBRUSIE i TAJDZE - DARIĘ - rozpoczęła swoją przygodę z tą rasą przyczyniając się do rozpropagowania i rozwoju hodowli chartów polskich w Polsce. Pierwsze kroki polegały przede wszystkim na zorganizowaniu podstawowego materiału hodowlanego. Szybko okazało się, że poza Rostowem i jego okolicach pojedyncze sztuki psów w typie charta polskiego uszły spod rąk "państwowych katów" i przetrwały również na terenach Polski, szczególnie na południu kraju w regionie Kielecczyzny, gdzie skrzętnie ukrywane przed okiem władzy utrzymywane były i wykorzystywane do nielegalnych polowań. Jednym zdaniem pisząc: charty uznane za wymarłe ocalały, bo kłusownicy doceniając ich walory użytkowe postanowili chować je w czystości rasy, by pożądane cechy utrzymać i nadal zwierzęta te w zabroniony sposób wykorzystywać. W końcu po przezwyciężeniu wszelkich niedogodności w ZKwP rozpoczęły się oficjalne działania zmierzające do odtworzenia tej rasy. W 1981 roku do KW wpisano około 30 sztuk reprezentujących typ charta polskiego. Wszystkie egzemplarze zostały dokładnie opisane, zmierzone i na ich podstawie oraz wykorzystując dostępną ikonografię i literaturę opracowano wzorzec rasy. Jeszcze tego samego roku 10 sztuk zostało zaprezentowanych na wystawie psów, która miała miejsce w Opolu. Od 1982 roku kolejne charty konsekwentnie wpisywano do KW i regularnie prezentowano otrzymywane pogłowie na wystawach psów. Tak oto krajowa populacja charta polskiego zaczęła się stopniowo rozrastać..

 

Striełka wł. p. Czerniakowski

 

Daria zdjęcie i wł. p. Szmurło

   

FCI uznała wstępnie rasę w czasie Zgromadzenia Generalnego w Helsinkach w 1989 roku, a po przeglądzie i ocenie pogłowia w 2000 roku na Europejskiej Wystawie w Poznaniu FCI uznała rasę ostatecznie, a jej oficjalne zatwierdzenie nastąpiło w roku 2001 po zjeździe w Paryżu, gdzie ras otrzymała oficjalną nazwę Chart Polski i wpis do rejestru ras pod numerem 333. Tak oto historia zatoczyła koło i ten wygnaniec powrócił triumfalnie na łono swojej ojczyzny, stając się czwartą polską rasą. W zasadzie powinniśmy czuć pewną satysfakcję, bowiem zważywszy na dzieje naszego narodu, wieloletnie uciemiężenie, najazdy, rozbiory, wielokrotne przesuwanie granic... w powojennej Polsce udało się mimo wszystko odtworzyć i utrzymać rasy rodzime.

 

No właśnie, w tym miejscu warto jeszcze powrócić do nieco zapomnianych ogarów w typie Pawłusiewicza. Niestety, już po śmierci płk Pawłusiewicza (w 1979 roku) i burzliwych naradach oraz w związku z sytuacją zatwierdzonego, jako rasa ogara typu płk Kartawika uznano obie grupy za jedną rasę i zezwolono na krzyżowanie między nimi. Eksperyment ten nie przyniósł jednak oczekiwanych rezultatów i psy płk Pawłusiewicza nie uszlachetniły krwi oficjalnie istniejących ogarów polskich, a wręcz przeciwnie, te krzyżówki udowodniły, że tak na prawdę mamy do czynienia z dwoma odrębnymi rasami genetycznie dobrze osadzonymi! Te wnioski potwierdziły również przeprowadzone w latach 1982-83 przez D. Kołuckiego pomiary biometryczne ogarów polskich i psów w typie Pawłusiewicza. W końcu zdecydowano ocalić od zapomnienia również zwierzęta wyhodowane przez Pawłusiewicza i w 1983 roku utworzono dla nich Księgi Wstępne oraz nadano im nazwę gończy polski. W ten oto sposób zapoczątkowano prace mające na celu wywiedzenie piątej rodzimej rasy. Jako pierwsze do Księgi Wstępnej zostały wpisane m.in. GAMA (KW.T-1/83/GP - wł. Jerzy Zwierzyński), MERA (KW.T-2/83/GP - wł. Ewa Danielska), a także AMI (KW.T-4/83/GP - wł. Jan Głód). W tym samym czasie Kazimierz Ściesiński opracował dla tej rasy wzorzec. Pierwsze psy z pełnym rodowodem przyszły na świat w hodowli "z Cisówki" w 1989 roku po PROCIE z Kazimierzowa i RAFIE z Kongresówki. Ukoronowaniem starań polskich hodowców było oficjalnie uznanie przez FCI w roku 2006 rasy Gończy Polski z wpisem do ksiąg wzorca z numerem 354. Tym samym polska kynologia odniosła spektakularny sukces doprowadzając do całkowitego odbudowania i oficjalnego uznania 5 ras rodzimych, których korzenie są nierozerwalnie powiązane z dziejami naszego narodu.

 

AMI zdjęcie i wł. Jan Głód

   

W powojennej historii hodowli psa rasowego na ziemiach polskich nie brakuje również i takich wizjonerów, którzy kierowani różnorodnymi pobudkami decydowali się na kreowanie całkiem nowych ras. W tym miejscu warto wspomnieć, chociażby o wielkim miłośniku, znawcy i hodowcy psów myśliwskich - Kazimierzu Tarnowskim (ur. 1915, zm. 1986), który pod koniec lat 70-tych XX wieku mając na uwadze ówczesne warunki życia Polaków, sytuację gospodarczą oraz polityczną panującą w naszym kraju postanowił stworzyć nową - proszę czytać bardziej ekonomiczną w utrzymaniu - rasę psów myśliwskich o wszechstronnych zdolnościach użytkowych, której nadano roboczą nazwę Wyżła Polskiego. Z założenia miał to być pies średniego wzrostu, krótkowłosy, maści brązowej o mocnej kufie, która umożliwiałaby aportowanie lisa. Pierwsze egzemplarze wg obranego przez K. Tarnowskiego wzorca udało mu się wyhodować w latach 80-tych XX wieku w założonej przez niego jeszcze przed wojną (w 1936 roku) hodowli "Brutar". Niestety tworzenie nowej rasy, która nawet całkiem dobrze radziła sobie na próbach polowych, zbiegło się z bardzo trudnym okresem naszej państwowości (stan wojenny, zapaść gospodarcza, reglamentowanie żywności i polityczne represje). To wszystko sprawiło, iż K. Tarnowskiemu było bardzo trudno utrzymać duże stado podstawowe. Pracy hodowlanej nie ułatwiał też fakt, iż w swoim dążeniu do celu był on pozostawiony samemu sobie, bowiem ani współczesne władze ZKwP, ani władze PZŁ, nie były zainteresowane promowaniem i udoskonalaniem hodowli wyhodowanej przez niego grupy rasowej. Kres dzieła K. Tarnowskiego położył brak odpowiedniego mecenatu nad nową grupą rasową oraz choroba, z którą zmagał się od dłuższego czasu, i która ostatecznie przerywając jego życie uniemożliwiła mu spełnienie marzenia o wyhodowaniu nowej rasy. Pojedyncze egzemplarze, z braku wspominanego wyżej zainteresowania, szybko popadły w otchłań zapomnienia.

 

Kolejną osobą, o której koniecznie należy wspomnieć w naszych rozważaniach na temat rozwoju hodowli psa rasowego w Polsce jest dr inż. Andrzej Krzywiński - naukowiec, przyrodnik, podróżnik, myśliwy, hodowca, sędzia kynologiczny pracy psów myśliwskich i przede wszystkim wielki miłośnik zwierząt. Jest on twórcą i obecnie właścicielem jednego z niewielu prywatnych ogrodów zoologicznych położonego w mazurskim Kadzidłowie, a znanego pod nazwą Park Dzikich Zwierząt. W tej ostoi dzikiej przyrody i zwierzyny dr Andrzej Krzywiński nie tylko pomaga zwierzętom i od lat pracuje nad reintrodukcją konkretnych gatunków dzikich zwierząt, ale także od 26 lat prowadzi prace hodowlane mające na celu ukształtowanie nowej rodzimej rasy psa myśliwskiego typu płochacz, która wywodzi się pośrednio z grupy spanieli francuskich i angielskich obecnych na szeroko rozumianych ziemiach polskich jeszcze przed II Wojną Światową.

 

Przed wybuchem drugiej wojny światowej na daleko położonych wschodnich terenach ziem przynależących do Polski można było spotkać pojedyncze epagneule i spaniele importowane z Królestwa Brytyjskiego (springer spaniele, cocker spaniele, Sussex spaniele i field spaniele). Warto chociażby nadmienić, iż pionierką polskiej hodowli Springer spanieli przed wybuchem II Wojny Światowej była księżna Izabela Róża Radziwiłłowa (żona księcia Karola Mikołaja Radziwiłła), która w majątku Mankiewicze na Polesiu utrzymywała kilka zacnych sztuk reprezentujących tą rasę.

 

Podobnie rzecz się miała ze spanielami na terenach należących do Imperium Rosyjskiego. Pod koniec XIX wieku trafiają do Petersburga i Moskwy przede wszystkim cocker spaniele i springer spaniele. Przed wybuchem II Wojny Światowej na ziemi rosyjskiej obecna jest już cała paleta spanieli importowanych z ziemi brytyjskiej. Jednak jako taka planowa hodowla tych ras z zachowaniem czystości rasy nie była w owym czasie specjalnie celebrowana, głównie ze względu na znikomą znajomość tematu i ich małą liczebność.

 

Za to miłośnicy tych ras ochoczo zainteresowani byli przede wszystkim utrwalaniem wybiórczych cech użytkowych reprezentowanych przez poszczególne rasy przynależące do tej grupy, bowiem psy te były głównie wykorzystywane do polowań na ptactwo. Nie trudno się domyślić, iż preferencje myśliwych, ukształtowanie terenu, warunki pogodowe i dynamicznie zmieniająca się sytuacja geopolityczna tej części globu ziemskiego niewątpliwie wpłynęły na wykreowanie psa utożsamianego z jako takim spanielem, jednak odbiegającego od konkretnego typu reprezentowanego przez wyżej wspomniane rasy.

 

W latach 30-tych XX wieku spaniele w tzw. starym typie można było dość licznie spotkać m.in. w Leningradzie (obecnie Sankt Petersburg), Moskwie i Swierdłowsku (obecnie Jekaterynburg). Warto nadmienić, iż w mieście Talica mieszczącym się w Obwodzie Swierdłowskim, spaniele utrzymywane były m.in. w majątku Koziełł-Poklewskich - szacownego rodu o polskich korzeniach.

 

Niestety, działania wojenne dość mocno przetrzebiły, nie tylko skromną populację utrzymywanych w czystości rasy spanieli na wyżej wymienionych ziemiach, ale także mocno uszczupliły populację widywanych w tych regionach spanieli w tzw. starym typie. Nie mniej jednak zachowane niedobitki hodowane w celach czysto użytkowych przez zapalonych myśliwych można było spotkać zarówno na dalekich Kresach Wschodnich (obecnie ziemie przynależące do Białorusi. Litwy i Ukrainy), jak i na rosyjskiej ziemi (wówczas stanowiącej część ZSRR, a obecnie Rosji, Ukrainy, Białorusi i Litwy).

 

Swego czasu dr inż. Andrzej Krzywiński w ramach swojej działalności naukowej odbył liczne podróże, w tym też i na tereny obejmujące dawne Kresy Wschodnie (wchodzące wówczas w skład ZSRR), gdzie miał sposobność poznać spaniele w tzw. starym typie. Te średnich rozmiarów, zwinne pieski, z wielką pasją do pracy, na tyle zainteresowały dr inż. Andrzeja Krzywińskiego, iż w latach 80-tych XX wieku postanowił on sprowadzić do swej hodowli spaniele reprezentujące typ użytkowy o zachowanych cechach dawnego typu kresowego. Tak też trafiła do prowadzonej przez dr inż. Krzywińskiego hodowli o przydomku "z Szerokiego Boru" pierwsza brązowo - przesiana spanielka PESTKA. Szybko okazało się, iż walory użytkowe tej suczki, która bez zarzutu pracowała w wodzie, przypieczętowały hodowlę nowej rasy w Kadzidłowie. Dr Krzywiński sprowadził do swojej hodowli kolejne psy odpowiadające jego wizji nowej rasy, którą chciał u siebie ukształtować, a wspomniana PESTKA została mamą pierwszego miotu polskich spanieli myśliwskich. Dr Krzywiński miał nieco więcej szczęścia, niż wspomniany wyżej Kazimierz Tarnowski. Tworzenie nowej rasy rozpoczynał mniej więcej w tym samym czasie, jednak wydaje się, iż wybór rasy, zadowalający stan drobnej zwierzyny łownej i zmiana zainteresowań myśliwych z dużych ras myśliwskich na zdecydowanie mniejsze w owych czasach przyczyniły się do osiągnięcia przez niego sukcesu. Wyhodowane wg wizji dr Krzywińskiego spaniele w Kadzidłowie konsekwentnie trafiały do rąk myśliwych i potwierdzały swoją dużą przydatność użytkową w pracy. Rekomendowane dalej i konsekwentnie rozmnażane zgodnie z wytycznymi dr Krzywińskiego przyczyniły się do systematycznego rozrostu populacji. W końcu doskonała opinia o tej nowej grupie rasowej, a także nieustanne starania dr Krzywińskiego i pozostałych miłośników tej grupy rasowej, doprowadziły do zainteresowania nią decyzyjnych działaczy ze ZKwP, i tak na walnym posiedzeniu ZKwP, które odbyło się 25 listopada 2015 roku w Warszawie przegłosowano prośbę dr Andrzeja Krzywińskiego, aby polskie spaniele myśliwskie mogły startować poza konkurencją na próbach i konkursach pracy psów myśliwskich odpowiednich dla spanieli. Z kolei dnia 14 września 2016 roku na posiedzeniu plenarnym ZG ZKwP pozytywnie rozpatrzono prośbę dr Krzywińskiego dotyczącą otwarcia KW dla wyhodowanego przez niego polskiego spaniela myśliwskiego (obecnie pogłowie szacowane na około 400 sztuk). Specjalnie powołana komisja zajęła się uporządkowaniem i usystematyzowaniem dostępnej dokumentacji i opracowaniem wzorca dla rasy. Jednocześnie podano do ogólnej wiadomości informację, iż od 1 stycznia 2017 roku w ZKwP zostanie otworzona KW dla wstępnie uznanej nowej rasy pod nazwą: Polski Spaniel Myśliwski. Tym samym polska kynologia poczyniła pierwsze kroki w kierunku usystematyzowania i późniejszego uznania na arenie międzynarodowej szóstej polskiej rasy.

 

dr inż. Andrzej Krzywiński i jego KRAKWA z Szerokiego Boru

   

Na przestrzeni lat Polacy, tak jak i inne narody, ulegali pewnym modom, co do preferencji ulubionych ras. W latach 1950-67 jedną z najpopularniejszych ras w Polsce był owczarek szkocki, a w latach 70-tych i 80-tych szczególnie modne były wszelakie pudle, charty afgańskie, dogi niemieckie czy dalmatyńczyki. Obecnie rasy te nie cieszą się już takim zainteresowaniem i można nawet napisać, że współcześnie hodowane są przez prawdziwych pasjonatów ich wdzięków. Nawet kryzys lat 80-tych, reglamentacja żywności, kartki i stan wojenny nie przeszkodziły dalszemu rozwojowi kynologii polskiej. W 1983 roku istniały już 32 oddziały terenowe z blisko 30 tysiącami zarejestrowanych członków, w których posiadaniu było 42 tysiące rodowodowych psów. I choć czasami było ciężko to przez kolejne lata ZKwP, jako organizacja posiadająca praktycznie monopol na kynologię w Polsce, rozrosła się do bardzo imponujących rozmiarów, co zaowocowało powoływaniem do życia kolejnych terenowych oddziałów w coraz to nowszych miastach, a samych członków sukcesywnie przybywało.

 

Z czasem status ZKwP na arenie międzynarodowej zaczął się stabilizować i już w roku 2000 FCI powierzyła Polsce zorganizowanie Europejskiej Wystawy Psów Rasowych, która odbyła się na terenach najbardziej reprezentacyjnych w kraju tj. na obszarze Targów Poznańskich. Pełen organizacyjny sukces oraz pochlebne opinie przyczyniły się do przyznania ZKwP prawa do zorganizowania Wystawy Światowej, która odbyła się również w ww. miejscu w 2006 roku. Rekordowa liczba zgłoszeń w ilości 20839 psów reprezentujących 354 rasy mówi sam za siebie. W roku 2018 Polska będzie ponownie gospodarzem Wystawy Europejskiej.

 

Aktualnie Związek organizuje ok. 190 wystaw psów rasowych rocznie w randze: międzynarodowe (kilkanaście w roku), krajowe (dla wszystkich grup FCI oraz dla wybranych grup FCI i/lub ras - najwięcej), klubowe (z prawem przyznania tytułu "Zwycięzca Klubu" jedna w roku dla każdej z ras) i  wystawę championów (jedna w roku).

Jest także organizatorem m.in.

- Mistrzostw Polski Psów Towarzyszących;

- Mistrzostw Polski Psów Obronnych;

- Zawodów Agility;

- Zawodów Obedience;

- Wyścigów Chartów;

- Konkursu Młodego Prezentera.

 

ZKwP kontynuuje również wydawanie pisma kynologicznego "Pies", które obecnie ukazuje się w formie kwartalnika i jest przesyłane pocztą do każdego członka z opłaconą składką na rok bieżący, a także archiwalne numery dostępne są on-line na stronie internetowej związku. ZKwP podlega FCI i musi stosować się do wytycznych zatwierdzonych przez tą organizację. Nie mniej jednak posiada również sporą autonomię w kwestiach decyzyjnych np. dotyczących organizacji hodowli, wprowadzania dodatkowych wymogów hodowlanych, przyznawania championatów krajowych, czy też przeprowadzania wystaw psów rasowych (z pominięciem tych o randze międzynarodowa). Warto wspomnieć, iż szczenięta są wydawane nabywcom z tzw. Metrykami, które potwierdzają pochodzenie szczenięcia i na podstawie, których można w jednym z oddziałów ZKwP wyrobić zwierzęciu Rodowód.

 

Omawiając dzieje psa rasowego na ziemiach polskich należy również wspomnieć o tym, że po roku 1990 zaczęły zachodzić kolejne zmiany na arenie życia politycznego, gospodarczego i kulturowego naszego kraju. Wpływy ZSRR zaczęły słabnąć, aż w końcu wyzbyliśmy się komunizmu i państwa ludu, a nieśmiałym krokiem zaczęliśmy kosztować uroków zachodniego życia wolnego narodu. Nagle wielkie monopole zaczęły upadać, a obok nich rozpoczęły działalność nowe, prężne, prywatne inicjatywy. Zrodziło się pojęcie konkurencji. Również kynologia musiała przyjąć nadchodzące zmiany. ZKwP włącznie z 46 Oddziałami funkcjonującymi na terenie całego kraju mając "monopol kynologiczny" niemal do roku 2000 nagle musiał przyjąć do wiadomości, że demokracja i pełna swoboda oznaczają, iż również w tej dziedzinie może wkrótce wyrosnąć mu konkurent.

 

Tak oto dnia 31 stycznia 2001 roku zostaje powołany do życia Polski Klub Psa Rasowego - Polski Związek Kynologiczny - (PKPR-PZK). Twórcy tego klubu to przede wszystkim byli członkowie Związku Kynologicznego w Polsce, którym z jakiś powodów nie odpowiadała polityka kynologiczna prowadzona przez ZKwP. I choć pisano o tej organizacji wiele i wróżono jej rychły upadek, to funkcjonuje ona do dzisiaj i współcześnie jest drugim, co do wielkości stowarzyszeniem kynologicznym w Polsce, zajmującym się organizacją, porządkowaniem i monitorowaniem hodowli psów rasowych, propagowaniem właściwej pracy hodowlanej oraz kształtowaniem humanitarnego podejścia do zwierząt. A wszystko to wg własnych rozporządzeń i regulaminów.

 

PKPR-PZK jest członkiem Polskiej Unii Kynologicznej (PUK), zrzeszającej polskie organizacje kynologiczne, która jest wyłącznym przedstawicielem w Polsce powstałej w 1997 roku światowej federacji ACW (Alianz Canine Worldwide) z siedzibą w Hiszpanii. Obecnie istnieją dwa oddziały PKPR-PZK - w Warszawie i Krakowie. W pozostałych regionach kraju działają przedstawiciele regionalni (Łódź i Wrocław) oraz współpracują z klubem wybrane lecznice weterynaryjne, w których hodowcy mogą poddać urodzony miot przeglądowi oraz wykonać chipowanie. PKPR-PZK wydaje również własne czasopismo kynologiczne - kwartalnik "Kynologia".

 

Warto również nadmienić, iż hodowcy zrzeszeni w PKPR-PZK sprzedają szczenięta z już wyrobionym rodowodem, a nabywca nie musi w tym celu specjalnie rejestrować się w PKPR. Jako ciekawostkę dodamy, iż szczenięta mogą otrzymać dwa rodzaje rodowodów:

  • zwykły rodowód jest potwierdzeniem pochodzenia danego psa. Jeśli rodzice posiadają rodowód to ich potomstwo również je otrzymuje. Przy wyborze tej opcji hodowca zobowiązany jest tylko do zgłoszenia miotu i wykonania obowiązkowego znakowania (chip lub tatuaż - wybór należy do hodowcy);

  • rodowód elita - może otrzymać każde szczenię, którego rodzice spełnili dodatkowe wymagania i posiadają licencję hodowlaną. Do dodatkowych wymagań zalicza się: odpowiednią ilość punktów zdobytą na przeglądzie hodowlanym lub osiągnięcia wystawowe, zaliczone testy psychiczne (wszystkie rasy) i prześwietlenie stawów biodrowych pod kątem dysplazji (niektóre rasy).

PKPR-PZK prowadzi także Klubową Księgę Wstępną dla ras polskich oraz rzadkich narodowych ras nieuznanych przez FCI i jest pierwszą w Polsce organizacją o charakterze kynologicznym, która wprowadziła obowiązek badań DNA dla psów i suk rejestrowanych w księgach organizacji. PKPR-PZK automatycznie uznaje rodowody wydawane przez organizacje zrzeszone w PUK, ACW oraz FCI.

 

Dnia 29 grudnia 2009 roku do życia zostaje powołana kolejna organizacja o charakterze kynologicznym: Polska Federacja Kynologiczna (PFK), która oficjalnie rozpoczęła swoją działalność 1 stycznia 2010 roku. Jak wieść niesie PFK jest organizacją utworzoną i zbudowaną od podstaw przez ludzi, którzy byli w strukturach ZKwP lub PKPR-PZK i jest ona alternatywą dla ZKwP oraz PKPR-PZK. Ta organizacja za główne cele postawiła sobie wspieranie i rozwój polskiej oraz światowej kynologii. W siedem dni po rozpoczęciu działalności PFK została przyjęta w szeregi międzynarodowej federacji kynologicznej "Federacion Internacional Perros de Pura Raza" (F.I.C.) - Federacion Canina Mundial (F.C.M.). W czerwcu 2017 roku PFK odnowiła kontrakt z IKU (International Kennel Union) stając się wyłącznym przedstawicielem tej organizacji w Polsce. Obecnie PFK posiada następujące oddziały: Oddział Pomorski (Nowy Dwór Wejherowski), Oddział Mazowiecki (Maciejowice), Oddział Łódzki (Sieradz), Oddział Śląski - Małopolski (Milówka), Oddział Dolnośląski (Wrocław), Oddział Lubelski (Żółkiewka), Oddział Warmińsko-Mazurski (Suwałki). Warto nadmienić, że ta organizacja kynologiczna, jako pierwsza w Polsce, objęła niektóre rasy obowiązkiem przeprowadzenia profesjonalnych testów psychotechnicznych mających na celu sprawdzenie wartości użytkowej psów hodowanych przez swoich członków. Podobnie, jak w przypadku PKPR-PZK, szczenięta urodzone pod patronatem PFK są wydawane nowym właścicielom z już wyrobionym rodowodem, a psy i suki hodowlane są objęte obowiązkiem przeprowadzenia badań DNA. PFK uznaje rodowody wydawane przez Polski Związek Kynologiczny (PKPR), Klub Miłośników Owczarka Staroniemieckiego (KMOS), Klub Hodowców Psów Rasowych (KHRON), Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego (ZOND), IHR, IBC oraz organizacje zrzeszone w FCI.

 

Dnia 11 kwietnia 2011 roku oficjalnie wpis do KRS otrzymała kolejna z rzędu organizacja o charakterze kynologicznym: Polski Klub Miłośników Psów Rasowych (PKMPR), który swoją siedzibę główną ma w Kamienicy Polskiej. Jak głoszą twórcy tego zrzeszenia zajmuje się ono organizacją i propagowaniem hodowli, skupia hodowców pragnących prowadzić hodowlę w poszanowaniu praw zwierząt. Twórcy PKMPR podkreślają, iż jest to pierwsza organizacja kynologiczna w Polsce, która nie tylko zajmuje się hodowlą psów, ale także zgodnie ze swoim statutem, prowadzi dogoterapię oraz organizuje prelekcje w przedszkolach. Co ciekawe, organizacja ta posiada nawet regulamin hodowlany, w którym jednym z wymogów uzyskania uprawnień "suka hodowlana" lub "pies reproduktor" jest posiadanie przez psa/sukę odpowiedniej oceny zdobytej na wystawie psów organizowanej przez PKMPR lub innej organizacji kynologicznej. I tu niespodzianka, bo samo stowarzyszenie takowych wystaw nie organizuje. Zgodnie z informacjami udostępnionymi na stronie internetowej PKMPR członkowie tej organizacji uczestniczą ze swoimi psami/sukami w wystawach organizowanych przez Związek Hodowców Psów Rasowych (ZHPR). Od dnia 1 czerwca 2012 wszystkie psy i suki, które po tym okresie nabędą prawa hodowlane PKMPR muszą posiadać certyfikaty DNA. PKMPR wydaje dla szczeniąt metryki, na podstawie których można wyrobić zwierzęciu rodowód PKMPR.

 

Dnia 23 maja 2011 roku oficjalnie wpis do KRS otrzymał wspomniany wyżej Związek Hodowców Psów Rasowych (ZHPR), który na swoją główną siedzibę wybrał Częstochowę. ZHPR wstąpił w szeregi międzynarodowego stowarzyszenia: United Kennel Clubs International e.V. (UCI). Naturalnie i w przypadku tej organizacji zapewnienia głoszą, iż powstała ona w celu propagowania hodowli psa rasowego i ma ona na celu dobro psa rasowego, a za takowego organizacja ta uznaje psa z udokumentowanym pochodzeniem. ZHPR prowadzi własną Związkową Księgę Rodowodową oraz wpisuje psy do Związkowej Księgi Wstępnej. W chwili obecnej ZHPR posiada Lubelski Oddział Regionalny (Lublin), Dolnośląski Oddział Regionalny (Wałbrzych), Łódzki Oddział Regionalny, Śląski Oddział Regionalny (Częstochowa). Ponadto działają przedstawiciele regionalni ZHPR w województwach: małopolskim, pomorskim, podlaskim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim. Podobnie, jak w przypadku PKPR-PZK oraz PFK, szczenięta urodzone pod patronatem ZHPR są wydawane nowym właścicielom z już wyrobionym rodowodem.

 

Jako ciekawostkę podamy, iż w tej organizacji obowiązuje podział ras na 6 głównych grup (psy pasterskie, psy pracujące, psy myśliwskie, teriery, psy do towarzystwa, psy miniaturowe), ponadto zgodnie z regulaminem hodowlanym (obowiązujący od dnia 01.01.2015) tejże organizacji przyznawane są dwa rodzaje licencji hodowlanej dla suk hodowlanych i psów reproduktorów. Pierwsza nosi miano "suka hodowlana/pies reproduktor", a druga "suka certyfikowana/reproduktor certyfikowany":

  • "suka hodowlana/pies reproduktor"

    • pies/suka ukończył/a 12 miesięcy (rasy poniżej 45 cm) lub 15 miesięcy (rasy powyżej 45 cm);

    • pies/suka uzyskał/a po ukończeniu 12 miesięcy (rasy poniżej 45 cm) lub 15 miesięcy (rasy powyżej 45 cm), ocenę co najmniej bdb na wystawie organizowanej przez ZHPR lub uzyskał/a na przeglądzie hodowlanym ocenę co najmniej bdb;

    • psy/suki ras powyżej 45 cm muszą posiadać wykonane prześwietlenie stawów biodrowych (HD) w wieku co najmniej 15 miesięcy z wynikiem A lub B;

  • "suka hodowlana certyfikowana/reproduktor certyfikowany":

    • pies/suka ukończył/a 12 miesięcy (rasy poniżej 45 cm) lub 15 miesięcy (rasy powyżej 45 cm);

    • psy/suki ras powyżej 45 cm muszą posiadać wykonane prześwietlenie stawów biodrowych (HD) w wieku co najmniej 15 miesięcy z wynikiem A lub B;

    • pies/suka uzyskał/a 3 oceny doskonałe na wystawach organizowanych przez ZHPR od co najmniej 2 różnych sędziów;

    • pies/suka posiada ukończony co najmniej kurs PT lub zaliczone testy psychiczne;

    • pies/suka posiada wykonane prześwietlenie stawów łokciowych (ED) w wieku co najmniej 15 miesięcy z wynikiem A lub B (nie dotyczy ras poniżej 45 cm);

    •  pies/suka posiada wykonane badania DNA w kierunku pochodzenia.

ZHPR honoruje wszystkie rodowody wydawane przez organizacje kynologiczne zrzeszone w United Kennel Clubs International e.V. (UCI). Federation Cynologique Internationale (FCI) - Związek Kynologiczny w Polsce, International Kennel Union (IKU) - Polska Federacja Kynologiczna, Polska Unia Kynologiczna tj. Polski Klub Psa Rasowego, Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego. ZHPR uznaje również rodowody polskich organizacji kynologicznych takich jak: Polski Klub Kynologiczny, Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki, Klub Owczarka Niemieckiego Długowłosego, Klub Owczarka Staroniemieckiego.Wnioski o rejestrację psów z organizacji kynologicznych innych, niż ww. są każdorazowo rozpatrywane indywidualnie.

 

Podobieństw pomiędzy tymi wszystkimi związkami jest dość sporo. Jak głoszą szumne wstępy: wszystkim chodzi o dobro psa rasowego. Każda z wymienionych organizacji prowadzi Księgi rodowodowe, Księgę Wstępną i hodowlę wg przyjętych regulaminów i wytycznych. Każde z tych zrzeszeń wydaje psom zarejestrowanym u nich lub wyhodowanych pod ich egidą własne rodowody. Co roku organizowane są wystawy psów różnego szczebla, na których ocenę przeprowadzają sędziowie wyszkoleni przez te organizacje lub sędziowie zagraniczni z krajów współpracujących z danymi zrzeszeniami. Każda z tych organizacji dysponuje również zapleczem szkoleniowym dla psów. Organizowane są konferencje, seminaria i spotkania o charakterze kynologicznym itd. Organizacje te na mocy różnych porozumień w większości uznają wydawane przez siebie rodowody, a i zwierzęta przez nie wyhodowane mogą być prezentowane na wystawach organizowanych przez te zrzeszenia. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda bardzo ładnie i nie budzi zastrzeżeń, do momentu aż...  zaczniemy myśleć o tych stowarzyszeniach i Federation Cynologique Internationale (FCI). Tak się składa, iż organizacje te nie przynależą do FCI, a wydawane przez nie rodowody, nie są honorowane przez FCI, a więc automatycznie przez wszystkie organizacje kynologiczne zrzeszone w FCI. Ponadto zwierzęta posiadające rodowód wydany przez jedną z ww. organizacji nie mogą być zarejestrowane w żadnej organizacji będącej członkiem FCI, ani nie mogą brać udziału w wystawach psów organizowanych przez związki przynależące do FCI. Zgodnie z wewnętrznymi rozporządzeniami - do FCI może przystąpić tylko jedna organizacja kynologiczna reprezentująca dany kraj. W Polsce do FCI przynależy najstarsza organizacja o charakterze kynologicznym, czyli ZKwP. Mimo iż znaczna część tych organizacji rejestruje w swoich księgach zwierzęta urodzone w ZKwP i mogą one brać udział w wystawach psów organizowanych przez te stowarzyszenia, to zasada ta nie działa w drugą stronę! W ZKwP nie można zarejestrować psa/suki, który/a posiada rodowód wydany przez ww. organizacje. Nie można również z psem/suką posiadającą rodowód ww. organizacji brać udziału w wystawach organizowanych przez ZKwP. Jeśli zatem macie ochotę kupić psa rasowego, a następnie chcielibyście go zarejestrować w ZKwP i chcielibyście uczestniczyć w wystawach organizowanych przez ZKwP, to musicie bacznie przyjrzeć się jego pochodzeniu oraz ostatecznej rejestracji i przynależności związkowej hodowcy.

 

Chcielibyśmy zauważyć, że choć konkurencja wielokrotnie wpływa na polepszenie jakości świadczenia usług i wymusza trzymanie pewnego standardu, to w przypadku kynologii pojawienie się takowej, jako alternatywa dla ZKwP, wprowadziło trochę zamieszania - szczególnie wśród mało zorientowanych przyszłych nabywców szczeniąt, którzy nie bardzo rozumieją panujące zasady i reguły twardego życia kynologicznego. W stosunkowo komfortowej sytuacji będą posiadacze zwierząt z metrykami lub rodowodami wydanymi przez ZKwP, bowiem oni mogą w drodze wyboru zdecydować do jakiej organizacji chcą docelowo przynależeć (większość organizacji o charakterze kynologicznym zarejestrowanych w Polsce honoruje rodowody wydane przez ZKwP). Niestety, posiadacze psów z rodowodami wydanymi przez inne organizacje, z przyczyn formalnych, będą mogli rozwijać swoją pasję kynologiczną jedynie pod sztandarem, którejś z tych organizacji, bo ZKwP im takiego zwierzęcia nie zarejestruje.

 

Postanowiliśmy również zgłębić tajniki statutów i regulaminów hodowlanych każdego z ww. stowarzyszeń. Naszą uwagę ukierunkowaliśmy na dwie sprawy: stosunek do obowiązującej w Polsce Ustawy o Ochronie Zwierząt - czyli sprawa kopiowania ogonów i/lub uszu oraz podejście do znakowania zwierząt.

 

Co ciekawe, zarówno w regulaminach PKPR-PZK, PFK, ZHPR i PKMPR sprawa kopiowania uszu i/lub ogonów przed rokiem 2012 była klarownie przedstawiona. Wszystkie organizacje dostosowały do uprzednio obowiązującej ustawy swoje regulaminy, w których proceder kopiowania uszu i/lub ogonów został zabroniony. Dodatkowo zwierzęta takie nie mogły i nadal nie mogą brać udziału w wystawach odbywających się pod patronatem tychże stowarzyszeń. Postawa zarządów na prawdę godna pochwały.

 

Druga kwestia, która nas interesowała, to znakowanie szczeniąt. I tu również miłe zaskoczenie, bowiem organizacje te dały od samego początku hodowcom możliwość wyboru metody znakowania szczeniąt poprzez wykonanie tradycyjnego tatuażu lub wszczepienie mikroprocesora (chip). Zważywszy na to, że żyjemy w XXI wieku, a w większości cywilizowanych krajów tatuowanie dawno odeszło już do lamusa, to takie posunięcie również jest godne zauważenia i podkreślenia.

 

Ciekawym rozwiązaniem wartym wymienienia i podkreślenia jest również wprowadzenie przez te organizacje obowiązków wykonywania badań DNA potwierdzających pochodzenie dla zwierząt używanych do hodowli.

 

Aby być obiektywnym należałoby napisać, jak sprawa kopiowania uszu/ogonów oraz znakowania szczeniąt i badań DNA przedstawia się w ZKwP.  I  niestety z dużym rozczarowaniem musimy napisać, iż rozporządzenia obowiązujące w ZKwP w czasach współczesnych są w wielu miejscach dość bardzo skostniałe, a Zarząd ZKwP i stosowne Komisje niezbyt chętnie inicjują zmiany. Nie ma co się czarować, i trzeba to sobie jasno napisać: w ZKwP, jako najstarszej organizacji o charakterze kynologicznym w kraju, dopiero po wprowadzeniu w dniu 1 stycznia 2012 roku nowej Ustawy o Ochronie Zwierząt  (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), która w art.6, ust.2, pkt. 1 w sposób nie budzący wątpliwości zakazuje wykonywania zabiegów kopiowania uszu i ogonów u psów, podjęto działania zmierzające do zajęcia jednoznacznego stanowiska w kwestii kopiowania uszu i/lub ogonów. Na mocy przyjętej dnia 29 października 2011 roku uchwały, z dniem 1 stycznia 2012 roku wprowadzono obowiązek pozostawiania u nowo narodzonych szczeniąt pod egidą ZKwP uszu i ogonów w stanie naturalnym. Jednocześnie wprowadzono z dniem 1 stycznia 2012 roku zakaz prezentacji na wystawach psów organizowanych pod patronatem ZKwP psów z kopiowanymi ogonami i/lub uszami, które - uwaga - po tej dacie przyszły na świat w Polsce. Takie ograniczenie pozostawiło pewną furtkę dla osób, które są zwolennikami kopiowanych uszu i ogonów, bowiem część z nich zdecydowała się na import psów z kopiowanymi uszami i/lub ogonami z krajów, w których taki proceder nie jest zabroniony. Tym samym "obchodząc" przepis, mogą oni zarejestrować takie zwierzę w ZKwP, i z powodzeniem mogą prezentować je na wystawach organizowanych w Polsce. Ponadto nadal na polskich wystawach mogą być prezentowane psy i suki z kopiowanymi uszami i/lub ogonami zarejestrowane w innych krajach członkowskich FCI, gdzie taki zakaz nie został wprowadzony. W efekcie na polskich wystawach widzi się mieszane stawki zwierząt z ciętymi uszami i/lub ogonami, które przeplatane są zwierzętami z naturalnymi uszami i/lub ogonami. Nie ma co ukrywać, w wielu rasach wizerunek psa z ciętym uchem i/lub ogonem jest na tyle silnie zakorzeniony, iż zwierzęta takie są bardzo często faworyzowane, nie tylko przez samych wystawców, ale również przez sędziów kynologicznych. Wydaje nam się, iż związkowe władze powinny stanąć na wysokości zadania i przepis dotyczący zakazu hodowli oraz prezentacji w ringu zwierząt z ciętymi uszami i/lub ogonem na wystawach organizowanych w ZKwP powinien obowiązywać wszystkich!

 

Po drugie: kwestia znakowania szczeniąt poprzez obowiązkowe wykonanie tatuaży od dawna wzbudzała wśród hodowców zrzeszonych w ZKwP żywe dyskusje i wielu z nich domagało się wprowadzenia opcji z chipem, tak by np. szykując szczenięta do wyjazdu zagranicznego, zaoszczędzić im konieczności ponownego oznakowania, właśnie poprzez wszczepienie mikroprocesora. Ta kwestia również pozostawała przez wiele lat "niezauważona". Paradoks sprawił, iż to nie głosy hodowców przynależących do ZKwP zostały wreszcie wysłuchane i umożliwiono im dokonywanie w tej kwestii wyboru, ale zmienione po 31 lipca 2011 roku przepisy dotyczące przemieszczania zwierząt towarzyszących po terenie Unii Europejskiej, po prostu wymusiły na władzach ZKwP, by takowe rozwiązanie wprowadzić stosownymi regulacjami w życie.

 

Na koniec pozostaje nam do omówienia kwestia badania profilu DNA. Tak się składa, że przez lata, badania DNA były w ZKwP wykonywane tylko wówczas, gdy istniały uzasadnione wątpliwości co do pochodzenia szczeniąt. W zasadzie dopiero w roku 2014 władze związkowe ZKwP odniosły się do tego problemu i od 1 stycznia 2015 roku wprowadzono rozporządzenie, wg którego wszystkie psy i suki ras polskich oraz wszystkie reproduktory pozostałych ras - nowo kwalifikowane do hodowli  (a od 01 stycznia 2016 roku również wszystkie suki pozostałych ras - nowo kwalifikowane do hodowli) i rodzice oraz szczenięta z tzw. "przypadkowych" kryć, spełniając jeden z warunków dopuszczenia do hodowli powinny posiadać takowe badanie, wykonane za pośrednictwem wyznaczonego przez ZKwP laboratorium diagnostycznego. Niestety, procedury i wytyczne dotyczące samego wykonania tego badania, najwidoczniej zostały opracowane "na kolanie" i w pośpiechu, ponieważ mnożyły się pytania oraz wątpliwości, które  w efekcie doprowadziły do tego, że 18 lutego 2015 roku ZKwP zniosło ten obowiązek, pozostawiając jedynie hodowcom taką opcję, jako działanie całkowicie dobrowolne (dobrowolność wykonywania badania DNA obowiązuje do odwołania) Trzeba przyznać, że brak profesjonalizmu może zaskakiwać, zwłaszcza, gdy mówimy o największej i najstarszej w Polsce organizacji o charakterze kynologicznym.

 

Ot, jak widać z powyższych porównań, w bardzo ważnych kwestiach, najstarsza organizacja kynologiczna w Polsce, do której my również się przyznajemy, w tych kwestiach błyskiem brylantu nie świeci. Wydaje się, że szeregowi hodowcy i miłośnicy psów rasowych, którzy przecież stanowią fundament tej organizacji, są traktowani trochę po macoszemu. Można zatem zadać nieco retoryczne pytanie: czy w czasach, kiedy u boku rozwija się całkiem silna konkurencja, można pozwolić sobie na takie podejście do własnych członków...

 

Opisując dzieje polskiej kynologii, naszym zdaniem warto także wspomnieć o rasie owczarek niemiecki, bo to właśnie za jej sprawą powstało w Polsce pierwsze rozłamowe stowarzyszenie o charakterze kynologicznym działające niezależnie od ZKwP. Jak wiadomo, w tej rasie od dawna rodziły się w miotach szczenięta krótkowłose, jak i długowłose. Niestety, te drugie przez długi okres czasu nie były akceptowane przez FCI, a co się z tym wiąże, również przez ZKwP. Mimo to odmiana ta posiadała wielu zwolenników, którzy postanowili zając się hodowlą owczarków niemieckich długowłosych. W roku 1988 powstaje (nie istniejący już) Związek Hodowców Owczarka Staroniemieckiego (ZHOS), który jako pierwszy wprowadza regularną hodowlę owczarków długowłosych typu "staroniemieckiego". W roku 1990 powstaje z inicjatywy pani Marty Trzcińskiej - Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego (ZOND), który ustalając regulamin i zasady hodowli tej odmiany wyprowadził własne rodowody dla tych zwierząt i istnieje po dzień dzisiejszy. W 2000 roku powstaje Klub Miłośników Owczarka Staroniemieckiego (KMOS), który przejął hodowców i Księgi Hodowlane od stowarzyszenia ZHOS i stał się jego teraźniejszą kontynuacją. KMOS współpracuje z niemieckimi hodowcami owczarków staroniemieckich (Altdeutscher Schaferhunde). Kolejne stowarzyszenie powstałe w 2001 roku to: Klub Hodowców Rasy Owczarek Niemiecki (KHORN), które także wg własnych zasad i wytycznych prowadzi hodowlę tej odmiany owczarka długowłosego. Nieco później, bo w roku 2004, zostaje powołany do życia Klub Owczarka Niemieckiego Długowłosego w Polsce (KOND), który podjął współpracę z niemieckim związkiem Owczarka Niemieckiego Długowłosego ASVD i również wprowadził własne zasady hodowli tej odmiany. Od 2001 roku owczarki długowłose hodowane są również pod patronatem Polskiego Klubu Psa Rasowego (PKPR-PZK). Nie trudno się domyślić, że przez wiele lat, lwia część urodzonych pod szyldem ZKwP owczarków niemieckich długowłosych zasilała szeregi ww. organizacji. Biorąc pod uwagę regulaminy i rozporządzenia obowiązujące w FCI można było przypuszczać, że taki system będzie trwał przez wiele kolejnych lat. Na szczęście w sierpniu 2010 roku FCI wreszcie uznało owczarka niemieckiego długowłosego, jako odrębną odmianę, i tym samym nadało mu wszelkie prawa wystawowe i hodowlane, które obowiązują od dnia 1 stycznia 2011. Wkrótce opublikowano nowy standard, a krajom członkowskim pozostawiono wolną rękę, co do sposobu przeprowadzenia kwalifikacji hodowlanych dla psów/suk urodzonych przed tą datą, i posiadających rodowód wydany przez krajową organizację uznaną przez FCI. Zgodnie z tym, ZKwP zorganizował kilka przedstawicielstw z komisjami, które do końca marca 2011 roku przeprowadzały takie kwalifikacje, a zwierzętom zaaprobowanym, które nie uzyskały uprawnień reproduktora/suki hodowlanej oraz nie posiadały wydanego championatu w danej odmianie, po zmianie przynależności do odmiany długowłosej, zostały zmienione rodowody. Wraz z uznaniem odmiany długowłosej przez FCI nastąpiło znaczne zahamowanie dopływu "świeżego materiału" w postaci owczarków niemieckich długowłosych urodzonych pod szyldem ZKwP do innych organizacji i wiele osób wróżyło rychły upadek  wszystkim tym organizacjom, które skupiły się jedynie na hodowli tylko tej odmiany. Życie pokazało jednak, że owe organizacje posiadają wiernych swoich działaczy i nadal funkcjonują na polskim rynku kynologicznym, całkiem nieźle sobie radząc.

 

Na koniec zostawiliśmy sobie do omówienia Polską Unię Kynologiczną (PUK), która rozpoczęła oficjalną działalność dnia 1 lutego 2010 i została członkiem światowej organizacji Alianz Canine Worldwide (ACW). To trochę tajemnicze stowarzyszenie skupia wokół siebie różnorodne federacje zajmujące się szeroko rozumianą kynologią. PUK zrzesza organizacje kynologiczne w Polsce, umożliwiając tym samym lepszą współpracę między nimi oraz współpracę z organizacjami w innych krajach, a oczywiście wszystko dla dobra hodowli psa rasowego, rozwoju kynologii, szkolenia psów, etc. Jak przeczytamy w statucie, celem PUK jest: inicjowanie uregulowań prawnych normujących działalność związaną ze zwierzętami, a w szczególności działalność treserów, zoopsychologów, zoofizjoterapeutów, groomerów, kynoterapeutów oraz hodowlę psów rasowych i występowanie o interpretację przepisów w tym zakresie. Obecnie w szeregach tej organizacji znajdziemy: Polski Klub Psa Rasowego - Polski Związek Kynologiczny (PKPR-PZK), Polskie Stowarzyszenie Zoopsychologów, Polskie Stowarzyszenie Treserów, Centrum Wiedzy Praktycznej i Związek Owczarka Niemieckiego Długowłosego (ZOND). 

 

Rok 2012 przynosi ważne zmiany na arenie życia kynologicznego w naszym kraju. W dniu 1 stycznia 2012 roku dokonano nowelizacji Ustawy o Ochronie Zwierząt (DZ.U.2011,nr 230, poz.1373), której podstawowym założeniem było m.in. przeciwdziałanie niekontrolowanemu rozmnażaniu psów w tzw. pseudohodowlach. Niestety, wprowadzone wymogi i obostrzenia względem hodowli psów wcale nie rozwiązały tego problemu, a w zasadzie jeszcze bardziej został on skomplikowany. W myśl starego porzekadła "potrzeba matką wynalazku", wielu przedsiębiorczych pseudohodowców, którzy przed wprowadzeniem ustawy w życie rozmnażali psy bez udokumentowanego pochodzenia, nie zrezygnowali z intratnego interesu robionego kosztem psów, a wręcz przeciwnie, dostosowali się do wymogów ustawy. Zrodziło się bardzo niebezpieczne zjawisko powoływania do życia kolejnych stowarzyszeń o "charakterze kynologicznym", które zaczęły wyrastać niczym grzyby po deszczu. W zaledwie 2 miesiące po wprowadzeniu ustawy zarejestrowano już kilka takich organizacji.

 

Z każdym rokiem przybywa zrzeszeń i związków zajmujących się uregulowaną hodowlą psa rasowego. Obecnie wpis do KRS posiada kilkadziesiąt takich organizacji. Nie chcemy generalizować, ale część z nich nie ma tak naprawdę nic wspólnego z prawdziwą kynologią i propagowaniem hodowli psa w czystości rasy. Bardzo często organizacje takie nie posiadają stosowanych regulaminów i wytycznych hodowlanych. Ponadto w ich szeregach brakuje wykwalifikowanej kadry kynologicznej, która mogłaby odpowiednio poprowadzić i ukierunkować działalność kynologiczną organizacji. Poza tym spora grupa zwierząt członków tego typu organizacji posiada zwierzęta bez udokumentowanego pochodzenia, którym dopiero dane stowarzyszenie wystawia dokument potwierdzający przynależność do określonej rasy wg tylko sobie znanych kryteriów. O ile jeszcze systematyzowanie w ten sposób hodowli ras rodzimych i/lub bardzo rzadkich można uznać za zasadne, tak wyrabianie dokumentów "setnemu" psu/suce w typie owczarka niemieckiego, yorka czy maltańczyka może budzić stanowczy sprzeciw. W efekcie nabijani w butelkę są jak zwykle nabywcy, którzy nieświadomi panujących twardych reguł świata kynologicznego stają się posiadaczami drogich kundelków, które w wystawionych przez te organizacje dokumentach posiadają adnotację odnośnie imienia, przydomka, daty urodzenia, hodowcy i na tym koniec... Zwykle rodzice szczeniąt mają wpisane pierwsze z brzegu wzięte imiona używane przez ich właścicieli, a dalsze pokolenia widnieją jako nieznani N/N. W szeregach tych organizacji nie brakuje też i bardziej przebiegłych osób, które wpisują w dokumentacji dane zaczerpnięte z rodowodów innych organizacji lub dokonują rzeczy fizycznie niemożliwych, plącząc i wpisując w papiery kilkakrotnie dane jednych i tych samych zwierząt...

 

Uczulamy wszystkich przyszłych posiadaczy psów, aby dokładnie sprawdzali pochodzenie wybranych czworonożnych milusińskich i przynależność organizacyjną hodowcy. Na co zwrócić szczególną uwagę? Przede wszystkim do głębszych refleksji powinna skłonić nazwa organizacji kynologicznej zrzeszającej danego hodowcę. W dzisiejszej dobie łatwego dostępu do Internetu wystarczy wrzucić nazwę stowarzyszenia w wyszukiwarkę i po kilku sekundach otrzymamy szereg dopasowanych do zapytania odpowiedzi. Wyszukanie informacji o stowarzyszeniu nie stanowi więc żadnego problemu. Osobiście radzimy dokładnie przestudiować zasady hodowli psa rasowego w danej organizacji przed ostatecznym nabyciem szczenięcia.

 

I chociaż nie jest naszym celem ocena słuszności, bądź też nie, powoływania do życia kolejnych klubów i stowarzyszeń o charakterze kynologicznym, to jednak z całą stanowczością chcielibyśmy stwierdzić, że rodowód jest nie tylko potwierdzeniem pochodzenia zwierzęcia i jego przynależności rasowej, ale również kojarzy się z pewną formą wyrobionej kynologicznej marki. Od hodowcy zrzeszonego w jakimkolwiek związku kynologicznym wymaga się, aby hodował psy z pasji i zamiłowania do kynologii, w poszanowaniu obowiązującego prawa, z uwzględnieniem wielu lat prowadzenia hodowli w czystości rasy oraz z ugruntowaną wizją udoskonalania konkretnych ras. Niestety, nie da się połączyć tych wymagań i osiągnąć efektów, kiedy hodowlę rozpoczyna się w organizacji bez sprecyzowanych regulaminów i wymagań, od zwierząt bez udokumentowanego pochodzenia, lub takich, które posiadają wady, albo nie spełniają narzuconych przez standardy i przepisy wymogów.

 

Redakcja Świata Czarnego Teriera

 

Bibliografia:

wszystkie wymienione w powyższym opracowaniu dzieła, periodyki, gazety, materiały własne oraz:

- "Słowiański rodowód charta" - Grażyna Pindera, Warszawa, marzec 1994;

- "Z psem przez stulecia - pies w sztukach plastycznych" Z. Jakubowski;

- "Ogar polski. Gończy polski”, Kazimierz Ściesiński;

- "Gończy polski" A. Brabletz, "Pies" Dwumiesięcznik ZKwP wyd. specjalne;

- "O Polskim Owczarku Nizinnym", artykuł z czasopisma "Pies" z 1975;
- "Gończy polski - zabytek kultury narodowej”, Wojciech Machaj, "Pies", nr 4/1995;

- "Portret rasy: Gończy polski. Na polowania i do głaskania”, "Przyjaciel pies", nr 4/2005;

- "Psy rasowe w Polsce" praca zbiorowa: T. Borkowski, E. Frankiewicz, M. R. Kryspin, W. Lutyński, G. Ratajczak, E. Rozłubirski, J. Staniszewska-Borkowska, M. Szymankiewicz, 1989;

- "Migawki z działalności warszawskiego oddziału Cesarskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa", Michał K. Nowak, Brać Łowiecka 02/2007;

- czasopismo wydawane przez ZKwP "Pies" i zawarte w nich artykuły - różne wydania na przestrzeni lat 1948-2015;

- czasopismo "Mój Pies" i zawarte w nim artykuły - różne wydania na przestrzeni lat 1932-1939;

- czasopismo "Sylwan. Organ Galicyjskiego Towarzystwa Leśnego" i zawarte w nim artykuły - różne wydania na przestrzeni lat 1821-1937;

www.zkwp.pl;

http://www.klubchartapolskiego.zkwp.pl;

http://puk.strefa.pl/index.html;

http://www.zhpr.pl/;

http://pfk.org.pl/;

http://pkpr.pl/;

http://www.khron.pl/

http://zond.eu/home.html;

http://www.kmos.pl/;

http://klub-kond.pl/.

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768