O Rasie

Pochodzenie

Zdrowie

Żywienie

Psychika

 Szkolenie

Hodowla

Szczenięta

Pielęgnacja

Wystawy

Statystyka

Biblioteka

Ranking

Galeria

Kynologia

Prawo

Pobieralnia

S.O.S

Rozmaitości

Linkownia

 

Choroby kości i stawów młodych psów - Czy szukamy przyczyn tam gdzie powinniśmy?

 

Dysplazja stawu biodrowego, łokciowego i osteochondroza (martwica chrzęstno-kostna stawu ramiennego, kolanowego czy skokowego - przyp. red.) oraz grupa pokrewnych schorzeń kości i stawów nieustannie atakuje młode psy, zwłaszcza szczenięta ras olbrzymich, pomimo prześwietleń rzeszy psów i bezlitosnego wyłączania psów obciążonych, którymś z ww. schorzeń z hodowli. Co robimy źle? Dlaczego te problemy pojawiają się w liniach uważanych za wolne od dysplazji? Niepowodzenie w eliminacji dysplazji biodrowej i łokciowej, pomimo skomplikowanych i kosztownych programów ukierunkowanych przeciwko niej zmusza nas do zadania tego pytania. Czy nasze wysiłki są skierowane w złą stronę? Czy powinniśmy szukać rozwiązania gdzie indziej? Czy zgodnie z sentencją znanego pisarza  J. K. Paulding'a: Are we barking up the wrong tree? (obszczekujemy nie to drzewo, co trzeba/mylimy się w ocenie danego problemu przyp. red.). Odpowiedź zdecydowanie brzmi - tak.

 

Większość psów, u których rozwija się dysplazja biodrowa i/lub łokciowa (lub spokrewnione dysplazje) cierpi z powodów, których można uniknąć. Jednak problemy te nigdy nie znikną przy obecnym poglądzie reprezentowanym przez weterynarzy. Przez dziesięciolecia hodowcy, weterynarze, naukowcy i pozostali zainteresowani tym problemem twierdzili, że jedyną przyczyną tych problemów są "złe geny". "Złe geny", jako źródła dysplazji są elementem dogmatu postulowanego przez weterynarzy, który został powszechnie zaakceptowany jako prawda. Teza ta stała się jedynym wyznacznikiem prawdy i traktowana jest jak "świętość", na której oparto wszelkie programy hodowlane mające na celu wyeliminowanie tych schorzeń z danej populacji zwierząt. Weterynarze razem z rzeszą klubów ras, zbudowali olbrzymie (i w większości bezużyteczne) programy, mające na celu eliminacje dysplazji u ras dużych. Przyjęto, iż badania radiologicznie pod kątem dysplazji stawów biodrowych i/lub łokciowych oraz eliminacja z hodowli osobników obciążonych schorzeniem wkrótce problem występowania tych chorób powinna rozwiązać. Niestety bez względu na zastosowany program hodowlany i eliminacyjny praktyka taka doprowadzała jedynie do licznych wykluczeń z hodowli lub nawet stała się przyczyną eutanazji wielu pięknych zwierząt, a choroby, jak występowały tak nadal są. Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu , że tak obrana droga, mimo postępu nauki , w dalszej przyszłości nie przyniesie oczekiwanych pozytywnych rezultatów.

 

Razem z hodowcami zbudowaliśmy silne emocjonalne przeświadczenie , że przyczyn wszelkich zaburzeń i schorzeń układu kostnego u młodych psów powinniśmy upatrywać tylko w pojedynczych genach - "złych genach". Lekarze weterynarii niechętnie przyjmują inną opcję do wiadomości. Nie pozostawia nam to wielkiego wyboru, możemy się jedynie starać wyeliminować te problemy wykorzystując program genetycznej manipulacji. Stworzyliśmy niesamowitą ilość planów uzdrowienia sytuacji polegających głównie na rozpowszechnieniu prześwietleń, których interpretacja pozostawia wiele do życzenia. Ten sposób myślenia stworzył program hodowlany o rozmiarach molocha, który opiera się na zdjęciach RTG, ich subiektywnej interpretacji i masowych eliminacjach, a nawet eutanazjach zwierząt w celu wykluczenia tych, które wg odczytu zdjęcia są obciążone, którymś z tych schorzeń. Ludzie posiadający duże psy zostali zmuszeni do wzięcia udziału w tym programie ślepo wierząc, że uda się wyeliminować z puli genowej te geny, które powodują dysplazję biodrową i/lub łokciową. Niestety, jak można było przypuszczać, maszyna ta po dziesiątkach lat i niezliczonych psich ciałach, poświęconych w ramach idei, poczyniła bardzo niewielki postęp. Czy ten fakt wyklucza podstawową rolę genów w powstawaniu chorób stawów? Naturalnie - nie. Myślę, że współcześnie nie mamy innego wyjścia, jak wprowadzenie nowoczesnego toku rozumowania i przyjęcia do świadomości, iż oprócz genetycznych zaburzeń warunkujących nieprawidłowości widziane na zdjęciu radiologicznym, również pod uwagę należy wziąć czynniki środowiskowe, które mogą mieć istotny wpływ na to, co będziemy na tych zdjęciach widzieć. Jednak dla wielu zamiast stawić czoła rzeczywistości, jaką jest totalny bezsens tych programów, łatwiej, bardziej profesjonalnie i zdecydowanie korzystniej jest schować głowę w piasek i kontynuować jedynie techniczne podejście, włączając wyspecjalizowane prześwietlenia i skomplikowane stopnie ocen, prowadzone przez wąską elitę weterynarzy radiologów. Te programy mające na celu wykluczenie dysplazji stały się znaczącym źródłem dochodu dla przemysłu weterynaryjnego, który tak jak jego kuzyn (medycyna ludzka), opiera się na złym zdrowiu. Czy moglibyśmy uczynić ten wielki krok w celu porzucenia tych schematów i zaadoptowania skutecznego programu o niskim koszcie? Być może moglibyśmy zapytać: czy moglibyśmy jako zawodowcy, jednocześnie zrezygnować z wielkiego przychodu, jaki przynoszą te programy i stracić twarz , przyznając się do porażki?


Te uniwersalne schematy, poza przynoszeniem kroci weterynarzom i pomimo bezskuteczności, przydają wielkiej estymy naszej profesji i prawdopodobnie wielu weterynarzy będzie to robić w nieskończoność. Ironicznie, stanie się tak nie z powodu ich skuteczności, ale z powodu totalnej porażki w osiągnięciu zaplanowanego celu. To właśnie bezskuteczność tych programów propaguje ich trwałość i podtrzymuje ich prestiż.

 

Nadal pozostaje pytanie: dlaczego opracowane schematy badań nie przynoszące oczekiwanych rezultatów są używane? Czy możliwe jest, że systemy oceny, badań i eliminacji są oparte na złej hipotezie? Dla mnie oczywistym jest fakt, że opracowane programy eliminacyjne nie działają poprawnie, bowiem posiadają istotne luki. Wg mnie problem jest prosty i dotyczy podstawowego prawa genetyki - fenotypu. Doskonale wiemy, że w przeciwieństwie do genotypu (który można w klarowny sposób określić) - fenotypu  nikt nie jest w stanie dokładnie oszacować zanim zwierzę nie osiągnie pełnego rozwoju. Dzieje się tak dlatego, iż rozwój i kształtowanie fenotypu jest ściśle powiązane z oddziaływaniem środowiska na zapisane geny. Ta interakcja pomiędzy genotypem, a środowiskiem jest jednym z czynników, który nie jest w ogóle brany przez lekarzy weterynarii pod uwagę w kierunku eliminowania dysplazji biodrowej czy łokciowej. Nikt ze środowiska weterynaryjnego zajmującego się tą problematyką nie zadał sobie trudu, by odpowiedzieć sobie na pytanie: czy istnieje możliwość, by za ujawnienie się tych schorzeń odpowiadało w dużej mierze również środowisko? Przecież ci sami lekarze zalecają, by w okresie silnego wzrostu i rozwoju stworzyć szczenięciu odpowiednie ku temu warunki. Dlaczego więc temat ten jest pomijany przy stawianiu diagnozy odnośnie ww. schorzeń?

 

Generalnie dwa czynniki - dieta i ćwiczenia fizyczne/aktywność ruchowa - mają istotny wpływ na kształtowanie się kośćca młodych zwierząt (w zależności od hodowcy jeden lub drugi ma większe znaczenie). Zarówno dieta, jak i aktywność ruchowa odgrywają istotną rolę w rozwoju kośćca. Oba te czynniki mają znaczący wpływ na zachodzące interakcje z genami, które bezpośrednio oddziaływają na kształtowanie się wadliwych kości czy stawów. Liczne prace naukowe wykazały potencjalnie destrukcyjną rolę niewłaściwego stosowania tych dwóch czynników środowiskowych odgrywających dużą rolę w rozwoju chorób układu kostnego u młodych psów. Jednak pomimo wiedzy w tym zakresie popartej naukowymi dowodami, nadal w programach eliminacyjnych schorzenia układu kostnego, całkowicie pomija się te dwa bardzo plastyczne i istotne czynniki. Wielu prekursorów i propagatorów ogólnie przyjętych metod oceny i eliminacji schorzeń układu kostnego tylko wg kwalifikacji radiologicznej, podejmuje decyzję o losie pojedynczych szczeniąt lub całego miotu nie uwzględniając diety i aktywności fizycznej szczeniąt mogącej mieć wpływ na dany stan rzeczy. Nikt nie pyta, jak były odżywanie szczenięta? Jaka dawka ruchu została zastosowana podczas, gdy ich układ kostny się kształtował?. A właśnie odpowiedzi na te pytania są kluczem do rozwiązania problemów związanych ze schorzeniami kostnymi ras dużych i olbrzymich. Rozpatrując indywidualnie każdy przypadek powinniśmy zadać sobie podstawowe pytanie: Jaki był względny udział genów, diety i aktywności ruchowej? Jeśli nieodpowiednia dieta i obciążające ćwiczenia były głównymi czynnikami rozwoju schorzenia to logika nakazywałaby rozpocząć poszukiwania przyczyn eliminacji tego schorzenia właśnie od wykluczenia tych czynników wywołujących je. Z drugiej strony powinniśmy zadać sobie pytanie: Co nam da wyeliminowanie psów z tymi schorzeniami z programów hodowlanych? Jak pokazało doświadczenie i przeszłość - całkowite usunięcie tych genów jest w zasadzie niemożliwe. Być może dlatego, że jak dotąd nikt tych genów nie zidentyfikował i nie zadał jasno postawionego pytania: Jakie właściwie geny staramy się wyeliminować?  A jeśli nie wiemy, o które geny chodzi - to jaką szansę mamy na ich rzeczywiste wyeliminowanie? A nawet jeśli udałoby się je usunąć, to czy nie pociągnęłoby to za sobą eliminacji tych cech, które właściwie planowaliśmy zachować? Geny kodują białka, a białka pełnią różnorodne funkcje w ciele ssaków. Eliminacja danego genu może wyeliminować cechę, którą chcemy zatrzymać!


W praktyce oznacza to, że moglibyśmy wylać "dziecko z kąpielą", nawet jeśli uda nam się wyeliminować te tzw. "złe geny". Eliminacja dobrych genów nie jest czymś, co planujemy w tych programach, ale często jest właśnie tym, co uzyskujemy w wielu przypadkach. Jasnym jest, że schematy mające na celu wyeliminowanie schorzeń kośćca, a których jedynym kryterium oceny jest ocena zdjęć, mają małe szanse powodzenia.

 

Doświadczeni hodowcy doskonale wiedzą, iż dwoje rodziców dotkniętych chorobą da teoretycznie więcej obciążonych danym schorzeniem szczeniąt, ale złe ich traktowanie (dieta i ruch) jeszcze spotęgują ten fakt. Podobnie, jak mają świadomość, iż dbając o nie odpowiednio mogą mieć wpływ na ograniczenie stopnia występowania danego schorzenia.

 

W praktyce wygląda to następująco: rozważmy przypadek sprytnego hodowcy, którego zwierzęta hodowlane (posiadające prześwietlenie w kierunku, któregoś z ww. schorzeń) mają niewielkie zmiany wykazujące objawy typowe dla któregoś z ww. schorzeń. Hodowca ten odchowuje szczenięta prawidłowo, to znaczy odpowiednio je żywi i zapewnia optymalną dawkę ruchu. Szczenięta te, potomkowie relatywnie niezdrowych (radiologicznie) rodziców, otrzymają pozytywną ocenę (korzystną) na podstawie prześwietlenia. Jednostki te zostaną dopuszczone do hodowli i przekażą swoje geny (uważane za geny o niewielkim negatywnym efekcie) przyszłym pokoleniom. Weźmy teraz początkującego hodowcę. Niestety początkujące osoby w swojej pracy hodowlanej nabywają szczenięta za nie ukrywam spore sumy. Zwierzęta o ponoć pierwszorzędnym podłożu genetycznym jeśli chodzi o zdrowie kośćca, w oparciu o przeprowadzone prześwietlenie. Wdrażają je do hodowli i po drodze popełniają jeszcze wiele błędów (żywienie i nieprawidłowa dawka ruchu), które mają odzwierciedlenie min. w schorzeniach układu kostnego. Ich szczenięta z ponoć świetnymi genami zostaną wyeliminowane z hodowli, ponieważ prześwietlenie ujawni zmiany w kośćcu.

 

Sytuacja staje się jeszcze bardziej zawiła, gdy dodamy do tego fakt, iż podczas badań i zgromadzonych doświadczeń lekarze poznali już doskonale zjawisko, gdzie klinicznie zdrowe psy dają katastrofalne w odczycie zdjęcia RTG i odwrotnie zwierzęta o dobrych wynikach (w/g tej samej oceny zdjęcia RTG) mają problemy z poruszaniem się. Zgodnie z obecnym paradygmatem, kalekie psy z dobrymi zdjęciami klasyfikowane są jako zdrowe, podczas gdy sprawne psy oceniane są jako chore ! Biorąc pod uwagę obecnie obowiązujące schematy powinniśmy zadać sobie pytania: jaką logiką posługujemy się decydując o tym, jak dany pies jest postrzegany i następnie czym kierujemy się przy wyborze psów do hodowli? Porusza to kwestie tego, które dokładnie geny staramy się wyeliminować w naszych programach opracowanych do walki z dysplazją biodrową i/lub łokciową, oraz jaka jest dokładnie relacja między genami, środowiskiem i klinicznymi objawami lub ich brakiem? Weterynarze muszą odpowiedzieć na to pytanie, a odpowiedź pozwoli rozwinąć prawdziwe zrozumienie roli genów i środowiska oraz tego jaki jest ich wzajemny wpływ na powstawanie tych chorób. Pozwoli też to na wyodrębnienie najważniejszych czynników środowiskowych. Czy możliwe jest, aby były to dieta i wysiłek fizyczny? Można więc pokusić się o stwierdzenie, że nasza niewiedza na temat sposób dziedziczenia i rozwoju tych schorzeń nadal znacznie przewyższa wiedzę w tym temacie. Moim zdaniem istnieją jednak odpowiedzi na nurtujące nas pytania. A żeby móc zrozumieć istotę problemu powinniśmy zadać sobie fundamentalne pytanie: Jak długo choroby układu szkieletowego nękają psy? Dziesiątki, setki, a może tysiące lat? Czy te choroby są nowym zjawiskiem powstałym całkiem niedawno? Zaskakująca dla wielu osób może być odpowiedź, iż są one "produktem" zaledwie XX wieku.


Historia dysplazji zaczyna się w 1930 roku - wtedy pojawiły się pierwsze przypadki, określane wówczas jako "rzadkie". Przed tym okresem nie ma doniesień na temat dysplazji. O dysplazji stawu łokciowego zaczęto mówić dziesięć lat później. Czy można doszukać się jakiegoś powodu takiego stanu rzeczy?  Wydaje się, że początkiem wszystkiego może być era "wielkiego kryzysu" z lat 20-tych i 30-tych XX wieku, który dramatycznie wpłynął nie tylko na życie i funkcjonowanie ludzi, ale znalazł również swoje odniesienie w nawykach żywieniowych współczesnych psów. To w latach 30-tych przestano karmić psy w sposób tradycyjny (mięso, kości, podroby i resztki stołowe) z racji tego, że niejednokrotnie ludzie byli zmuszeni sami jeść bardzo tanio i oszczędnie . Jedzenie, na które psy w tamtych czasach zostały przestawione, zmieniło życie i potencjalnie zagroziło zdrowiu nie tylko psów, ale później również i kotów. Był to początek olbrzymiego przemysłu karm dla zwierząt jaki znamy dziś. Szukając nowych rozwiązań i oszczędności rozwija się dynamicznie nowa gałąź przemysłu ukierunkowana na produkcję ekonomicznych i łatwych w użyciu przemysłowych karm. Zdrowe i racjonalne żywienie oparte na naturalnych składnikach zamieniono na sztucznie przetworzone pasze powstające z mączki kostnej, poprodukcyjnych odpadów, zbóż i różnych dodatków przedłużających ich przydatność do spożycia. Era karm przemysłowych nastała z erą "wielkiego kryzysu". A więc to od lat 20-tych XX wieku właściciele porzucili złoty standard diety psowatych (ewolucyjnie lub genetycznie zdeterminowanej diety) dla sztucznej diety produkowanej przez firmy produkujące karmy. Idąc dalej trzy dekady później w 1965 roku dysplazja stawów biodrowych i łokciowych zostały zdiagnozowane u 55 ras występując na całym świecie. Uznano te choroby za ważny problem. Dodatkowo dołączyły do nich inne problemy związane z zaburzeniami układu kostnego (takie jak osteochondroza). Każda z tych przypadłości rozpowszechniła się w zaskakujący sposób – wcześniej były one rzadkie, albo w ogóle nie występowały. Chciałem podkreślić, że przed 1940 rokiem powszechnie uznawaną prawdą było stwierdzenie, że to geny są wyłączną przyczyną dysplazji. Od tego czasu (mimo iż wszelkie schematy i programy hodowlane mające na celu wyeliminowanie ww. choroby całkowicie zawiodły) stwierdzenie to nigdy nie zostało zakwestionowane, pomimo mnogości badań opublikowanych we wszystkich ważnych czasopismach weterynaryjnych, demonstrujących olbrzymie znaczenie diety i wysiłku w powstawaniu tych schorzeń. Wręcz przeciwnie - dysplazja pozostaje problemem tak poważnym, jak poprzednio i jednocześnie bardziej, niż kiedykolwiek niemożliwym do rozwiązania.

 

Wróćmy zatem do istotnego faktu: skoro te choroby nie istniały przed 1930 rokiem, to skąd się wzięły? Dlaczego pojawiły się i czemu rozprzestrzeniły się tak szybko? Dlaczego teraz są tak popularne? Jak w takiej sytuacji dać wiarę hipotezie, że tylko geny mają decydujący wpływ na ich powstanie i ujawnienie się?. Biologia podpowiada nam, że grupa genów niszczących kości nie może nagle pojawić się w całej populacji psów i strawić ją niemal, jak ogień, w przeciągu 20 czy 30 lat dotykając niemal wszystkie rasy, a szczególnie te zaliczane do dużych i olbrzymich. Rozpatrując prawa rządzące biologią te geny najwyraźniej musiały być obecne dawniej, ale nie powodowały żadnych problemów zdrowotnych, aż do roku 1930 - wtedy musiały zadziałać również inne czynniki.

 

Nagle pojawienie się dysplazji biodrowej - prekursora pozostałych schorzeń rozwoju kośćca u psów - wskazuje jasno na to, że w tym samym czasie musiała zajść znaczna zmiana w środowisku. Zmiana, która pozwoliła na ekspresję całej rzeszy genów niszczących kości i stawy. Oczywistym jest, że musimy zadać teraz pytanie: Jaka ważna zmiana środowiskowa zaszła w życiu psów w latach 30-tych, która pozwoliła genom mającym potencjał niszczenia kości i stawów na ekspresje? Jak już wspomniałem wcześniej, nie musimy daleko szukać odpowiedzi na to pytanie. Skłaniałbym się do zwrócenia uwagi na istotne zmiany, jakie zaszły wraz z nastaniem "Wielkiego Kryzysu". Właściciele psów zaczęli poszukiwać taniej alternatywy dla świeżego pokarmu, który do tej pory podawali swym zwierzętom. Odkryli oni koncentraty oparte na zbożach. Jednocześnie pojawiło się pole do popisu dla zaradnych przedsiębiorców, którzy szybko zorientowali się, jak ogromny potencjał tkwi w rynku pokarmów dla zwierząt. Producenci zbóż szybko zdali sobie sprawę z lukratywnego zarobku, jedyne co musieli zrobić to dodanie taniego dodatku wapniowego i białka do odpadów zbożowych i nazwanie tego produktu "karma dla zwierząt". Zaczęli rozwijać interes w zasadzie zmieniając jedynie etykiety na przemysłowo wytwarzanych wyrobach wieprzowych, wołowych czy drobiowych, dorzucając do nich trochę wapnia. Po raz pierwszy w dziejach ewolucji, psy zostały pozbawione posiłków złożonych ze świeżych, kompletnych i nieprzetworzonych części zwierzęcych i zostały zmuszone do jedzenia wielkich ilości przetworzonych zbóż z dodatkiem sztucznego wapnia - zamiast kości. Za tą olbrzymią zmianą w diecie podążyła również zmiana w selekcji zwierząt pod kątem hodowlanym. Hodowcy zaczęli preferować większe zwierzęta, o szybszym tempie wzrostu, a czarę przepełniło jeszcze bardziej "agresywne" podejście do ćwiczeń fizycznych. Te zmiany, a w szczególności zmiany dietetyczne, stworzyły idealne warunki dla uaktywnienia się pewnych genów - co dało skutek w postaci zaburzeń budowy kośćca. Dwie największe zmiany, jakie zaszkodziły naszym psom od lat 30-tych, objęły wykluczenie z diety pełnych produktów surowych, w szczególności surowych kości z mięsem, oraz dodanie do diety olbrzymiej ilości skrobi. Usunięcie z diety psowatych surowych kości z mięsem poskutkowało usunięciem z diety naszych psów ich zwykłego źródła wapnia oraz innych zdrowych składników odżywczych wpływających na kości. Zastosowanie skrobi, wydawało by się nieszkodliwego składnika, jako głównego źródła energii , przyniosło skutki dalekie od oczekiwanych. Po prawdzie, problem ten jest przyczyną, nie tylko większości schorzeń kości u młodych psów, ale również dużej liczby chorób zwyrodnieniowych dotykających starsze psy karmione gotowymi karmami opartymi na skrobi. Sztuczna karma dla psów (szczeniąt), wielokrotnie jest źle zbilansowana (posiada zarówno subtelne, jak i widoczne braki czy nadwyżki składników żywieniowych oraz całkowicie pozbawiona jest składników ochronnych, które normalnie znajdują się w świeżych surowych produktach). Współcześnie wiadomo, że wpływ chrząstek na normalny rozwój kości jest bardzo duży - niestety wiele karm (jako jednego ze składników chroniących min. rozwój stawów - przyp. red.) jest ich całkowicie pozbawionych. Tym co sztuczne karmy zawierają, jest sztuczny wapń. Jest on dodawany do karm w nadmiernych ilościach i jest to jedna z głównych przyczyn schorzeń kośćca, powodująca zachwianie równowagi w ich rozwoju. Dieta bogata w wyroby skrobiowe, zaprojektowana, aby kontrolować gwałtowny wzrost i zapobiec nadmiernemu przyrostowi masy, tak na prawdę przyczyniła się do nadmiernego tempa wzrostu i otyłości u szczeniąt zmuszonych do konsumpcji tej karmy. Wysokoskrobiowa dieta spowodowała również szkodliwe zmiany hormonalne, a w szczególności jest sprawcą nadmiernie wysokiego poziomu insuliny we krwi. Nadmiar insuliny jest potężnym środkiem przyśpieszającym wzrost. Insulina sprzyja odkładaniu tłuszczu oraz zapaleniom. Efektem był i jest olbrzymi fizjologiczny uraz, jaki odnosi szkielet rosnących szczeniąt, który przynosi patologiczny rozwój kości. Rozwój ten może zostać określony, jako młodzieńcze zapalenie kości, które są stanowczo za miękkie i schorowane żeby podtrzymywać olbrzymią wagę szczenięcia oraz następujące urazy, na które są później narażone. Te katastroficzne zmiany w jedzeniu (i aktywności ruchowej) zaczęły siać spustoszenie w kościach i stawach naszych psów w latach 30-tych i trwają nadal . Niszczące zdrowie atrybuty tych kam pozostały niezmienione od czasów oryginalnych receptur z lat 30 -tych. Niszczący efekt tych karm jest najczęściej widoczny u ras dużych i olbrzymich, które z racji genetycznych uwarunkowań są bardziej na schorzenia kośćca narażone.


Podsumowując - nadmierny wysiłek uszkodzi, spowoduje zapalenia i odkształci miękkie, szybko rosnące kości o słabej jakości. Genetycznie podatne szczenięta ras olbrzymich zapadają na choroby kośćca w miarę tego, jak zwiększająca się waga stanie się zbyt duża, by objęte zapaleniem, miękkie i źle uformowane kości mogły go unieść. Jak widać, przyczyn stojących za dysplazją stawu biodrowego i łokciowego jest znacznie więcej, niż tylko geny, ale pozostaje pytanie: gdzie jest miejsce genów w tej historii? Jeśli geny są podstawą problemu to dlaczego podejmowane próby ich usunięcia nie rozwiązały problemu? Odpowiedz jest prosta. Nie udało nam się rozwiązać problemu, ponieważ nie udało nam się usunąć tych genów. Pomimo wielu lat hodowli wykluczającej osobniki obciążone nieprawidłową strukturą kośćca (na podstawie zdjęć rentgenowskich) i rozmnażania wyłącznie zwierząt (względnie) o zdrowych kościach i stawach (na podstawie zdjęć rentgenowskich), geny powodujące te problemy nadal pozostają. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ nikt nie zadał pytania: które geny staramy się wyeliminować? Tymczasem te geny są znakomicie znane - są to geny odpowiedzialne za duży rozmiar, szybkie tempo wzrostu, słabo rozwinięte mięśnie, otyłość i wątłą budowę. Pojawiają się w większości artykułów traktujących o dysplazji łokciowej i biodrowej, ale nikt ich nie rozpoznał w tej roli. Czy może być to, aż tak proste? Owszem, tak: tak proste i zarazem tak trudne. Główną trudnością jest to, że te geny kodują również bardzo rozpoznawalne i charakterystyczne cechy danych ras szczególnie narażonych na choroby kośćca w wieku szczenięcym. Geny, które chcemy wyeliminować, aby uleczyć psy z dysplazji, to jednocześnie te same geny, które chcemy zachować! Aby zachować nasze rasy w tej samej, rozpoznawalnej formie, nie wolno nam usunąć większości genów predysponujących do problemów z kośćcem. Są one tymi genami, dla których prowadzimy selekcje, gdyż dają one unikalne cechy, rozpoznawalny wygląd i charakter naszych ras olbrzymich i dużych. Zatem każda próba wykorzystania genetyki do rozwiązania problemu dysplazji jest z góry skazana na porażkę. Aby rozwikłać problem chorób kości i stawów musimy powrócić do podstawowych czynników, które je wywołały, a zatem do roku 1930. I to te właśnie czynniki musimy wyeliminować. Klucz tkwi w diecie i aktywności fizycznej - a nad tym na szczęście każdy hodowca i właściciel psa może mieć pełną kontrolę. Musimy powrócić do takiego schematu aktywności fizycznej, jaki obowiązywał psy dawniej. Musimy przywrócić nasze psy do ich ewolucyjnie naturalnej diety i wysiłku. Największe znaczenie ma znalezienie nowoczesnych karm, które w ramach składników odżywczych są równorzędne diecie, do której psy wyewoluowały. Jest to proste.


Ewolucyjna dieta oparta jest na 50-60% surowych mięsnych kości, 20-30% surowych miażdżonych owoców i warzyw, 10-20% podrobów, zawiera naturalne dodatki, takie jak: algi, olej z wątroby dorsza, oleje rybne, mączkę z siemienia lnianego, jajka i jogurt i pozbawiona jest sztucznego wapnia. Dieta ta nie powinna być podawana w olbrzymich ilościach. Szczenięta powinny rosnąć powoli, tak jak natura zaplanowała. Wystarczy karmić szczenięta tak , aby ich wzrost wynosił 60-70% ich maksymalnego tempa wzrostu.


Wysiłek dopasowany do ewolucyjnie wypracowanego trybu jest niezbędny. Kości wymagają normalnego wysiłku dla optymalnego wzrostu, ani za dużo, ani za mało ruchu. Jedyną zdrową formą wysiłku dla młodych psów jest ZABAWA. Mnóstwo zabawy, nie ostrej, ale zabawy swobodnej, gdzie szczenię zatrzymuje się, kiedy tylko się zmęczy. Dopóki kości nie dojrzeją, jest to jedyna forma wysiłku, która powinna być dozwolona - tak jak Natura/Bóg/Ewolucja zaplanowali.


Wychowanie w ten sposób szczeniąt (nieważne jakie geny posiadają) pozwoli na rozwinięcie zdrowej i pełnej struktury kości, z małymi zmianami lub w ogóle wolnych od dysplazji biodrowej i łokciowej. Jednakże musimy sobie uświadomić, że nawet jeśli zastosujemy się do tych zasad, znajdzie się mała grupa szczeniąt, u których rozwiną się problemy z kośćcem. Szczenięta te posiadają geny działające bezpośrednio – geny, które ulęgają ekspresji niezależnie od diety i wysiłku. Jest to jedyna sytuacja, w której rozważylibyśmy usuniecie tej jednostki z programu hodowlanego, gdyż posiada ona geny, których zdecydowanie nie chcemy.


Czy powinniśmy nadal prześwietlać nasze psy? Tak! Poprzez łączenie programu prześwietleń ze zdrowym i rozsądnym utrzymaniem, zmaksymalizujemy szanse wychowania zdrowych szczeniąt i usunięcia tych genów, które są bezpośrednio odpowiedzialne za problemy kośćca. Jak na razie nie mamy innego wyjścia - musimy zatrzymać większość genów predysponujących do dysplazji, gdyż chcemy zachować cechy rasy!


Podsumowując: zdrowe utrzymanie wymaga powolnego wzrostu szczupłych szczeniąt, karm pozbawionych sztucznych źródeł wapnia i opartych na ewolucyjnie dostosowanej diecie bogatej w mięsne surowe kości , podroby i materiał roślinny połączone z innymi surowymi pokarmami. Jest to jedyna logiczna droga do zapewnienia zdrowego, normalnego wzrostu kości. Dopóki kości szczenięcia nie dojrzeją, jedynym dopuszczalnym wysiłkiem powinna być zabawa z odpowiednio dobranymi wiekowo i wagowo współtowarzyszami zabaw. Pozwoli ona na normalne obciążenie kości , które umożliwi ich optymalny wzrost. Są to proste ale potężne środki, które utrzymywały kościec psów zdrowy przez miliony lat. Ich zastosowanie pozwoli na eliminacje większości młodocianych schorzeń kości, niezależnie od tego , jakie paskudne geny pies mógł odziedziczyć.


Czy Ty, jako hodowca, weterynarz lub właściciel psa myśląc o przyczynach dysplazji - zgodnie z sentencją znanego pisarza J. K. Paulding'a:
Are you barking up the wrong tree? (obszczekujesz nie to drzewo, co trzeba/mylisz się w ocenie danego problemu przyp. red.). Przemyśl wszystko dokładnie zanim odrzucisz pomysły zawarte w tym artykule. Nie zastosowanie tych prostych, ale jakże efektywnych metod może uczynić hodowlę i odchowanie szczeniąt trudnym i bolesnym procesem, który będzie bardzo kosztowny, zarówno jeśli chodzi o emocje, pieniądze - włącznie z utratą materiału genetycznego. Z drugiej strony, poprzez zaadoptowanie rozsądnej diety i odpowiedniego reżimu wysiłkowego dla rosnących szczeniąt, odchowanie zdrowych szczeniąt o dobrym kośćcu staje się prostym i przyjemnym zadaniem.


Należy zdać sobie również sprawę, że te proste i logiczne pomysły są odrzucane przez weterynarzy, ponieważ ci specjaliści nie mają pojęcia o ideach prezentowanych w tym artykule. Nie wiedzą, jakie katastrofalne skutki dla zdrowia zwierząt towarzyszących przyniosły nowoczesne diety, nie wiedzą o wartości ewolucyjnej diety dla rozwoju zdrowych kości i stawów oraz utrzymaniu optymalnego zdrowia i długowieczności.


W dodatku, weterynarze, jako zawodowcy mają spory udział w utrzymaniu obecnej sytuacji. Wydaje się bardziej profesjonalnym i jest zdecydowanie bardziej wygodnym utrzymanie wysoce technicznego podejścia do eliminacji dysplazji biodrowej i łokciowej. Użycie wyspecjalizowanych prześwietleń i skomplikowanych stopni oceny bioder, które mogą być nadane wyłącznie przez wysoce wyspecjalizowanego radiologa weterynaryjnego przyczynia się do rozwoju elitaryzmu i generuje pieniądze. Podążanie za nisko-kosztowymi rozwiązaniami nie daje kokosów ani długotrwałych przychodów. Nie ma znaczenia, że technicznie zaawansowane rozwiązania są bezużyteczne. Wręcz przeciwnie, właśnie to zapewnia ich trwałą wartość dla przemysłu weterynaryjnego. Procedury te, z powodu ich bezskuteczności, są nieskończonym źródłem pieniędzy. Dysplazja biodrowa i łokciowa stały się kolejnym wielkim źródłem dochodu dla przemysłu weterynaryjnego, który niestety, tak jak jego medyczny kuzyn, utrzymuje złe zdrowie, oparte na nieprawidłowej diecie, jako jeden z głównych jej filarów.

 

autor: Dr Ian Billinghurst

 

tytuł oryginału: "Bone and joint disease in young dogs - are we barking up the wrong tree?"

 

tłumaczenie z angielskiego - Joanna Ilska

korekta i przeredagowanie - Katarzyna Sokólska

 

 

Copyright by Świat Czarnego Teriera. All Rights Reserved.

Kopiowanie ze strony zdjęć, grafiki, treści i innej zawartości Portalu Świata Czarnego Teriera, bez zgody właściciela jest zabronione.

Projekt i wykonanie Narodziny Gwiazdy

Stronę najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024 x 768